Tekst powstał we współpracy z Wydawnictwami Szkolnymi i Pedagogicznymi SA
Czy edukacja zdrowotna stanie się wreszcie pełnoprawnym elementem szkolnego planu lekcji, a nie tylko dodatkiem „dla chętnych”? Ministerstwo Edukacji Narodowej jasno informuje, że nie jest to temat jednorazowy ani chwilowy – przeciwnie, edukacja zdrowotna może wkrótce na stałe wpisać się w szkolną codzienność.
Czytaj więcej
- Nie mam wielkich oczekiwań względem prezydenta, ale zakładałam, że jego otoczenie nie będzie go aż tak kompromitować. To uzasadnienie jest kompro...
Barbara Nowacka, szefowa MEN, zapowiedziała, że resort poważnie rozważa uczynienie edukacji zdrowotnej przedmiotem obowiązkowym. Decyzja jednak nie zapadnie z dnia na dzień. Ministerstwo chce najpierw wsłuchać się w głosy tych, których zmiany dotyczą najbardziej: uczniów, rodziców i nauczycieli. – Czekamy do końca tego semestru, żeby zrobić poważną analizę – zapowiedziała Nowacka w rozmowie na antenie TVN24.
Obowiązkowa, czyli sensowna?
Stanowisko MEN od początku jest dość jednoznaczne: jeśli edukacja zdrowotna ma mieć realny wpływ na młodych ludzi, powinna być obowiązkowa. Inaczej grozi jej los wielu szkolnych „zapychaczy” – przedmiotów, które formalnie istnieją, ale w praktyce niewiele zmieniają.
Jednocześnie minister edukacji studzi emocje. Wprowadzenie obowiązkowego przedmiotu to temat wrażliwy, także politycznie. – Nie ma potrzeby dzisiaj robienia kolejnego konfliktu wewnątrzkoalicyjnego – podkreśliła. Zamiast gwałtownych ruchów MEN wybiera drogę rozmów i konsultacji.
Co z wychowaniem seksualnym?
To właśnie ten element edukacji zdrowotnej od miesięcy budzi największe kontrowersje. Pytanie, czy i w jakiej formie powinien być obowiązkowy, dzieli rodziców, nauczycieli i polityków. Barbara Nowacka przyznała, że jednym z rozważanych wariantów jest rozwiązanie kompromisowe: część dotycząca zdrowia fizycznego i psychicznego byłaby obowiązkowa, natomiast wychowanie seksualne – nadobowiązkowe.
Czytaj więcej
Od 1 stycznia 2026 r. przedmiot „wychowanie do życia w rodzinie” ma zostać oficjalnie zastąpiony „edukacją zdrowotną”. Zmiana ta wpisuje się w szer...
To wyraźny sygnał, że MEN szuka modelu, który z jednej strony zapewni uczniom rzetelną wiedzę o zdrowiu, a z drugiej nie zaostrzy społecznych sporów. Co istotne, ewentualne zmiany miałyby zostać wprowadzone rozporządzeniem, a nie ustawą, co znacznie przyspiesza proces decyzyjny.
Nowy przedmiot, stare obawy
Edukacja zdrowotna zadebiutowała w szkołach w tym roku szkolnym, zastępując wychowanie do życia w rodzinie. Trafiła do klas IV–VIII szkół podstawowych (po jednej godzinie tygodniowo) oraz do szkół ponadpodstawowych (jedna godzina tygodniowo przez dwa lata).
Wbrew pierwotnym zapowiedziom MEN, przedmiot nie stał się jednak obowiązkowy. Rodzice mogli do 25 września złożyć pisemną rezygnację z udziału dziecka w zajęciach, a pełnoletni uczniowie decydowali samodzielnie. W efekcie w wielu szkołach frekwencja na lekcjach bywała niemal zerowa, a sam przedmiot – traktowany z dystansem.