Prof. Konopczyński: Nauczyciel nie jest robotem. To kreator, twórca młodego człowieka

Władza pokazuje nauczycielowi, że jest marnie opłacanym robotnikiem na taśmie, który ma wykonywać polecenia. A przecież bez wolnej szkoły nie będzie wolnych umysłów i przyszłości tego kraju – mówi prof. Marek Konopczyński, pedagog, Uniwersytet w Białymstoku, KNP PAN.

Publikacja: 24.10.2022 13:50

Prof. Marek Konopczyński

Prof. Marek Konopczyński

Foto: materiały prasowe

Do Sejmu wpłynął ponownie projekt ustawy zmieniający Prawo oświatowe tzw. Lex Czarnek 2.0. Jest Pan zaskoczony, że ten temat znów powraca?

Proponowane zmiany ( Lex Czarnek) zwiększają poziom kontroli władzy centralnej nad szkołą, posługują się lękiem jako narzędziem zarządzania tą instytucją, poprzez między innymi: wprowadzenie nieostrego pojęcia, stanowiącego jednocześnie kryterium oceny dyrektora szkoły: „właściwa postawa dyrektora”, uzależniają wybór dyrektora oraz jego odwołanie od decyzji kuratora a więc od władzy centralnej, bardziej biurokratyzują i utrudniają edukację domową, ( możliwość składania wniosku o zezwolenie na edukację domową od 1 do 21 września, powrót rejonizacji w obrębie województwa, ograniczenie liczby dzieci w ED w danej placówce do maksymalnie 50 proc. w stosunku do uczniów stacjonarnych, egzaminy stacjonarne, zgłaszane wcześniej do organu sprawującego kontrolę), zamykają edukację szkolną przed treściami, formami i metodami pracy pozaszkolnej a więc blokują rolę fundacji, stowarzyszeń i innych organizacji edukacyjnych w procesie rozwoju młodego pokolenia.

Edukacja i szkoła jako instytucja edukacyjna powinny być oparte na zaufaniu i współpracy a nie na kontroli, lęku i rywalizacji. Brak zaufania jako podstawy relacji społecznych nie tylko w szkole jest coraz widoczniejszym polskim problemem. Prawo oświatowe powinno dążyć poprzez edukację i szkołę do rozwiązania tego problemu a nie do pogłębiania go poprzez szkodliwe jak opiniowana nowelizacja akty normatywne. Przywołałem tu fragment opinii Komisji Polityki Oświatowej KNP PAN przygotowanej przez znakomitą badaczkę oświaty-prof. dr hab. Mirosławę Nowak-Dziemianowicz, która będzie reprezentować środowisko akademickie na komisji sejmowej.

Lex Czarnek 2.0 trafił pod obrady parlamentu kilka dni po manifestacji nauczycieli pod MEIN i zakończeniu edukacyjnego miasteczka. Pan odwiedził to miejsce. Co tam się działo?

Na twarzach nauczycieli malowało się przygnębienie i rozpacz. Ten zawód jest od dłuższego czasu pauperyzowany ekonomicznie, społecznie i kulturowo, a jest to zawód wybitnie ważny w życiu każdego narodu. Od tego jak jest wykonywany, zależy przyszłość nas wszystkich. Przemówiłem do nauczycieli i zapewniłem, że środowisko akademickie jest z nimi. Uniwersytet i szkoła podstawowa to jeden organizm, bo my kształcimy nauczycieli, a oni naszych przyszłych studentów. Politycy obozu rządzącego i sprzyjające im media próbują nadać protestom nauczycieli przede wszystkim wymiar finansowy, jest to ważny problem ale moim zdaniem nie najważniejszy, bo nauczycielom chodzi też o polityczne uznanie ich profesji jako zawodu wolnego od bieżących wpływów ideologicznych i politycznych.

Zadaniem szkoły i edukacji jest wspieranie rozwoju uczniów oraz stwarzanie warunków do tego rozwoju. Szkoła jest dzisiaj jednym z najważniejszych środowisk rozwoju dzieci i młodzieży. Szkoła, która wyłania się z aktów normatywnych Ministerstwa Edukacji Narodowej tej funkcji nie spełnia i spełniać nie może. Jej głównym zadaniem jest przekazywanie wiedzy. Stąd nadrzędna rola podstawy programowej, oceny szkolnej i zewnętrznych testów. Proponowane zmiany zwiększają poziom kontroli władzy centralnej nad szkołą, posługują się lękiem jako narzędziem zarządzania tą instytucją. I to wszystko działa na niekorzyść uczniów, nauczycieli i rodziców a więc całego społeczeństwa.

I zarówno zarobki nauczycieli w szkołach powszechnych jak i wykładowców na uczelniach pozostawiają wiele do życzenia.

Zarobki nauczycieli i zarobki w szkolnictwie wyższym są urągające w kontekście znaczenia tego zawodu dla wzmacniania i rozwoju kraju. Często mówi się, że w innych krajach Europy nauczyciele też nie zarabiają dobrze. Oczywiście, tylko siła nabywcza pieniądza, który zarabia nauczyciel w Europie Zachodniej jest zupełnie inna niż u nas, nie mówiąc już o pozycji społecznej i kulturowej ludzi wykonujących ten zawód. Pamiętajmy, że

poza pieniędzmi ważne jest też to, że nauczyciele czują się źle traktowani, nie mają poczucia, że są gospodarzami w miejscu, w którym pracują. Nauczyciel nie jest robotem, któremu można wklepać dane, żeby je potem przekazał. Nauczyciel to jest twórca i kreator młodego człowieka. A tymczasem władza pokazuje mu, że jest marnie opłacanym robotnikiem na taśmie, który ma wykonywać polecenia. Bez wolnej szkoły nie będzie wolnych umysłów i przyszłości tego kraju.

Coraz mniej jest młodych nauczycieli.

To proces, który trwa od dawna. Młody człowiek startujący w życie zawodowe chce odnieść sukces. Kształcąc nauczycieli i pedagogów widzę, że ci ludzie mają pasję i chcą czuć satysfakcję ze swojej pracy. Dopiero na drugim czy trzecim miejscu pojawia się temat pieniędzy. Cały czas pokazuje się nauczyciela jako kogoś kto ma aspiracje, ale w zasadzie na nie zasługuje. Stąd być może mniejsze kadry i negatywna selekcja do zawodu nauczyciela. Szkołę traktuje się jako miejsce dla osób, które nie wiedzą co ze sobą zrobić lub nigdzie indziej się nie dostały.

W Polsce jest przeświadczenie, że nauczyciele są potrzebną grupą, ale z drugiej strony cały czas mają jakieś pretensje.

Ale jak mają nie mieć pretensji, gdy w jednym pokoleniu zmieniają się cykle kształcenia? Raz jest gimnazjum, a raz go nie ma. Raz dyskutuje się o tym czy liceum ma być trzyletnie, a raz czy czteroletnie. Nieustannie manipuluje się także programem szkolnym, co budzi duży opór. Pamiętajmy, że sfrustrowany nauczyciel, to sfrustrowany uczeń, a sfrustrowany uczeń, to sfrustrowany rodzic.

Mamy też konflikty między rodzicami i nauczycielami. Często rodzic widzi, że nauczyciele mają wakacje, ferie, wolne w okolicach świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy. A jednak ciągle słyszą ze strony nauczyciel jakieś pretensje.

Bardzo często spotykamy taką narrację, ale myślę, że jest ona fałszywa. Nauczyciel wiele lat przygotowuje się do tego zawodu i pracując - nieustannie musi się rozwijać. Niech wszyscy, którzy skończyli edukację i poszli do pracy, wyobrażą sobie, że mają dalej się uczyć i co roku zdawać egzaminy, a przy okazji dodatkowo robić studia podyplomowe za własne pieniądze. Trzeba też pamiętać, że w szkole, w odróżnieniu od każdego innego zakładu pracy, nie można także zrobić kariery. Są co prawda 3-4 stopnie awansu mierzone złotówkami. Co to za awans, gdy z nauczyciela można stać się „nauczycielem mianowanym"? Kluczowe jest to, że po awansie nie mam się większego wpływu na rzeczywistość. Nauczyciel robi to samo, tylko dostaje trochę więcej pieniędzy.

To nie też tak, że awansowani są nauczyciele, którzy pracują najlepiej?

Awans wygląda tak samo jak w służbach mundurowych, czyli jak odsłuży się ileś lat bez żadnej wpadki, to dostaje się wyższy stopień. To nie buduje perspektywy samorealizacji, która jest bardzo ważna.

Mieliśmy reformę szkolnictwa, w której zlikwidowaliśmy gimnazja. Argumentem pilotującej reformę ówczesnej minister edukacji Anny Zalewskiej był m.in. to, że dzieci kończyły szkołę niedouczone, czy to się zmieniło?

Kolejni ministrowie błędnie pojmują rolę i istotę szkoły w życiu młodego człowieka. W szkole nie chodzi tylko o przyswojenie wiedzy. Wiemy przecież doskonale, że można to zrobić za pomocą internetu i książek. Szkoła to przede wszystkim kontakt z drugim człowiekiem i interakcje międzyludzkie. Ma potencjał uspołeczniający, który jest kompletnie niewykorzystywany. Człowiek, który ją kończy powinien rozumieć świat i siebie - musi być także gotowy na znalezienie swojego miejsca w tym świecie. Efektem pracy szkoły nie powinien być świetny matematyk, biolog, czy fizyk, tylko człowiek, który orientuje się w świecie i rozumie samego siebie. Jak wynika z badań, uczniowie mają z tym problem. Znają zasady fizyczne, biologiczne, chemii, ale nie znają siebie i nie wiedzą jak wchodzić w relacje z drugim człowiekiem.

Niedawno Sejm uchwalił ustawę o resocjalizacji nieletnich.

Po raz pierwszy w historii polskiej edukacji państwo przekazało kompetencje sądów rodzinnych, dyrektorom szkół. Obecnie dyrektor może stosować kary wobec nieletnich, które do tej pory stosowały tylko sądy rodzinne. Jedną z tych kar jest np. nakazanie pracy społecznej na rzecz placówki. Od trzydziestu lat walczyliśmy o to, żeby praca społeczna była wartością i była postrzegana jako akt solidaryzmu społecznego. Tymczasem, Ministerstwo Sprawiedliwości, Sejm oraz pan prezydent cofnęli nas jednym ruchem do czasów PRL i praca znowu jest za karę. Szkoła oparta tylko i wyłącznie na dydaktyce nie jest żadną szkołą.

Chyba nic złego się nie stanie, jak dziecko coś przeskrobie i będzie musiało zrobić coś na rzecz szkoły?

Tak, tylko nie powinno tego robić za karę. Po drugie, kiedy to dziecko ma to robić? Przed lekcjami? W trakcie lekcji? Na przerwach? Po lekcjach? Dyrektor nie ma prawa zatrzymać ucznia po lekcjach i zmusić go do prac społecznych.

A uczeń na pewno nie ma też czasu, bo gdy wychodzi ze szkoły to od razu idzie na korepetycje i inne zajęcia.

Jeżeli uczeń ma bogatszych rodziców, to oczywiście idzie na korepetycje. A jeśli biedniejszych, to idzie gdzieś z kolegami. I też ma do tego prawo. Tak beznadziejnej i kulawej ustawy jeszcze nie widziałem. Szkoła to relacja dziecka i dorosłej osoby, z tej relacji rodzi się przyjaźń, wiedza, kontakt, uspołecznienie i wychowanie. Jeżeli szkołę zamkniemy tylko w obrębie dydaktyki, to zamienimy ją w kursy. Zwracamy uwagę na jeden element szkoły, ale nie widzimy jej jako całości. Szkoła to środowisko życia dziecka, które ma swoje prawa. Dziecko ma prawo do rozwoju, a szkoła ma za zadnie mu go zapewnić w sposób całościowy, a nie tylko poprzez wtłaczanie mu informacji.

 Szkoła oparta tylko i wyłącznie na dydaktyce nie jest żadną szkołą.

Prof. Marek Konopczyński

Gdy otwieramy Librusa, to przed nami pojawia się mnóstwo sprawdzianów, kartkówek i innych ocen.

Przedmioty w szkole powinny powoli odchodzić do lamusa. Zamiast tego powinno przyjąć się rozwiązania, które wykreował świat akademicki. Powinniśmy nauczać w dziedzinach, np. nauk ścisłych, przyrodniczych i społecznych. Po to, żeby wiedza była zintegrowana.

Tak jak jest w klasach 1-3.

Polskie nauczanie wczesnoszkolne odnoszą ogromne sukcesy. Dzieciaki chodzą do nich z wielkim zainteresowaniem i zapałem. Problem zaczyna się jak wchodzą przedmioty, bo one po prostu nie przystają do dzisiejszych czasów, gdy różne dziedziny wiedzy są od dawna zintegrowane. Tymczasem w szkole cały czas jesteśmy na etapie matematyki, fizyki, chemii i biologii itp. Dlatego uważam, że nauczycieli powinno kształcić się w dziedzinach. Jestem też głęboko przekonany, że pierwszym wykształceniem nauczyciela powinna być pedagogika. Dopiero drugim stopniem - określona dziedzina wiedzy. To rozładowałoby całe napięcie wokół szkoły, bo pozwoliłoby to na szerszy rozwój młodego człowieka. Jak rodzice zobaczyliby, że młody człowiek odpowiednia się rozwija, to nauczyciele mieliby większe wsparcie od strony rodziców.

A teraz dziecko tylko „wkuwa" do sprawdzianów?

Moje dzieci przeszły edukację w szkole i sam również ją przeszedłem - wiem jak to wygląda. O ile jestem w stanie zrozumieć, że moja edukacja miała miejsca w mrocznych czasach PRL-u, to nie do końca rozumiem dlaczego to samo dzieje się z moimi dziećmi. Jest to ten sam sposób wkuwania wiedzy i jej egzekwowania.

Przeglądałam ostatnio podręcznik do biologii dla klasy piątej. Byłam zaskoczona ilością drobiazgowych informacji dotyczących budowy komórki roślinnej, zwierzęcej i bakteryjnej.

Miałem piątkę na maturze z biologii i do dzisiaj pamiętam jak zbudowany jest pantofelek i euglena zielona, ale nie pamiętam jaką rolę spełniają w przyrodzie. Moi dziadkowie przed drugą wojną światową byli nauczycielami w polskich szkołach publicznych. Kiedyś wpadł mi do ręki program przyrody w szkole podstawowej. Program składał się z 2-3 kartek, na których było napisane: "wiosna - wyjście z dziećmi na grządki do ogródka i pokazanie im jak przyroda budzi się do życia". Proszę zobaczyć jakie pole do popisu miał nauczyciel.

- współpraca Karol Ikonowicz    

Czytaj więcej

Lex Czarnek 2.0: polityka ważniejsza niż dzieci?

Do Sejmu wpłynął ponownie projekt ustawy zmieniający Prawo oświatowe tzw. Lex Czarnek 2.0. Jest Pan zaskoczony, że ten temat znów powraca?

Proponowane zmiany ( Lex Czarnek) zwiększają poziom kontroli władzy centralnej nad szkołą, posługują się lękiem jako narzędziem zarządzania tą instytucją, poprzez między innymi: wprowadzenie nieostrego pojęcia, stanowiącego jednocześnie kryterium oceny dyrektora szkoły: „właściwa postawa dyrektora”, uzależniają wybór dyrektora oraz jego odwołanie od decyzji kuratora a więc od władzy centralnej, bardziej biurokratyzują i utrudniają edukację domową, ( możliwość składania wniosku o zezwolenie na edukację domową od 1 do 21 września, powrót rejonizacji w obrębie województwa, ograniczenie liczby dzieci w ED w danej placówce do maksymalnie 50 proc. w stosunku do uczniów stacjonarnych, egzaminy stacjonarne, zgłaszane wcześniej do organu sprawującego kontrolę), zamykają edukację szkolną przed treściami, formami i metodami pracy pozaszkolnej a więc blokują rolę fundacji, stowarzyszeń i innych organizacji edukacyjnych w procesie rozwoju młodego pokolenia.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Oświata
Czego pracodawcy oczekują od pokoleń, które będą wkraczać na rynek pracy?
Oświata
Oddech rodziców na plecach MEN. Zmiany są zbyt powolne
Oświata
Znamy szkoły przyjazne LGBTQ+. Po raz pierwszy wysoko szkoły z mniejszych miast
Oświata
Ankieta: Sztuczna inteligencja odrabia lekcje za polskich licealistów
Oświata
Wojsko zaraz po ukończeniu szkoły. Co proponuje armia?