Maturzyści wciąż słyszą, że trzeba wybrać „dobre studia”, które zapewnią dobrą pracę. Czy w świecie, w którym zawody zmieniają się co kilka lat, taki wybór jeszcze istnieje?
Piotr Miller: Sam wybór studiów nadal jest dobrą inwestycją. Dane rynku pracy pokazują, że absolwenci uczelni szybciej znajdują zatrudnienie i statystycznie więcej zarabiają niż osoby kończące edukację wcześniej. To efekt nie tylko zdobytych na studiach kwalifikacji, ale też rozwijania kompetencji społecznych i umiejętności cenionych przez pracodawców. Dziś pytanie o „dobre studia” nie powinno jednak oznaczać: „jaki kierunek da mi konkretny zawód?”, lecz raczej: „jakie studia przygotują mnie do funkcjonowania w szybko zmieniającym się świecie?”.
Jak zatem planować karierę, skoro część zawodów może zniknąć w ciągu kilku lat?
Niewielu młodych ludzi kończących szkołę średnią dokładnie wie, kim chce zostać za dekadę. Oczywiście są wyjątki, ale większość 18- czy 19-latków dopiero szuka swojej drogi. I to jest naturalne. Etap poszukiwań jest ważny i potrzebny. Oczywiście pod warunkiem, że idzie w parze z chęcią do dalszego uczenia się, gotowością do rozwoju, autorefleksją i elastycznością. Wówczas jest szansa na to, że w momencie uzyskania dyplomu ukończone studia będą traktowane jako jeden (ale niejedyny!) zasób, jaki mamy do zaoferowania pracodawcy. Według mnie takie osoby mają szansę dużo łatwiejszego odnalezienia się na zmieniającym się rynku pracy niż te, które myślą o studiach w trochę przestarzałych już kategoriach „szukania pracy w wyuczonym zawodzie”.
Czy dzisiejsi maturzyści wybierają kierunki pod kątem możliwości szybkiego zarabiania, a nie samego wykształcenia?
Młode pokolenie podchodzi do studiowania bardzo pragmatycznie. Poza wyjątkami studiowanie dla samego „poszerzania horyzontów” zdarza się dziś rzadko. Studia są postrzegane raczej jako konkretna usługa edukacyjna, z której można skorzystać albo nie. Dlatego przy wyborze warto kierować się nie tylko kryteriami zewnętrznymi – tym, co się opłaca, co podpowiadają znajomi czy media społecznościowe – ale też własnymi predyspozycjami, talentami i zainteresowaniami. Inaczej łatwo trafić na kierunek całkowicie niedopasowany do siebie. Widać to choćby po skali zjawiska drop-outu w polskich uczelniach. Widzimy, jak wiele osób rezygnuje ze studiowania z powodu wyboru takiego kierunku kształcenia, który nijak ma się do tego, kim są, jacy są, co lubią i jakie są ich oczekiwania od studiowania.
Internet pełen jest testów kompetencji, które w kilka minut mają wskazać idealny zawód. Na ile są wiarygodne?
Wybór ścieżki zawodowej jest zbyt ważną decyzją, by opierać ją wyłącznie na internetowym quizie. To trochę jak stawianie sobie diagnozy medycznej na podstawie wyszukiwarki bez fundamentalnej wiedzy medycznej. Profesjonalne doradztwo to nie tylko kwestionariusze, ale też pogłębiony wywiad i różne narzędzia diagnostyczne, które pozwalają lepiej zrozumieć potencjał, potrzeby i motywacje młodego człowieka. Dopiero na tej podstawie można wspólnie wypracować realne kierunki rozwoju.
Jakie są najczęstsze błędy, które młodzi ludzie popełniają podczas wyboru kierunku?
Jednymi z zajęć, które od wielu lat prowadzę w mojej uczelni, są warsztaty „Planowanie i budowanie kariery zawodowej”. Na pierwszym spotkaniu analizujemy m.in. indywidualne motywy, z jakimi uczestnicy zajęć rozpoczynali swoje studia. I nie tak rzadko można usłyszeć: „poszedłem tam, gdzie szedł mój kolega” czy „rodzice powiedzieli mi, że muszę skończyć studia” albo „po tym kierunku będę dobrze zarabiała”. Gdy kierujemy się wyłącznie tym, co podpowiadają nam inni, co wydaje się nam w danym momencie „modne” czy „opłacalne”, może się okazać, że to trochę za mało, aby zbudować i podtrzymać w sobie wystarczająco trwałą motywację do spędzenia kilku lat w murach uczelni.
Czy to pokolenie ma większy problem z podejmowaniem decyzji niż wcześniejsze?
Nie sądzę. Tak jak wspomniałem, niepewność na tym etapie życia jest czymś naturalnym. Problemem jest raczej szum informacyjny, z którym młodzi ludzie mierzą się każdego dnia. W porównaniu z wcześniejszymi pokoleniami mają też większą łatwość zmieniania raz podjętych decyzji. Jeszcze kilka lat temu trudno było sobie wyobrazić rezygnację ze studiów z powodu jednego niezaliczonego kolokwium. Dziś takie sytuacje się zdarzają. Poważniejszym wyzwaniem wydaje mi się obniżona rezyliencja, czyli zdolność radzenia sobie z trudnościami i adaptacji do zmian. Tymczasem rezyliencja jest jedną z pożądanych kompetencji przyszłości, wymienianych w większości ważniejszych raportów dotyczących przemian na rynku pracy.
Gdyby miał pan wskazać największy mit dotyczący wyboru studiów, w który wierzą maturzyści, co by to było?
Chyba ten, że jedyną wartościową drogą są studia uniwersyteckie. Oczywiście największe uniwersytety mają swój prestiż, ale współczesna oferta edukacyjna jest znacznie szersza. Uczelnie o profilu praktycznym również dają dziś bardzo dobre możliwości rozwoju i zdobycia kompetencji potrzebnych na rynku pracy.
Rozmawiała Agnieszka Usiarczyk