Reklama

Spór o reformę oświaty: Nauczyciele boją się zwolnień

W tym roku Dzień Edukacji Narodowej upływa pod znakiem narastającego sporu o reformę oświaty.
Spór o reformę oświaty: Nauczyciele boją się zwolnień

Foto: Fotorzepa, Michał Walczak

Minister edukacji Anna Zalewska potwierdziła powołanie zespołu ds. statusu zawodowego pracowników oświaty, rozporządzenie w tej sprawie ma podpisać w poniedziałek. Ale związkowcy z ZNP boją się, że żaden zespół nie pomoże: likwidacja gimnazjów musi spowodować zwolnienia. Dowody? Ustawa budżetowa na rok 2017.

W czwartek na Zamku Królewskim w Warszawie świętowano wybór nauczyciela roku. Jak na ironię nagrodę otrzymała Joanna Urbańska, nauczycielka biologii, chemii i fizyki w... Gimnazjum im. Jana Pawła II w Susku.

Według danych MEN w poprzednim roku szkolnym we wszystkich typach szkół pracowało ok. 680 tys. nauczycieli. Wśród nich 490 tys. to nauczyciele pracujący bezpośrednio z dziećmi. Są to wyliczenia dotyczące etatów, a nie osób, bo wielu pedagogów pracuje jednocześnie w dwóch typach szkół.

Rząd zapisał w projekcie budżetu na rok 2017 wzrost wynagrodzeń nauczycieli na poszczególnych stopniach awansu zawodowego o 1,3 proc. Pensje mają wzrosnąć od 1 stycznia 2017 r. – w zależności od stopnia awansu o 35–63 zł.

– Problem polega na tym – tłumaczy Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka ZNP – że mimo zapowiedzianej podwyżki wypłacana samorządom subwencja oświatowa praktycznie się nie zmieni i wyniesie 41 mld 491 mln zł (to o 5 mln złotych mniej niż w 2016 r.). Tymczasem to właśnie z subwencji oświatowej pochodzą pieniądze na nauczycielskie wynagrodzenia. Gdyby więc pensje miały wzrosnąć o 1,3 proc., to subwencja powinna być wyższa o ok. 540 mln zł.

Reklama
Reklama

Skoro więc suma subwencji nie wzrosła, a podwyżkę oficjalnie zapisano – oznaczać to może tylko jedno: będą zwolnienia.

– Ministerstwo tłumaczy, że jeśli maleje liczba zadań, musi maleć i subwencja – wyjaśnia Jerzy Ewertowski z oświatowej Solidarności i dodaje: – Skoro sześciolatki zostają poza szkołą, to zaoszczędzona suma będzie przeznaczona dla samorządów na skutki reformy. Ale to całkiem nieprofesjonalne myślenie. Bo sama minister powiedziała, że w wyniku niżu demograficznego prace może stracić 35 tys. nauczycieli w ciągu trzech lat – mówi.

Ewertowski podkreśla, że takich pieniędzy w budżecie po prostu nie ma. – Niezależnie z jakiej przyczyny – niżu demograficznego czy likwidacji gimnazjów, zwolnienia będą – mówi związkowiec. – Szkoda, że ta sytuacja nie posłuży zmniejszeniu liczebności klas i podniesieniu standardów nauczania oraz poziomu edukacji, tak jak pani minister na początku obiecywała – mówi.

MEN na razie nie odpowiedziało na nasze pytanie o wysokość subwencji. Ale samorządy nie czekają na wyjaśnienia i już zaczynają liczyć, ilu nauczycieli powinny zwolnić w związku z likwidacją gimnazjów. W Lublinie podczas spotkania ze związkami prezydent miasta Krzysztof Żuk zapowiedział, że będzie musiał zwolnić 1000 osób – w tym 700 nauczycieli i 300 pracowników szkół. Wiceprezydent Częstochowy zapowiada, że według wyliczeń dyrektorów szkół pracę straci w pierwszym roku reformy 200 z 650 nauczycieli gimnazjów.

Edukacja
„Pokoloruj drwala” na maturze z matematyki. Mamy komentarz wiceszefowej MEN
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Materiał Promocyjny
Dane zamiast deklaracji. ESG oparte na faktach
Edukacja
Tylko 700 absolwentów rocznie. Zainteresowanie tym kierunkiem studiów spada
Edukacja
Pisownia na nowo. Co zmieni się w polskiej ortografii od przyszłego roku?
Edukacja
Działaj i decyduj, czyli jak nauczyć młodych ludzi sprawczości
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama