Tegoroczna przerwa świąteczna będzie wyjątkowo długa. Zgodnie z rozporządzeniem ministra edukacji wypada między 22 a 31 grudnia, wystarczy jednak, aby dyrektorzy szkół ustanowili dwa dni wolne od zajęć dydaktycznych (2 i 5 stycznia, do czego mają prawo), by wydłużyć ją aż do 6 stycznia. To daje ponad dwa tygodnie wolnego.
Dlatego minister edukacji postanowiła uspokoić rodziców, wydając komunikat, że mają prawo do tego, aby szkoła w tym czasie zapewniła opiekę ich dzieciom.
O ile w przypadku 2 i 5 stycznia nie ma co do tego żadnych wątpliwości, bo prawo zobowiązuje dyrektora szkoły, by w miejsce dni wolnych od zajęć dydaktycznych zorganizował zajęcia opiekuńcze, o tyle w przypadku 22–24 oraz 29–31 grudnia nie jest to już tak oczywiste.
W tych dniach, choć nauczyciele nie są zwolnieni z pracy, dyrektor szkoły nie jest zobowiązany do organizacji jakichkolwiek zajęć z udziałem uczniów. Może, zgodnie z przepisami Karty nauczyciela, zlecić nauczycielom, aby w tym czasie np. dokształcali się lub przygotowywali do zajęć w domu.
Tak ten fragment prawa oświatowego MEN interpretowało w 2009 r.: „Szkoła nie ma obowiązku, ale może uwzględniając oczekiwania czy potrzeby rodziców, takie zajęcia (opiekuńcze – red.) zorganizować".
Zresztą w liście wysłanym kuratorom oświaty – równolegle z tym skierowanym do rodziców – Joanna Kluzik-Rostkowska stawia sprawę łagodniej. Prosi kuratorów, aby włączyli się w proces informowania dyrektorów szkół o zasadności organizowania zajęć opiekuńczych.
Zdaniem naszego rozmówcy, dyrektora jednej ze szkół podstawowych, problem pojawił się, gdyż MEN nie przewidziało konsekwencji związanych z reformą obniżającą wiek szkolny. – Nie ma żadnej wątpliwości, że list minister edukacji to ukłon w stronę rodziców sześciolatków, którzy w tym roku musieli posłać swoje dzieci do szkół, a którzy do tej pory przyzwyczajeni byli do otwartego, także w Wigilię i sylwestra, przedszkola – mówi nasz rozmówca. Dodaje, że wystarczyłoby, aby przy wprowadzaniu reformy MEN zmieniło rozporządzenie, by zapewnić uczniom szerszą opiekę.
Związek Nauczycielstwa Polskiego zarzucił minister edukacji ignorancję w sprawie przepisów oświatowych i kreowanie niekorzystnego wizerunku nauczycieli. Problem jest jednak o wiele szerszy, bo poza źle skonstruowanym prawem dotyczy tak że kalendarza szkolnego.
Skąd to przywiązanie nauczycieli do przerwy świątecznej? To pierwszy dłuższy odpoczynek w semestrze zimowym, który w Polsce na tle innych krajów europejskich jest wyjątkowo długi. Zdecydowana większość państw Europy w swój kalendarz oświatowy wprowadziła przerwę jesienną, która przeważnie trwa tydzień. Tak jest na Węgrzech, Łotwie czy w Rumunii. We Francji jest to dziesięć dni, a w niektórych niemieckich landach nawet 14.
Sprawę mogłaby rozwiązać przygotowana w 2012 r. przez MEN nowelizacja Karty nauczyciela, która skracając wymiar nauczycielskich urlopów, dawała im jednocześnie możliwość wykorzystania siedmiu dni z niego w dowolnym terminie. Teraz przysługuje im on jedynie w trakcie ferii zimowych oraz wakacji.
Te zmiany jednak skutecznie zablokowały nauczycielskie związki, grożąc rządowi protestami, a nawet strajkiem.
I nie należy się spodziewać, by szybko się to zmieniło. Kluzik-Rostkowska zapowiedziała, że w tej kadencji Sejmu reformy Karty nie będzie.