W tym tygodniu marszałek Sejmu Marek Kuchciński poinformował, że sprawdzono 570 133 podpisy. Z tego 562 852 były prawidłowe.
Jak podaje Związek Nauczycielstwa Polskiego, jeden ze współorganizatorów inicjatywy, do Sejmu złożono 910 tys podpisów. To znacznie więcej niż potrzeba – by posłowie mogli zająć się wnioskiem o referendum, musi ich być co najmniej pół miliona.
Zebrana odpowiednia liczba podpisów oznacza, że Sejm będzie musiał się nad nim pochylić. Problem jednak w tym, że wciąż nie wiadomo, kiedy ta debata się odbędzie.
– Oczekujemy na wewnątrzkancelaryjne analizy formalnoprawne złożonego wniosku referendalnego. Powinny się one pojawić do 18 maja – tłumaczy tajemniczo Andrzej Grzegrzółka z Centrum Informacyjnego Sejmu.
Chodzi o to, by sprawdzić, czy wniosek spełnia wymogi ustawowe. Wcześniej pojawiały się głosy, że pytanie postawione we wniosku jest nieprecyzyjne. – Po otrzymaniu kompletu dokumentów zostanie podjęta decyzja dotycząca trybu prac nad wnioskiem – zadeklarował dyrektor CIS.
Posłowie Nowoczesnej domagają się, by debata nad wnioskiem odbyła się na posiedzeniu Sejmu 24 maja. – Trudno nie zauważyć, że cały czas mamy do czynienia z pewną grą na czas – mówiła podczas konferencji prasowej Katarzyna Lubnauer, szefowa Klubu Nowoczesnej. O to samo zaapelowały do władz Sejmu Związek Nauczycielstwa Polskiego oraz przeciwni reformie edukacji rodzice.
A czasu rzeczywiście jest mało. – Policzyliśmy, że to ostatni dzwonek na to, by do referendum doszło przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego – mówi Krzysztof Baszczyński z ZNP. Związkowiec tłumaczy, że zgodnie z przepisami Państwowa Komisja Wyborcza ma 40 dni na jego przeprowadzenie. Gdyby o nim zdecydowano teraz, byłby cień szansy na to, by odbyło się ono jeszcze w czerwcu. Przesunięcie debaty na kolejne posiedzenia sejmowe tę możliwość odbiera.
Mówi się jednak o tym, że Sejm zajmie się tym wnioskiem już na najbliższym posiedzeniu. Politycy PiS od dawna powtarzali, że pomysł referendum jest spóźniony i nie ma szans na jego przeprowadzenie. Dlatego PiS będzie chciał zająć się nim jak najszybciej, by zamknąć ten temat.
Tyle że odrzucenie wniosku o referendum może stać się początkiem kłopotów. – Zrobimy wszystko, by do referendum doszło. Musimy zatrzymać tę reformę – grozi Krzysztof Baszczyński. I dodaje, że ZNP opracowuje już strategię na wypadek odrzucenia wniosku przez Sejm.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: j.cwiek@rp.pl