Dziambor: Minister Czarnek jest dla PiS ważny

Problemu niedoboru nauczycieli nie da się rozwiązać bez wprowadzenia do szkół rynkowych zasad zatrudnienia, a co za tym idzie, wzrostu wynagrodzeń- uważa Artur Dziambor, nauczyciel, poseł, lider Wolnościowców.

Publikacja: 19.04.2023 12:10

Artur Dziambor

Artur Dziambor

Foto: TV.RP.PL

Sejm odrzucił wniosek o wotum nieufności wobec ministra edukacji Przemysława Czarnka. Dlaczego głosował pan za odwołaniem ministra?

Powodów było wiele, ale podstawowym były ustawy nazywane powszechnie Lex Czarnek, które dwukrotnie wetował prezydent Andrzej Duda, a które z uporem godnym lepszej sprawy forsowały zarówno ministerstwo edukacji, jak i cały PiS. Co ciekawe, sprzeciw dla zapisów tych bubli połączył poza oczywiście środowiskiem szkolnym, polityków od skrajnie lewej, po skrajnie prawą stronę, a to już o czymś świadczy. Poza tym zwróciłem uwagę na fakt, że to co ministerstwo nazywa podwyżkami, powinno być czymś, za co minister pali się ze wstydu. Do tego dochodzi całkowita klapa wprowadzenia HiTu, z podręcznikiem nasączonym propagandą zgodną z ideologią strony rządowej, bronionego przez nich ze wszystkich sił. Szkoda, bo sam przedmiot wydaje się w programie dość przydatny.

A przed wyborami spodziewa się pan przyjęcia ustawy Lex Czarnek, a może usunięcia ministra Czarnka ze stanowiska, żeby nie zrażać wyborców do PiS?

Gdyby PiS chciał ministra Czarnka usunąć, ubiegłby opozycję i dokonał zmiany jeszcze przed procedowaniem wniosku o wotum nieufności. Każdy taki wniosek to szansa dla opozycji aby pokazać wszystko co złe w dodatkowym czasie na mównicy. Minister Czarnek jest dla PiS o tyle ważny, że jest jednym z przyciągających do partii betonowy elektorat twardo katolicki, a odwołanie go byłoby dla tego elektoratu trudne do odczytania. Co do trzeciego wcielenia Lex Czarnek, myślę że nie jest już potrzebne. Jeżeli PiS utrzyma władzę po wyborach, część zapisów będą pewnie próbowali przepchnąć przez Sejm, ale już nie w postaci tak rozbudowanej ustawy, aby nie wkurzyć wszystkich na raz. Poza tym, jak się okazało, część można wprowadzić nie ustawą, a rozporządzeniem i tak cios w Edukację Domową, obcinający szkołom finansowanie z 80 proc. na 20 proc. jeżeli przekroczą liczbę 200 uczniów został przeprowadzony tak bardzo po cichu, że wie o nim tylko branża. Boli ich to co sami stworzyli i rozwinęli, gdy zapadła decyzja o zamykaniu szkół na wiele miesięcy. Tego procesu już nie da się odwrócić – alternatywne formy edukacji będą się rozwijały, kwestia tylko pozostaje, czy minister będzie z nimi walczył, czy je wspierał. Ja byłbym po ich stronie, minister Czarnek ewidentnie chce je zniszczyć.

Czy słusznie zostanie zlikwidowana Karta Nauczyciela?

Oczywiście. Zapisy karty nauczyciela, która pochodzi jeszcze z czasów już słusznie minionych, blokują nauczycieli i ich możliwości rozwojowe. Karta z jednej strony daje gwarancje i przywileje, jakich nie ma żadna inna grupa zawodowa w Polsce, a z drugiej strony betonuje system, w którym nauczyciel nigdy nie będzie w stanie godnie zarabiać i cieszyć się z uprawiania zawodu cenionego. Pozostaje tylko kwestia jak to zrobić oraz co dalej. Likwidacja zapisów karty musi połączyć się z częściowym chociaż urynkowieniem samego systemu, a to można osiągnąć najlepiej przez wprowadzenie rozwiązania, które kilkadziesiąt lat temu promował Milton Friedman – bonu oświatowego. Dziś jestem jedynym politykiem w sejmowej komisji edukacji nauki i młodzieży, który o tym regularnie przypomina, ale jeżeli będą robione kroki w stronę Karty Nauczyciela, to coś czuję, że i bon oświatowy stanie się głównym tematem. Idźmy w to!

Co zrobić, żeby podnieść poziom edukacji w szkołach i rozwiązać problem niedoboru nauczycieli?

Problemu niedoboru nauczycieli nie da się rozwiązać bez wprowadzenia do szkół rynkowych zasad zatrudnienia, a co za tym idzie, wzrostu wynagrodzeń. Dziś prestiż zawodu zaginął całkowicie, gdy wszyscy wiemy, że nauczyciele zarabiają tylko trochę ponad najniższą krajową, a o średniej krajowej mogą tylko pomarzyć. Poziom edukacji nie jest może aż takim problem, co innego jej praktyczność. Żyjemy w czasach, w których wiedza jest dostępna na jedno kliknięcie, a więc rola nauczyciela jest dziś inna niż 20-30 lat temu, a system jakby wciąż się do tego nowego świata nie dostosował.

Czy przed wyborami możliwe są strajki nauczycieli?

Gdy środowisko nauczycielskie ostatni raz strajkowało, podczas strajków nauczyciele dowiedzieli się, że za dni strajkowe nie będą płacone pensje, dlatego ewentualny kolejny protest musiałby być połączony z ogromną determinacją i świadomością konsekwencji. Nie sądzę, by była na to gotowość. Nie namawiam, ale byłoby ciekawie, gdyby w samym środku kampanii PiS musiał szarpać się z nauczycielami, a koszty tej szarpaniny spadłyby na rodziców i uczniów, a więc i ich wyborców. Problem w tym, że strajk miałby znów jeden podstawowy postulat, jakim są podwyżki i chociaż oczywiste, to jednak są tylko jedną z masy spraw do zmiany w całym dzisiejszym skostniałym systemie.

Uczelnia związana z Ordo Iuris ma 14 studentów. Otrzymała 2,7 mln zł dotacji, m.in. z MEN. Skąd ten nierówny podział środków i do czego prowadzi, że na niektóre placówki ministerstwo przeznacza ogromne środki, a na inne nie ma kasy?

Jednym z problemów, na które środowisko wolnościowe od zawsze zwraca uwagę są budżety, którymi ministrowie mogą dysponować wedle uznania. Z ministerstwa zapewne usłyszałby Pan, że ta konkretna uczelnia złożyła zgodnie z prawem odpowiedni wniosek i dostała dofinansowanie, a zrobić to mogła każda inna. To samo stało się z pieniędzmi z dodatkowego funduszu, których kierunek został ogólnie nazwany aferą „Willa Plus”. Gdyby nie dociekliwość dziennikarzy, wiele takich wydatków o wątpliwej celowości nigdy nie byłoby omawianych w przestrzeni publicznej. Po PiS-ie należy ministrom takie „zabawki” odebrać, aby nie kusiło i aby nikt nie miał podejrzeń co do tego, czy publiczne pieniądze są wydawane prawidłowo.

Czytaj więcej

PiS chce jesienią zlikwidować Kartę Nauczyciela

Sejm odrzucił wniosek o wotum nieufności wobec ministra edukacji Przemysława Czarnka. Dlaczego głosował pan za odwołaniem ministra?

Powodów było wiele, ale podstawowym były ustawy nazywane powszechnie Lex Czarnek, które dwukrotnie wetował prezydent Andrzej Duda, a które z uporem godnym lepszej sprawy forsowały zarówno ministerstwo edukacji, jak i cały PiS. Co ciekawe, sprzeciw dla zapisów tych bubli połączył poza oczywiście środowiskiem szkolnym, polityków od skrajnie lewej, po skrajnie prawą stronę, a to już o czymś świadczy. Poza tym zwróciłem uwagę na fakt, że to co ministerstwo nazywa podwyżkami, powinno być czymś, za co minister pali się ze wstydu. Do tego dochodzi całkowita klapa wprowadzenia HiTu, z podręcznikiem nasączonym propagandą zgodną z ideologią strony rządowej, bronionego przez nich ze wszystkich sił. Szkoda, bo sam przedmiot wydaje się w programie dość przydatny.

Pozostało 85% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Oświata
Szef IBE: Polska szkoła choruje nie na testozę, ale na ocenozę
Oświata
Uczestniczka Powstania Warszawskiego Wanda Traczyk-Stawska Damą Orderu Uśmiechu
Oświata
Warszawa za religię w szkole płaci aż 63 mln zł. Jak jest w innych miastach?
Oświata
Sądowe kłopoty Barbary Nowak. Prokuratura wszczyna postępowanie, ZNP wytacza proces
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Oświata
100 dni rządu. Barbara Nowacka próbuje wypełniać swoje obietnice