Reklama

Posyłanie sześciolatków do szkół

Rośnie liczba przeciwników posyłania sześciolatków do szkół, ale ci, którzy to zrobili, są z decyzji zadowoleni.
Częściej niż do tej pory ankietowani tłumaczą sprzeciw wobec reformy obawami, że dzieci w wieku sześ

Częściej niż do tej pory ankietowani tłumaczą sprzeciw wobec reformy obawami, że dzieci w wieku sześciu lat nie są wystarczająco dojrzałe, by rozpocząć naukę (na zdjęciu pokazowa lekcja sześciolatków w jednej z warszawskich podstawówek w 2011 r.)

Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński

73 proc. Polaków jest przeciwnych reformie obniżającej wiek szkolny, to o 9 pkt proc. więcej niż w roku ubiegłym. Zmiany popiera 20 proc. społeczeństwa, czyli o 11 pkt mniej – takie dane przynosi badanie CBOS „Polska szkoła AD 2014".

Jeszcze większy odsetek niechętnych tym zmianom jest w grupie rodziców dzieci, które nie skończyły siedmiu lat. Tu przeciwników reformy jest aż 76 proc., a za posyłaniem sześciolatków do szkół opowiada się 18 proc. badanych.

Sprawa polityczna

Z badania CBOS wynika, że maleje odsetek osób, które swój sprzeciw wobec reformy argumentują tym, że została ona źle przygotowana, lub kwestionują to, jak szkoły dostosowały się do pracy z sześciolatkami.

Rośnie za to odsetek tych, którzy uważają, że sześciolatki nie są odpowiednio dojrzałe do rozpoczęcia nauki. W ubiegłym roku takiego zdania było 64 proc. ankietowanych, w tym już 71 proc. CBOS zwraca także uwagę, że opinie o reformie w pewnym stopniu zależą od poglądów politycznych.

– To może świadczyć, że zmiany te są przez część społeczeństwa postrzegane jako element doraźnej polityki rządu, a nie reforma mająca na celu poprawę systemu edukacji w Polsce – zauważają eksperci CBOS.

Reklama
Reklama

Wśród osób deklarujących lewicowe lub centrowe poglądy zwolenników reformy jest więcej niż  pośród elektoratu o prawicowych poglądach. Jest to odpowiednio 25, 24 i 17 proc.

Zdaniem minister edukacji Joanny Kluzik-Rostkowskiej jest ogromna różnica pomiędzy tym, jak rodzice sześciolatków wyobrażają sobie szkołę, a ich doświadczeniami, gdy już się z nią zetkną. Przywołuje opisane przez „Rz" w maju badania przeprowadzone przez warszawską Wyższą Szkołę Nauk Społecznych Pedagogium. Wynika z nich, że 79 proc. rodziców, którzy posłali sześciolatka do szkoły, zrobiłoby to jeszcze raz. – Jako MEN zrobiliśmy bardzo dużo, aby ułatwić sześciolatkom wejście do szkół – przekonuje szefowa tego resortu.

Kluzik-Rostkowska przypomina ograniczenie liczebności klas pierwszych czy świetlic. Wprowadzenie możliwości zatrudniania asystentów nauczycieli czy też usunięcie kanonu wymagań, które do tej pory musiał spełnić absolwent I klasy.

– Cały ciężar sukcesu tej reformy przesunął się na nauczycieli. Przypominam, że nie mają oni obowiązku prowadzić 45-minutowych lekcji, nie muszą gnać z materiałem. Każdy sześciolatek ma otrzymać dowolną ilość czasu na to, by zaaklimatyzować się w szkole, może liczyć także na pomoc przy rozwiązywaniu zadań domowych w ramach zajęć świetlicowych – podkreśla szefowa MEN.

Zapewnia też, że w grupie kilkunastu tysięcy szkół resort  namierzył około 100, które infrastrukturalnie nie były przygotowane do przyjęcia młodszych dzieci. – Apeluję do rodziców, by wciąż zgłaszali do nas swoje zastrzeżenia wobec szkół, będziemy reagować. Cały czas mamy też środki dla samorządów, które można przeznaczyć na przygotowanie placówek do tej reformy – mówi Kluzik-Rostkowska.

Co wpływa na rodziców

Z czego wynika różnica pomiędzy powszechną obawą przed posłaniem sześciolatka do szkoły a tym, że ci, którzy już to zrobili, często chwalą sobie tę decyzję?

Reklama
Reklama

Autorka badań Pedagogium prof. Beata Maria Nowak tłumaczy to tzw. podstawowym błędem atrybucji. – Rodzice pytani o opinię na temat swojego dziecka kierują się własnymi obserwacjami dotyczącymi jego rozwoju, przy pytaniu o szerszą grupę mogą generalizować swoją ocenę i przytaczać powszechną opinię, nie biorąc pod uwagę własnych doświadczeń – powiedziała „Rz".

Inaczej tłumaczy to prof. Bogusław Śliwerski, szef Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN.

– Do tej pory to rodzic podejmował decyzję o posłaniu sześciolatka do szkoły. W zdecydowanej większości trafiały tam dzieci najbardziej rozwinięte zarówno emocjonalnie, jak i intelektualnie, zapewne też z dużym wsparciem rodziny, stąd tak duży odsetek rodziców zadowolonych ze swojej decyzji – mówi „Rz" Śliwerski.

W jego ocenie te deklaracje nie przekonują rodziców, którzy mają wątpliwości, czy ich dziecko jest gotowe do rozpoczęcia nauki. – Nakładają się na to jeszcze obawy związane z dwuzmianowym trybem pracy szkół i wymiana doświadczeń z rodzicami, którzy rozczarowali się reformą, stąd w badaniu CBOS jej przeciwników przybywa – dodaje.

We wrześniu do szkół po raz pierwszy obowiązkowo trafią sześciolatki urodzone w pierwszej połowie 2008 r. Rząd jednak zostawił rodzicom furtkę. Te dzieci sześcioletnie, które eksperci z poradni psychologiczno-pedagogicznych uznają za niegotowe do rozpoczęcia nauki, będą z tego obowiązku zwolnione.

Edukacja
„Pokoloruj drwala” na maturze z matematyki. Mamy komentarz wiceszefowej MEN
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Edukacja
Tylko 700 absolwentów rocznie. Zainteresowanie tym kierunkiem studiów spada
Edukacja
Pisownia na nowo. Co zmieni się w polskiej ortografii od przyszłego roku?
Edukacja
Działaj i decyduj, czyli jak nauczyć młodych ludzi sprawczości
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama