Już o 9.18 pojawiło się w sieci pierwsze zdjęcie maturalnego arkusza. Centralna Komisja Egzaminacyjna zapewnia, że będzie te wszystkie nieprawidłowości badać i jeśli się potwierdzą, skieruje sprawę do prokuratury. O tym, co grozi za udostępnianie zdjęć arkuszy w sieci rozmawiamy w podcaście „Szkoła na nowo” z Krzysztofem Obrębskim, wiceszefem Centralnej Komisji Egzaminacyjnej.

Reklama
Reklama

– Trudno mówić o przecieku, bo żaden arkusz nie pojawił się w sieci przed godz. 9, czyli momentem rozpoczęcia egzaminu maturalnego. To, że takie zdjęcie pojawiło się chwilę później, już po rozdaniu arkuszy zdającym, to kwestia braku uczciwości osób, które wniosły na salę niedozwolone urządzenia – mówi Obrębski. To nie tylko telefon, ale także smartwatch czy długopis z ukrytą kamerką.

Czytaj więcej

Matura 2026: język polski. Odpowiedzi i arkusze CKE

Matura 2026: Co grozi za zrobienie zdjęcia na sali egzaminacyjnej?

Jakie są tego konsekwencje? Jeśli fotografujący zostanie złapany, jego egzamin jest unieważniany i do kolejnego może przystąpić dopiero za rok. Sprawa trafia też do prokuratury. Problem jednak w tym, że, jak przyznaje Obrębski, sprawy te są umarzane. A to sprawia, że odstraszający efekt sankcji jest ograniczony, a w sieci funkcjonują już osoby określane mianem „fotografów”, które podchodzą do matury tylko po to, by wynieść zdjęcie arkusza.

CKE przekonuje, że procedury są coraz szczelniejsze: telefony trafiają do osobnych sal, toalety są sprawdzane, a liczba członków komisji ma gwarantować nadzór nad każdym zdającym. Jednocześnie instytucja przyznaje, że nie ma prawa przeszukiwać uczniów, więc całkowite wyeliminowanie ryzyka jest dziś praktycznie niemożliwe. – Nie ma takiego prawa, żeby przeszukać ucznia – zaznacza gość podcastu.

Czytaj więcej

Matura 2026: Oto, co grozi za ściąganie na maturze. Konsekwencje są poważne

AI – pomoc czy przeszkoda dla egzaminatorów?

Nowym polem walki stała się sztuczna inteligencja. Przed egzaminami w internecie pojawiają się płatne oferty rzekomych przecieków, które – jak mówi Obrębski – są najczęściej wygenerowanymi przez AI fałszywkami. – Często arkusze, które się pojawiają, są wygenerowane przez sztuczną inteligencję (…) i niestety bardzo dużo osób je kupuje płacąc za nie od 50 do 270 zł – mówi Obrębski, zaznaczając że wszystkie testy z poprzednich lat CKE udostępnia bezpłatnie na swojej stronie internetowej.

Gość podcastu przyznaje, że sztuczna inteligencja to coraz większe wyzwanie dla Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. I cały czas szuka sposobów, jak ten problem rozwiązać. Wydaje się, że na razie udało się zapanować nad przedwczesnym otwieraniem paczek z arkuszami, bo znajdujące się w wielu z nich nadajniki natychmiast przekazują takie informacje do CKE.