ZPP przedstawił raport o gospodarczych skutkach wprowadzenia tych dwóch rozwiązań. Pierwszy, forsowany przez resort cyfryzacji, zakłada, że wszystkie dzieła oraz prace naukowe, w których udział środków publicznych przekroczył 50 proc., będą za darmo upubliczniane w Internecie. Drugi realizowany już przez resort edukacji zakłada stworzenie do 2015 r. 18 cyfrowych podręczników, które za darmo zostaną przekazane uczniom.
Prezes ZPP Cezary Kaźmierczak przekonywał, że tę ingerencję państwa dotkliwie odczują wydawcy, dystrybutorzy treści edukacyjnych i naukowych, a także współpracujące z nimi branże poligraficzne oraz np. papiernicza. Podkreślał, że zatrudniają one 100 tys. osób i generują przychody rzędu 40 mld zł, czyli ok. 3 proc. PKB.
Prezes Federacji Wydawców Europejskich Piotr Marciszuk podawał przykład Słowenii, która wprowadziła do szkół e-podręcznik, doprowadzając na krawędź bankructwa tamtejszy rynek wydawniczy.
– Przychody wydawców po tym posunięciu spadły o 40 proc. Rząd zmuszony jest dokładać każdego roku miliony euro rocznie do branży wydawniczej, po to, by w Słowenii wydawane były książki – powiedział „Rz" Marciszuk.
Związek Przedsiębiorców i Pracodawców zwrócił też uwagę na to, że choć Ministerstwo Edukacji pracuje nad e-podręcznikiem, to polskie szkoły nie są wyposażane w infrastrukturę konieczną, by z niego korzystać. Chodzi m.in. o dostępny w szkole szerokopasmowy Internet, czy też sprzęt, na którym uczniowie i nauczyciele mogliby odczytywać cyfrowe treści.