Za nami jeden z najgorszych tygodni dla polskiej szkoły w dziejach III Rzeczypospolitej. I wydarzył się na kilka dni przed Dniem Edukacji Narodowej. Zamiast rozmowy o osiągnięciach nauczycieli musieliśmy zmierzyć się z pytaniami o przemoc, bezpieczeństwo i odpowiedzialność dorosłych. Albowiem nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia z tak dużą skalą przemocy, w tym zabójstw. Nie możemy uznać tych wydarzeń za serię odosobnionych incydentów. To sygnał, że w polskiej szkole coś przestało działać. Być może właśnie ten krytyczny moment stanie się początkiem potrzebnych zmian i głębszej refleksji.

Reklama
Reklama

Zanik relacyjności jednym z głównych problemów szkół

Jako praktycy z ponad 20-letnim doświadczeniem w edukacji uważamy, że polskiej szkole należy dziś szczególnie przywrócić takie pojęcia, jak: wychowanie, bezpieczeństwo i odpowiedzialność. W naszej ocenie, wcześniejsze decyzje dotyczące luzowania wymagań – zarówno na polu ograniczania materiału, który uczeń powinien przyswoić, jak i obniżania progu akceptacji pewnych zachowań – w połączeniu z szerszymi zmianami kulturowymi właśnie zebrały swoje najgorsze żniwo. Co smutne, sporo w tym wszystkim jest winy nas, dorosłych.

Bywa, że w dyskusji o edukacji zbyt często mówimy tylko o jej słabościach: kolejne reformy, przemęczeni nauczyciele, niedopasowane programy itp. Tymczasem Polska zbudowała powszechny system oświaty, który ma powody do dumy. Wyniki naszych uczniów w badaniach międzynarodowych przez lata były dobre. Udało się też utrzymać silną, bezpieczną szkołę dostępną dla wszystkich.

Czytaj więcej

Policja wszczęła 106 postępowań karnych w związku z sytuacją w szkołach. Zatrzymano 192 osoby

Nie oznacza to, że polska szkoła nie ma problemów. Przeciwnie. To jeden z najtrudniejszych obszarów zarządzania państwem. Spotykają się tu bowiem miliony uczniów, ich rodzice i setki tysięcy nauczycieli. Często bywa też tak, że każda z tych grup ma odmienny pomysł na jej funkcjonowanie. O randze i wadze szkoły niech zaświadczą nasze liczne dyskusje, jakie przecież toczymy w naszych domach. Siłą rzeczy tam, gdzie są dzieci, temat szkoły musi być ważny.

Uważamy, że to, co ostatnimi czasy przyspieszyło proces negatywnych zmian w szkołach, to m.in. zanik relacyjności widoczny na wielu poziomach. Trzeba podjąć konkretne działania, by spróbować odbudować to, co decyduje o codziennym życiu szkoły: relacje, jasne zasady, autorytet nauczyciela i współpracę z rodzicami. Proponujemy pięć konkretnych kierunków działania, które mogą te powstałe dziury zasypać i powstrzymać dalszy rozpad więzi. Nie zapominajmy, że szkoła jest dla naszych dzieci ich drugim domem. Bywa, że spędzają tam osiem godzin dziennie, stąd muszą się w niej czuć bezpiecznie.

Wyższe wynagrodzenie dla wychowawcy klasy

Po pierwsze, uważamy, że obecna funkcja wychowawcy klasy nie jest należycie zagospodarowana. Wychowawca powinien znać sytuację uczniów, rozmawiać na bieżąco z rodzicami, budować relacje w klasie i reagować na pierwsze sygnały problemów. Dziś często robi to obok wielu innych obowiązków. Nic dziwnego, że nie każdy nauczyciel chce podjąć się tej funkcji. Dlatego uważamy, że potrzebne są jasne standardy pracy wychowawcy i odpowiednie wynagrodzenie. Dodatek w wysokości ok. 1 tys. zł miesięcznie byłby wyrazem uznania za szczególną odpowiedzialność, jaka na nich spoczywa.

Wychowawca powinien regularnie kontaktować się z rodzicami, nie tylko podczas zebrań i wtedy, gdy dochodzi do kryzysu. Warto wprowadzić krótkie rozmowy telefoniczne lub indywidualne spotkania poświęcone postępom ucznia, jego relacjom i samopoczuciu. Każda klasa powinna mieć plan pracy wychowawczej, a uczniowie wiedzieć, kiedy i w jaki sposób mogą zgłosić problem.

Bezpieczeństwo w szkole wymaga jasnych procedur i skutecznej ochrony nauczycieli

Po drugie, należy stworzyć pakiet bezpieczeństwa szkoły i ochrony jej pracowników. Widzimy, że po ostatnich przykrych incydentach dalsze utrzymywanie stanu niewiedzy i niedoprecyzowania prawa rodzi frustracje zarówno u samych nauczycieli, jak i rodziców, którzy chcą szkoły bezpiecznej. Z tego powodu szkoły potrzebują prostych i jasnych zasad reagowania na zagrożenia. Pakiet bezpieczeństwa powinien określać, co robić w razie agresji, gróźb lub pojawienia się niebezpiecznych przedmiotów. Trzeba też rozważyć ustawowe zasady sprawdzania zawartości plecaka przy uzasadnionym podejrzeniu zagrożenia. Takie rozwiązanie musi chronić godność i prawa dziecka oraz wyraźnie oddzielać kompetencje szkoły od uprawnień policji.

Nie wolno zapominać o art. 63 Karty Nauczyciela. Przyznaje on nauczycielowi ochronę przewidzianą dla funkcjonariuszy publicznych podczas wykonywania obowiązków służbowych lub w związku z nimi. Ta ochrona musi działać także w praktyce. Szkoła powinna wiedzieć, jak reagować na groźby, znieważenie czy naruszenie nietykalności nauczyciela. Warto zapewnić pracownikom szkoły bezpłatną pomoc prawną. Nie wszyscy czytający te słowa zdają sobie sprawę, ale skala zastraszania nauczycieli przez rodziców np. pozwami cywilnymi, bo uważają, że ich dziecko zostało potraktowane niesprawiedliwie lub chcących wymusić na nauczycielach konkretne zachowania, przybrała w ostatnim czasie mocno na sile. Są to zachowania, które bardzo mocno podkopują zaufanie. Dlatego też część nauczycieli rezygnuje z zawodu lub znacznie obniża swoje zaangażowanie.

Czytaj więcej

Bunt licealistów jak zamieszki imigrantów? Derecki: poczułem się jakby ktoś mi chlusnął w twarz pomyjami

Potrzebne są również regularne ćwiczenia i praktyczne szkolenia. Mogą je prowadzić doświadczeni policjanci, strażacy, ratownicy czy byli żołnierze, we współpracy z nauczycielami. Uważamy, że dysponujemy wieloma emerytowanymi funkcjonariuszami, którzy chętnie podzieliliby się swoją wiedzą, ale nikt im takiej propozycji nie złożył. To są często ojcowie czy dziadkowie, którzy odprowadzają do szkół swoje dzieci czy wnuki i są żywo zainteresowani tym, co dzieje się za ich murami. Mogliby wspierać lekcje m.in. edukacji dla bezpieczeństwa i godziny wychowawcze.

Prawa i obowiązki ucznia. Dlaczego szkoła musi odbudować autorytet nauczyciela

Po trzecie, trzeba przywrócić wychowaniu należne miejsce. W ostatnich latach wiele mówimy o prawach ucznia, jego dobrostanie i indywidualnych potrzebach. To są ważne sprawy. Nie może to jednak przesłaniać wychowawczej roli szkoły. Nieprzypadkowo przez lata mówiliśmy o kuratorze oświaty i „wychowania” właśnie. Uczeń musi znać swoje prawa, ale też rozumieć obowiązki i konsekwencje własnych decyzji. Potrzebuje jasnych zasad i dorosłych, którzy stosują je sprawiedliwie.

W tym elemencie ważny jest również autorytet nauczyciela. Od wielu lat obserwujemy, że niekorzystnej zmianie uległa relacja między uczniem a pedagogiem. W niektórych szkołach nadmierne skracanie dystansu zatarło granice. Bliska relacja nie oznacza przyzwolenia na lekceważenie, agresję czy obrażanie nauczyciela. Autorytet nie bierze się wyłącznie ze stanowiska. Budują go wiedza, sprawiedliwość, konsekwencja i szacunek wobec uczniów. Szkoła musi jednak jasno określać, jakie zachowania są niedopuszczalne, i reagować na naruszanie tych granic, albowiem im więcej pobłażliwości i tzw. machania ręką, tym więcej problemów, które generujemy w przyszłości.

Czytaj więcej

Klaudia Rosińska: Smartfon w dłoni, panika w głowie. Wyłącz wtyczkę, zanim wykończą cię rosyjskie operacje psychologiczne

Tu należy się krótka, ale ważna uwaga. To szkoła musi określić katalog nieakceptowalnych i karalnych wobec nauczycieli zachowań, gdyż jest wielu rodziców, którzy swoim dzieciom mocno poluzowali normy w tym względzie. Przywołajmy choćby tzw. pyskówki i lekceważenie podstawowych zasad szacunku wobec starszych.

Prace domowe w szkole. Zła decyzja Barbary Nowackiej

Po czwarte, stoimy na stanowisku, że minister Barbara Nowacka podjęła fatalną w skutkach decyzję o ograniczeniu zadawania prac domowych. W zamyśle, miało to odciążyć uczniów od przenoszenia szkoły do domu, odbudować ich relacyjność z rówieśnikami i domownikami. W konsekwencji młodzi ludzie swój wolny czas przerzucili na pustą rozrywkę w internecie, w skrócie: chłopców nie można dziś odciągnąć od gier komputerowych, a dziewczynek od „shortsów” i mediów społecznościowych. Decyzja ta zbiera swoje żniwo już dziś i – co gorsza – pozbawia uczniów systematyczności i nie buduje ich koncentracji.

Owszem, uczniowie nadal muszą czytać lektury w domu, a większość prac domowych jest okraszona komentarzem nauczyciela „dla chętnych”. Pytanie, czy mądrość i wiedza w publicznym systemie edukacji ma być również dla chętnych? Uważamy, że system zadawania prac domowych należało usprawnić i zracjonalizować. Wciąż można to zrobić inaczej i lepiej. Postulujemy, by wycofać się, dla dobra naszych dzieci, z tej decyzji.

Współpraca rodziców ze szkołą. Jasne zasady odpowiedzialności

I na koniec zostawiliśmy – w naszej ocenie – rzecz najtrudniejszą, bo niedającą się zamknąć w prosty paragraf prawny, a wymagającą zmiany mentalnej wśród samych rodziców. Piąty nasz postulat dotyczy bowiem rzeczywistej odpowiedzialności rodziców za swoje dzieci we współpracy ze szkołą. Kooperacja z rodzicami bywa szczególnie trudna, gdy pojawiają się problemy wychowawcze. Szkoła zauważa niepokojące zachowania, informuje rodzinę i proponuje pomoc. Czasem jednak nie otrzymuje odpowiedzi albo spotyka się z bagatelizowaniem problemu.

Foto: rp.pl/Weronika Porębska

Nie dotyczy to wszystkich rodziców. Większość wykazuje pełne zrozumienie i wolę współpracy. Ale brak reakcji w poważnych sprawach może szkodzić całej klasie. Warto sięgnąć po rozwiązania szkół, które jasno określają terminy kontaktu i zasady wspólnego działania. W poważnych lub powtarzających się sytuacjach warto rozważyć ustawową procedurę współpracy rodziców ze szkołą. Obejmowałaby ona zawiadomienie o problemie, termin odpowiedzi, spotkanie i wspólny plan działania. Można rozważyć siedem dni na odpowiedź i czternaście dni na uzgodnienie spotkania, z wyjątkami uzasadnionymi sytuacją rodziny.

Jeśli brak współpracy zagraża dobru dziecka lub bezpieczeństwu innych, dyrektor powinien mieć jasną ścieżkę zwrócenia się o pomoc do właściwych instytucji. I nie chodzi tutaj o karanie rodziców za nieobecność na zebraniu ani za odmienne zdanie. Chodzi o to, by szkoła mogła skutecznie reagować na rzeczywiste zagrożenia.

Czytaj więcej

Paulina Szewioła: Co się dzieje teraz z dziećmi? Nic nowego, one są takie od dawna

To, co stanowi poważne wyzwanie i problem w obecnej szkole, to brak realnego zaangażowania się rodziców w proces wychowawczy. I to jest smutna konstatacja, gdyż u wielu nauczycieli wywołuje frustrację i przygnębienie w myśl: „chciałbym/chciałabym pomóc uczniowi, ale po drugiej stronie jest mur i brak dobrej woli”.

Jeśli dramatyczny tydzień przed Dniem Edukacji Narodowej ma czegoś nas nauczyć, to właśnie tego: bezpieczeństwo i wychowanie nie są dodatkiem do edukacji. Są jej warunkiem. Nie mamy najmniejszej wątpliwości, że tematy związane z szeroko pojętym bezpieczeństwem, w tym bezpieczeństwem naszych dzieci i uczniów, będą powracały w debacie publicznej. Skala wyzwań i spraw, z którymi będziemy musieli się zmierzyć, chociażby z uwagi na dynamicznie zmieniającą się przestrzeń świata wirtualnego, w którą zanurzeni są młodzi ludzie, będzie tylko narastać. A zatem muszą być miejsca i przestrzenie, gdzie młody człowiek czuje się stabilnie i bezpiecznie. Po domu rodzinnym tym miejscem musi być szkoła, inaczej proces wychodzenia z publicznego systemu w stronę szukania szkół prywatnych czy edukacji domowej będzie się pogłębiał.

Autor

Piotr Gajewski

Były dyrektor w Ministerstwie Edukacji Narodowej, członek zarządu Agencji Erasmus+, związany z branżą cybersecurity. Prywatnie mąż i ojciec pięciorga dzieci

Autor

Andrzej Piotr Sosnowski

Pedagog, ekspert oświatowy, były mazowiecki wicekurator oświaty, nauczyciel dyplomowany. Współtwórca podstaw programowych z języka polskiego