Najwięcej emocji budzi komponent dotyczący zdrowia seksualnego. Minister przyznaje, że to „duży znak zapytania” i jedno z najtrudniejszych zagadnień w całej reformie. – Chodzi o to, jak zapewnić spokój, a jednocześnie dać uczniom jak najwięcej rzetelnej wiedzy – wskazuje. Trwają zaawansowane rozmowy z organizacjami pozarządowymi, które wspierały prace nad nowym przedmiotem. Według Nowackiej potrzebny jest kompromis, ale taki, na którym przede wszystkim skorzystają dzieci. Jednocześnie podkreśla, że zdrowie seksualne jest integralną częścią zdrowia człowieka i nie powinno być z tej perspektywy pomijane.
W ostatnich dniach presję na rząd w tej sprawie zwiększyła koalicja SOS dla Edukacji, która zaapelowała do premiera Donalda Tuska o wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej. Do Kancelarii Premiera trafił apel podpisany przez ponad 40 organizacji. Jednocześnie zaproponowano kompromisowe rozwiązanie: obowiązkowy przedmiot, ale z możliwością nieobowiązkowego udziału w zajęciach dotyczących edukacji seksualnej.
Edukacja zdrowotna – co dalej?
Obecnie edukacja zdrowotna jest realizowana w szkołach podstawowych w klasach IV–VIII – po jednej godzinie tygodniowo w każdej klasie (w klasie VIII tylko w pierwszym semestrze) – oraz w szkołach ponadpodstawowych, również w wymiarze jednej godziny tygodniowo przez dwa lata. Ponieważ przedmiot ma charakter nieobowiązkowy, rodzice mogą złożyć pisemną rezygnację z udziału dziecka w zajęciach, a uczniowie pełnoletni decydują o tym samodzielnie.
Najbliższe tygodnie pokażą, czy edukacja zdrowotna na stałe wpisze się do szkolnego planu zajęć jako przedmiot obowiązkowy – i w jakim kształcie. Decyzja ministerstwa może mieć długofalowe konsekwencje zarówno dla systemu oświaty, jak i dla zdrowia kolejnych pokoleń uczniów.