Dziemianowicz-Bąk: edukacja będzie jednym z kluczowych tematów kampanii wyborczej

Są działania podejmowane w kierunku zbudowania wspólnego Paktu dla Edukacji, który miałby obowiązywać wszystkie ugrupowania nie tylko na czas kampanii wyborczej, ale i po wyborach – mówi Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, posłanka Nowej Lewicy.

Publikacja: 02.02.2023 20:34

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk

Foto: archiwum prywatne

Niedawno minister Przemysław Czarnek ogłosił obniżenie wymogów co do matur. To dla Pani ważna decyzja, podsumowanie tej kadencji, a może coś innego?  

To, że minister Czarnek na początku 2023 roku informuje ponownie o zmianach jeśli chodzi o matury – też w 2023 r. to pokazuje jakikolwiek brak długofalowego myślenia i planowania. Wszyscy się co do tego zgadzają, że po dwóch latach edukacji zdalnej fundowanie tegorocznym maturzystom wyśrubowanych kryteriów egzaminacyjnych na maturach po prostu byłoby wobec nich nieuczciwe. Nie można zamykać oczu na to, że nauka w czasie pandemii – nauka zdalna – przebiegała inaczej. I mogła nie przygotować do, tak trudnych jak miały to być, matur. Tyle tylko, że o tym, że uczniowie uczyli się zdalnie minister Czarnek wie nie od stycznia 2023 roku, tylko od prawie trzech lat. 

Co więc się, Pani zdaniem, stało? 

Wygląda na to, że dopiero pod presją samych uczniów, ale przede wszystkim nauczycieli, egzaminatorów, którzy sygnalizowali, że matura czy to z języka polskiego czy chemii będzie zbyt trudna, nie przystająca do tego, czego mieli szanse nauczyć się młodzi ludzie, pojawiła się informacja o zmianie wymogów. Można by było uznać, że lepiej późno niż wcale ale naprawdę nic nie stało na przeszkodzie, by zaplanować to wcześniej. By nie fundować dodatkowego stresu młodym ludziom. Bo edukacja powinna być przewidywalna i stabilna. A nie zmieniać się pod wpływem chwili i nastrojów ministra. 

Czytaj więcej

Martynowicz: Nowa matura to polowanie na ucznia, a nie egzamin dojrzałości

Tu oczywiście jest wiele wątków. Ale po pierwsze jaki jest Pani zdaniem bilans tych czterech lat w edukacji? W jakim punkcie znajdujemy się dziś – pod koniec kadencji Sejmu. 

Bilans polityki ministra Czarnka w edukacji to bilans wyrządzonych szkód i zmarnowanych szans. Te szkody to oczywiście próby „brania za pysk” systemu edukacji. Podwójna próba wprowadzenia Lex Czarnek. Zakończona na szczęście wetem prezydenta Dudy - ale mimo weta, ta nawet nieudana podwójna próba wywołała efekt mrożący u nauczycieli, dyrektorów szkół. Efekt lęku został osiągnięty i pozostał. I przy jednym, i przy drugim procedowaniu ustawy Lex Czarnek docierały do nas w Sejmie sygnały, że szkoły od razu antycypują, przewidują wejście w życie takich przepisów i zmienia się współpraca ze stroną społeczną. Kolejna szkoda to kwestie programowe, np. wprowadzenie przedmiotu HiT (Historia i Teraźniejszość) który obniżył jakość lekcji WOS-u, szeroko rozumianej wiedzy o społeczeństwie. Symbolem tej porażki jest podręcznik do HiT-u, naszpikowany autoplagiatami prof. Roszkowskiego i błędami merytorycznymi. W swojej działalności publicznej i politycznej Czarnek wyrządził tych szkód jeszcze więcej. Mam tu na myśli szczucie na młode osoby, uczniów LGBT. To podsycenie niechęci do dzieci, rodziców wychowujących się w tęczowych rodzinach. Obraźliwe wypowiedzi o nauczycielach, krzywdzące słowa o dziewczętach, ich wadze. Tych szkód wyrządzonych przez ministra Czarnka polskiej szkole jest wiele. 

A bilans demograficzno-płacowy? PiS zastrzega, że płace idą do góry. 

Istotnym wskaźnikiem tych szkód w tej sferze jest przede wszystkim exodus nauczycieli ze szkół. To rekordowe liczby wakatów, praca ponad etat tych nauczycieli, którzy zostali w szkołach czy np. dramatyczny brak nauczycieli przedmiotów zawodowych. A jeszcze w kampanii wyborczej PiS kształcenie zawodowe było wskazywane jako to, które musi stanąć na nogi. Kolejna sprawa to narastająca niechęć do edukacji publicznej. Coraz częstsze deklaracje rodziców, że gdyby mogli sobie pozwolić na wysłanie dzieci do szkół niepublicznych, to by to zrobili to również bilans tych ostatnich lat. I to idzie na konto ministra Czarnka. Ale jeszcze gorsze od tych szkód wyrządzonych przez Czarnka w edukacji przez ostatnie cztery lata są niewykorzystane szanse. 

Co Pani ma na myśli? 

Przez ostatnie cztery lata można było zmieniać polską szkołę na lepsze - było wiele okazji. Na przykład konieczność nauki zdalnej wywołana przez pandemię - ona była wyzwaniem, trudnością dla uczniów, ale mogła być też szansą na poprawę jakości kształcenie, chociażby jeśli chodzi o cyfryzację szkolnictwa. Tymczasem pandemia obnażyła braki sprzętu i kompetencji cyfrowych wśród nauczycieli i uczniów. To zostało zignorowane. Przez całą pandemię w dużej mierze uczniowie i nauczyciele musieli radzić sobie na własną rękę. Nie wyciągnięto wniosków i szkoła nadal tkwi w XIX wieku.

Kolejny kompletnie zaniedbany obszar to wsparcie psychologiczne uczniów. Raz po raz opinię publiczną obiega informacja o smutnych rekordach prób samobójczych dzieci i młodzieży. Pomoc psychologiczna dla młodych to powinien być absolutny priorytet polityki edukacyjnej, tymczasem wciąż brakuje psychologów w szkołach.

Ten bilans o którym cały czas mówimy, to również bilans oporu przeciwko zmianom. I to oporu niebagatelnego.  Pierwsza kadencja PiS to strajk i likwidacja gimnazjów. Druga to opór wobec Lex Czarnek i nie tylko. 

To co paradoksalnie jest sukcesem ministra Czarnka – to konsolidacja środowiska społecznego wokół spraw oświatowych i wprowadzenie tematu edukacji do głównego nurtu debaty publicznej. Koalicja „Wolna Szkoła”, która zawiązała się wokół sprzeciwu wokół Lex Czarnek i Lex Czarnek 2.0 nie okazała się tylko koalicją sprzeciwu, oporu ale też płaszczyzną szerszego, długofalowego porozumienia wokół spraw dotyczących oświaty. W ubiegłym tygodniu odbył się szczyt edukacyjny organizowany między innymi przez sieć SOS Dla Edukacji, byli tam samorządowcy, przedstawiciele środowisk akademickich, politycy i polityczki, rodzice,  uczennice i uczniowie,  nauczycielki i nauczyciele. To już nie było spotkanie na temat tego jak stawiać czoła złym pomysłom ministra Czarnka. To się już udało. Lex Czarnek zostało zablokowane, świadomość rodziców i społeczności szkolnej wokół problemów ogólnie kreowanych przez MEiN jest większa. Jednak na bazie tego buntu powstała płaszczyzna do tego, by rozmawiać o zmianie szkoły na lepsze. Nie tylko naprawić to, co zepsuł PiS. Ale też zmienić szkołę w nowych kierunkach.  Są działania podejmowane w kierunku zbudowania wspólnego Paktu dla Edukacji, który miałby obowiązywać wszystkie ugrupowania nie tylko na czas kampanii wyborczej i nie tylko na czas po wyborach. Bo jest zgoda co do tego, że edukacja powinna być planowana na co najmniej jedno pokolenie. 

Czytaj więcej

Kolanko: Minister Czarnek w politycznej defensywie

To jednak duże wyzwanie. I pytanie, jak politycy powinni kreować takie polityki publiczne jak właśnie edukacja, demografia, rozwój energetyk i infrastruktury, by to o czym Pani mówi rzeczywiście było możliwe. A od edukacji zależy przecież rynek pracy, wiele innych sfer. 

Edukacja to nie jest tylko nabywanie wiedzy przez młodych ludzi, chociaż oczywiście od tego, czego będą uczyć się młodzi ludzie, jaki będzie program zależy przyszłość nas wszystkich, bo to oni będą ją tworzyć.  Szkoła ma też funkcję społeczną, wyrównywania szans, otaczanie opieką. Z drugiej strony to również kwestie zdrowotne – jak sprawa zdrowia psychicznego. Trzeba patrzeć na system edukacji w dwóch wymiarach – horyzontalnym a z drugiej strony w perspektywie chronologicznej. Np. to, że w i ubiegłym roku szkolnym były problemy z rekrutacją do szkoły średniej to dokładnie efekt braku myślenia długofalowego. Bo kiedyś minister lub ministra podjęły najpierw istotną decyzję, czy to o likwidacji gimnazjów czy obniżeniu wieku szkolnego, a później ktoś to zmienił. Nikt nie myślał o tym, że za jakiś czas zapłacą za to uczniowie. Dlatego na pytanie co zrobić by tak nie było, odpowiedzią są właśnie wspominane ponadpartyjne pakty dla edukacji.  Projektowane reformy w systemie edukacji powinny być zaplanowane i realizowane przez przynajmniej jeden pełny cykl edukacyjny. 

To wymaga porozumienia całej klasy politycznej. 

Tak się stało w Finlandii. Tak Finlandia zbudowała jeden ze swoich najlepszych systemów edukacji, że wyłączyła – chociaż oczywiście nie w zupełności – edukację spoza sporu. Przyjęto pewien model i mimo różnic politycznych on był konsekwentnie realizowany przez dekady.  Walia przeprowadzała reformę też przez kilka długich lat przy zgodzie i poparciu prawie wszystkich stron sceny politycznej. Nie ma dziś ugrupowania po stronie demokratycznej opozycji, które na przykład postulowałoby przywrócenie gimnazjów. Nie dlatego, że opozycja uznaje ich likwidację za dobrą decyzję. Tylko dlatego, że łączy nas świadomość, że dziś polska szkoła nie zniesie kolejnej strukturalnej rewolucji. Rewolucja musi być w płacach, wynagrodzeniach nauczycieli, tak by zatrzymać odpływ z zawodu. Za moment nie będzie kto miał w zawodzie pracować. Jesteśmy w przededniu głębokiej katastrofy. I dlatego te działania muszą mieć  charakter skokowy, jak na przykład wzrost płac. Ale reszta musi być ewolucją.

Druga rzecz – wyrównanie szans jeśli chodzi o geografię, jakość edukacji w różnych częściach kraju. Różnica między Mazowszem a samą Warszawą już bywa ogromna. 

Na pewno zły kierunek to różnicowanie wynagrodzeń co do miejsca pracy, co ostatnio zdaje się sugerować minister Czarnek. Potrzebujemy dokładnie czegoś odwrotnego. Dyskusja o centralizacji i decentralizacji oświaty nie powinna być czarno-biała. Są kwestie wymagające decentralizacji,   wzmocnienia autonomii szkół, uczniów wręcz. Są kwestie które muszą być jednak mocniej scentralizowane. Jak na przykład kwestia finansowania wynagrodzeń nauczycieli. W tej chwili te wynagrodzenia są uwzględniane w części oświatowej subwencji ogólnej. Rokrocznie samorząd musi dopłacać z własnych środków. Nasz postulat to finansowanie wynagrodzeń nauczycieli bezpośrednio z budżetu państwo. Tak by nie było żadnych różnic między bogatszymi i biedniejszymi samorządami. Podstawa programowa musi też być uwspólniona. Aby na Mazowszu dzieci nie uczyły się czegoś innego niż w Warszawie czy Poznaniu. Chcemy spójności, a nie Polski wielu prędkości w edukacji. Jest jeszcze kwestia warunków pracy nauczycieli. Karta Nauczyciela obowiązuje w szkołach publicznych, ale w szkołach społecznych, niepublicznych są inne warunki zatrudnienia nauczycieli. I to też trzeba uwspólniać. 

Co jeszcze potrzebne jest, by Polska zbudowała „model” finlandzki, o którym tyle się mówi? 

To m.in. opiekuńcza funkcja szkoły – posiłki, darmowe podręczniki, dostęp do psychologa. Zmiany programowe, które przystawałyby do wyzwań współczesności. Ale też np. kwestia pracy. Absolwenci wchodzący na rynek pracy są najbardziej narażeni na łamanie praw pracowniczych. I dlatego potrzebna jest edukacja pracownicza – budowanie odporności na wyzysk i kwestia budowania ochrony własnych praw. 

Jaka będzie rola edukacji w kampanii wyborczej? 

Jest inaczej niż w poprzednich kampaniach. Edukacja będzie jednym z kluczowych obszarów kampanii. Na dwa sposoby. To jednocześnie kwestie merytoryczne, programowe, długofalowe porozumienie dla edukacji. A druga sfera jest inna. Bo rządzi taki minister, który jest kontrowersyjny, ale też który traktuje te kontrowersje jako kozę do wprowadzania i wyprowadzania, by odwrócić uwagę od tego, co się naprawdę dzieje w jego ministerstwie i co robi - rozdaje publiczne pieniądze na wille fundacji swoich kolegów.

Czy konsekwencją sprawy #WilleCzarnka powinien być wniosek o wotum nieufności dla ministra? 

Tak, zdecydowanie, to powinna być kropla, która przepełni czarę już tak po brzegi wypełnioną krzywdami wyrządzonymi przez Czarnka. 

Osobiście zachęcam i namawiam kolegów i koleżanki z opozycji do wspólnego złożenia takiego wniosku.

Gdyby z ramienia Lewicy zostałaby Pani następczynią ministra Czarnka, to co by Pani zrobiła w pierwszych 100 dnia po wyborach? 

Natychmiast przystąpiłabym do tamowania odpływu nauczycieli z zawodu - czyli wzrost wynagrodzeń o 20 proc. i wprowadzenie systemu sukcesywnego dalszego wzrostu płac, tak, żeby zawód nauczyciela stał się atrakcyjny. Wspólnie z nowym ministrem lub ministrą zdrowia uruchomiłabym pilny program pomocy psychologicznej, w tym antysuicydalnej, dla uczniów - bo kondycja psychiczna młodych ludzi jest dramatyczna. A następnie przystąpiłabym do wdrażania rozwiązań wyrównujących szanse uczniów, czyli bezpłatny posiłek czy darmowe podręczniki także w szkołach średnich oraz do zmian programowych - wycofanie lekcji religii finansowanych z publicznych pieniędzy i wprowadzenie edukacji klimatycznej, pracowniczej, o zdrowiu i seksualności.

Czytaj więcej

Facetka_z_Poradni: Koniec semestru, oddziały psychiatryczne pękają w szwach

Niedawno minister Przemysław Czarnek ogłosił obniżenie wymogów co do matur. To dla Pani ważna decyzja, podsumowanie tej kadencji, a może coś innego?  

To, że minister Czarnek na początku 2023 roku informuje ponownie o zmianach jeśli chodzi o matury – też w 2023 r. to pokazuje jakikolwiek brak długofalowego myślenia i planowania. Wszyscy się co do tego zgadzają, że po dwóch latach edukacji zdalnej fundowanie tegorocznym maturzystom wyśrubowanych kryteriów egzaminacyjnych na maturach po prostu byłoby wobec nich nieuczciwe. Nie można zamykać oczu na to, że nauka w czasie pandemii – nauka zdalna – przebiegała inaczej. I mogła nie przygotować do, tak trudnych jak miały to być, matur. Tyle tylko, że o tym, że uczniowie uczyli się zdalnie minister Czarnek wie nie od stycznia 2023 roku, tylko od prawie trzech lat. 

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Oświata
Matura 2024: Łatwa podstawa, trudne rozszerzenia
Oświata
Pieniądze z rządowego programu dla szkół skończyły się w 12 minut
Oświata
Sprzeciw biskupów wobec zmian proponowanych przez Barbarę Nowacką
Oświata
Działacze młodzieżowi wkurzeni na marszałka Szymona Hołownię
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Oświata
Oddech rodziców na plecach MEN. Zmiany są zbyt powolne