Augustyn: PiS nie szanuje ani nauczycieli ani rodziców

W "lex Czarnek 3.0" cała energia PiS-u skupia się na tej seksualizacji. Politycy PiS-u chcieli wymyślić coś co przestraszy rodziców.– mówi Urszula Augustyn, posłanka Koalicji Obywatelskiej

Publikacja: 29.08.2023 12:52

Urszula Augustyn

Urszula Augustyn

Foto: tv.rp.pl

Projekt "lex Czarnek 3.0." jest teraz w Senacie i nic nie wskazuje na to, że miałby szybko powrócić do Sejmu. 

Mam wrażenie, że PiS jest zaskoczony tym, że w kraju funkcjonuje Senat. Ostatnie lipcowe posiedzenie było właściwie pożegnalne. Potem pani marszałek Sejmu poszła jednak po rozum do głowy i zdecydowała, że skoro Senat się jeszcze zbiera, to trzeba zrobić dodatkowe posiedzenie Sejmu. Wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze jedno posiedzenie Sejmu, ale nikt nie zna szczegółów. Senat rzeczywiście zbiera się w najbliższym czasie, i z tego co wiemy nie będzie procedował "lex Czarnek 3.0.". Nie znaczy to, że w ogóle się nim nie zajmą. Nie wyobrażam sobie, żeby senatorowie chcieli zostawić takiego bubla. Myślę, że jeszcze we wrześniu senatorowie z komisji edukacji będą rozmawiać o tej ustawie. A to oznacza, że Sejm się jeszcze zbierze.

To projekt obywatelski, który został zapowiedziany przez ministra edukacji zaraz po tym jak prezydent zawetował "lex Czarnek 2.0. Co jest nie tak z tą ustawą?

Przez dwie kadencje PiS-u w Sejmie, wszystkie projekty były poselskie, a czasem obywatelskie. Najczęściej okazywało się, że poseł, który prowadzi ten projekt nie ma pojęcia o czym on jest. Projekty ustaw zawsze powstawały w ministerstwach, a później trafiały do Sejmu różnymi dziwnymi drogami. Właśnie po to, żeby nie robić konsultacji i przyśpieszyć proces. Wieczorem projekt trafia do Sejmu, a następnego dnia jest już uchwalony. To jest koszmarna praktyka legislacyjna. Tak samo jest z "lex Czarnek 3.0. To już trzecie podejście do tego projektu, który mówi o tym, że trzeba wyrzucić organizacje pozarządowe ze szkół. Pomysłodawcy projektu chcą, by szkoła była zamknięta i realizować tylko te zadania, które zleca jej ministerstwo edukacji pod światłym nadzorem kuratora oświaty. Organizacje pozarządowe, które robią masę dobrych rzeczy mają zostać wyrzucone, ale z wyjątkiem tych organizacji, które mają patronat pana prezydenta. 

Czytaj więcej

Edukacja po wyborach – co proponują partie polityczne?

Ten projekt różni się od wcześniejszej wersji, przede wszystkim w tym jaką rolę ma mieć kurator. Może ta wersja jest bardziej łagodna?

W tym projekcie pojawia się takie wyrażenie jak "seksualizacja dzieci", które jest kompletnie nie zdefiniowane. Tak naprawdę trudno powiedzieć co rządzący chcieliby sobie wpisać w tym miejscu. Rządzący będą mogli podciągnąć pod to wszystko co wpadnie im do głowy. Rola kuratora została złagodzona o tyle, że kurator nie podejmuje ostatecznej decyzji. Rada rodziców opiniuje we wszystkich sprawa i musi się z tym liczyć dyrektor szkoły, nauczyciele i rada pedagogiczna. Ustąpiono ws. kuratora, bo w dwóch wcześniejszych projektach miał on za duże uprawnienia, dzięki którym mógł wydawać decyzje wbrew radzie rodziców. W obecnym projekcie, cała energia PiS-u skupia się na tej seksualizacji. Politycy PiS-u chcieli wymyślić coś co przestraszy rodziców.

Często jest tak, że organizacje medyczne i pomocy psychologicznej są zapraszane do szkół kiedy stało się coś złego, np. doszło do samobójstwa jednego z uczniów, czy innego traumatycznego doświadczenia. Wtedy potrzebna jest szybka pomoc, czy ten projekt przyśpieszą procedurę, która pozwala tym organizacjom na wejście do szkoły? 

Nie, ponieważ cała ta procedura bardzo długo trwa. Ten projekt jest nikomu do szczęścia niepotrzebny. Nie płakałabym gdyby się okazało, że nie uda się go wprowadzić w życie. Państwo za bardzo wchodzi w relacje nauczyciel-uczeń-rodzic. Nie ufa nauczycielom i dyrektorom szkół, którym próbuje narzucić własne zdanie i decyzje. To się kompletnie kłóci z tym co mówią politycy PiS-u o tym, że decyzja zawsze leży po stronie rodziców. To nauczyciel, dyrektor szkoły, rodzic i uczeń są podmiotami, które powinny decydować o tym co dzieje się w szkole. Trzeba im tylko dać odrobinę zaufania. Nauczyciele są traktowani jak piąte koło u wozu. Nikt nie pamięta, że to są ludzie, którzy mają własne rodziny, którzy potrzebują pewnego komfortu pracy. Nauczycieli się nie szanuje i się im nie wierzy - tak samo jak rodziców. 

Czy to co pani mówi znajdzie wyraz w jakimś programie Platformy Obywatelskiej skierowanym do środowiska oświatowego? Nie znalazłam żadnego spisanego programu oświatowego - ostatni jest z 2019 roku, nie jest potrzebny?

Nasz program z 2019 roku jest absolutnie aktualny. Decyzje o tym, jak zorganizowana ma być szkoła powinny leżeć jak najbliżej ucznia, czyli między radą pedagogiczną, dyrektorem szkoły i rodzicami. To co dzieje się dzisiaj w szkole, to chorobliwy brak zaufania. To mieszanie się państwa we wszystko i narzucanie szkołom bzdurnych podręczników. Przykładem może być podręcznik do HiT-u, który ma wiele błędów i złą ideę. Rodzice i nauczyciele starają się od tego uciekać, bo wiedzą co jest lepsze dla ich dzieci.

Drugi tom HiT-u znajduje się w centralnym miejscu na każdej poczcie. Bardzo trudno uciec przed takim podręcznikiem.

Są takie instytucje, które mają na celu atakować wszystkich tym podręcznikiem. Trzeba jednak zauważyć, że mądrzy nauczyciele nie wybierali tego podręcznika. Nauczycielom powinno dać się mandat zaufania, bo od tego są wychowawcami naszych dzieci. Nie widzę potrzeby, żeby państwo wchodziło tak szczegółowo w sferę edukacji. Państwo powinno stworzyć warunki i ramy kształcenia, a resztą powinno zająć się najbliższe otoczenie. Trudno mi - patrząc na ostatnie osiem - powiedzieć co się zmieniło na lepsze w szkole. Przeprowadzono brawurową reformę i zlikwidowano gimnazja, ale teraz uczniowie muszą borykać się z jej konsekwencjami, np. przepełnionymi klasami. Ktoś kto podjął tę decyzję w ogóle nie zadał sobie trudu, żeby pomyśleć czym to będzie skutkowało. Taki sam problem mają samorządowcy, którzy muszą jakoś zorganizować tę edukację. 

Listy wyborcze KO zostały zasilone przez byłego ministra edukacji Romana Giertycha, uważa pani, że może on pomóc przy tworzeniu programu oświatowego?

Mam nadzieję, że pan Giertych już tak sparzył się na edukacji, że już więcej nie będzie się za nią brał. Na naszych listach są też nauczyciele i to jest bardzo dobre dla tematu edukacji. Szkoła jest dzisiaj przeciążona i nie potrzeba jej więcej polityków. Podstawa programowa powinna być tworzona poza politykami. Politycy nie powinni mieszać swoimi paluchami w programie szkolnym. To trzeba zostawić specjalistom, których również mamy na naszych listach. Szkołę trzeba delikatnie przeorganizować, ale nie można tego robić na hurra, bo szkoła nie wytrzyma już żadnej rewolucji. Trzeba również wprowadzić 20 proc. podwyżki pensji dla nauczycieli.   

Projekt "lex Czarnek 3.0." jest teraz w Senacie i nic nie wskazuje na to, że miałby szybko powrócić do Sejmu. 

Mam wrażenie, że PiS jest zaskoczony tym, że w kraju funkcjonuje Senat. Ostatnie lipcowe posiedzenie było właściwie pożegnalne. Potem pani marszałek Sejmu poszła jednak po rozum do głowy i zdecydowała, że skoro Senat się jeszcze zbiera, to trzeba zrobić dodatkowe posiedzenie Sejmu. Wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze jedno posiedzenie Sejmu, ale nikt nie zna szczegółów. Senat rzeczywiście zbiera się w najbliższym czasie, i z tego co wiemy nie będzie procedował "lex Czarnek 3.0.". Nie znaczy to, że w ogóle się nim nie zajmą. Nie wyobrażam sobie, żeby senatorowie chcieli zostawić takiego bubla. Myślę, że jeszcze we wrześniu senatorowie z komisji edukacji będą rozmawiać o tej ustawie. A to oznacza, że Sejm się jeszcze zbierze.

Pozostało 87% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Oświata
Czego pracodawcy oczekują od pokoleń, które będą wkraczać na rynek pracy?
Oświata
Oddech rodziców na plecach MEN. Zmiany są zbyt powolne
Oświata
Znamy szkoły przyjazne LGBTQ+. Po raz pierwszy wysoko szkoły z mniejszych miast
Oświata
Ankieta: Sztuczna inteligencja odrabia lekcje za polskich licealistów
Oświata
Wojsko zaraz po ukończeniu szkoły. Co proponuje armia?