W tym roku szkolnym można zwiększyć liczbę dzieci w oddziale przedszkolnym. Wszystko po to, by zapewnić miejsce dla najmłodszych Ukraińców, którzy uciekli przed wojną. W jednej grupie przedszkolnej będzie mogło być nawet 28 przedszkolaków. Rozporządzenie ministra edukacji i nauki weszło w życie 10 marca.

Wciąż jednak obowiązywały pandemiczne wytyczne głównego inspektora sanitarnego, które zawierały normy powierzchniowe w przedszkolach i żłobkach. Na jedno dziecko musiało przypadać przynajmniej 1,5 mkw. Dyrektorom placówek trudno było sprostać wymogom przy zwiększonym obłożeniu grup przedszkolnych. GIS wydał jednak nowe wytyczne. Zniknęły z niego normy powierzchni.

Odroczony problem

Okazuje się, że dla chętnych powinno starczyć miejsc. Przynajmniej na teraz.

– Obecnie tylko ok. 25 proc. grup przedszkolnych jest wypełnione. Zazwyczaj uczęszcza do nich mniej dzieci, niż na to pozwala prawo. Jest więc potencjał. Problem z miejscami dla przedszkolaków może pojawić się jednak w większych miastach – mówi Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich.

Czytaj więcej

Uchodźcy z Ukrainy ruszyli do polskich urzędów. Są gigantyczne kolejki

Teraz wypełniają się więc grupy przedszkolne, które już istnieją. Przybywające do Polski matki na podstawie specustawy o pomocy obywatelom Ukrainy mają zapewnione mieszkanie i wyżywienie przez 60 dni. Państwo ma wypłacać goszczącym ich u siebie po 40 zł dziennie na osobę. Teraz matki mogą zająć się więc najmłodszymi dziećmi, które nie mają obowiązku szkolnego. Po 60 dniach będą jednak musiały zarobić na utrzymanie siebie i dzieci. Miejsca w przedszkolach będą bardziej potrzebne. Tych w istniejących grupach zapewne nie wystarczy.

– Apelujemy o zmniejszenie wymogów dotyczących lokali i kadry, tak jak w przypadku żłobków w sepecustawie. Przecież przedszkola nie muszą cały czas pełnić funkcji edukacyjnej. Przez kilka godzin dziennie nad dziećmi może być sprawowana wyłącznie opieka. W tych godzinach ukraińskimi dziećmi nie muszą zajmować się nauczyciele, ale np. pomoce nauczyciela. Trzeba też do przedszkoli dopuścić ukraińską kadrę. Inaczej problem z zatrudnieniem personelu będzie jeszcze większy niż obecnie – podkreśla Marek Wójcik.

Podobnego zdania są oświatowi związkowcy.

– Wczoraj rozmawiałem z nauczycielką muzyki, której zaproponowano sprzątanie szpitala. Nie powinniśmy dopuszczać do tracenia tysięcy osób z kadry nauczycielskiej – podkreślił Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego, na środowej konferencji prasowej.

Trudności z kadrą

Na podstawie specustawy w tym roku szkolnym na stanowisku pomocy nauczyciela w szkole można zatrudnić osobę bez obywatelstwa polskiego. Aby dostać posadę, wystarczy znać język polski w mowie i piśmie w stopniu umożliwiającym pomoc uczniom nieznającym naszego języka. Innych wymagań nie będzie. Nie trzeba będzie też mieć żadnego dokumentu potwierdzającego znajomość języka polskiego. Dla przedszkoli podobnych ułatwień nie ma.

– Jeśli nauczyciel ukraiński chce zostać zatrudniony na stanowisku nauczyciela, a nie pomocy nauczyciela, potrzebna jest weryfikacja znajomości języka polskiego. Będzie przeprowadzana przez kuratorów oświaty – zapowiedział Przemysław Czarnek, minister edukacji i nauki, na środowej konferencji prasowej.

Jak dodaje szef MEN, od przyszłego tygodnia będą organizowane kursy języka polskiego dla nauczycieli.

Co istotne, dyrektorzy przedszkoli nie mają obowiązku przyjmować dzieci w trakcie roku szkolnego. Trzeba jednak zadbać o to, by przybywające do Polski matki mogły podjąć pracę. Bez zapewnienia opieki ich dzieciom nie będzie to możliwe.

Rząd obiecał więc samorządom wypłacenie subwencji na coraz większą liczbę ukraińskich przedszkolaków. Jeszcze nie wiadomo, jak duże mają być to kwoty.

Samorządowcy domagają się 800 zł miesięcznie na dziecko, czyli 9,6 tys. zł rocznie. Dla porównania subwencja na ucznia wynosi 6,5 tys. rocznie.

Ułatwienia dla żłobków

Dla dzieci w wieku do lat trzech złagodzono przepisy. Zgodnie ze specustawą o pomocy obywatelom Ukrainy dla przybywających z ogarniętego krajem wojny można tworzyć żłobki i kluby dziecięce bez spełnienia dotychczasowych wymagań lokalowych.

Jedna opiekunka może zajmować się też większą niż do tej pory liczbą dzieci, ale nie określono dokładnie, o ile. Ponad dotychczasowy limit można przyjmować także do istniejących już żłobków i klubów, do których uczęszczają polskie dzieci.

Dotąd w placówce dla najmłodszych jeden opiekun mógł zajmować się grupą liczącą nie więcej niż pięcioro dzieci, jeśli było w niej dziecko z niepełnosprawnością, a w pozostałych przypadkach – nie większą niż ośmioro dzieci.