"Mamy sygnały, że niektórzy nauczyciele namawiali uczniów do udziału w protestach. Naszym obowiązkiem jest natychmiastowa reakcja na takie informacje" - zapowiedziało Ministerstwo Edukacji Narodowej na Twitterze. Wpis pojawiły się w poniedziałek, chwilę przed północną.

Ministerstwo poinformowało, że poproszono kuratorów oświaty o sprawdzenie czy takie sytuacje miały miejsce w ich regionie i jaka była na nie reakcja dyrektorów szkół.

"Jeżeli potwierdzi się, że niektórzy nauczyciele namawiali uczniów do udziału w protestach lub sami brali w nich udział, powodując zagrożenie w czasie epidemii i zachowując się w sposób uwłaczający etosowi ich zawodu, będą wyciągnięte konsekwencje przewidziane prawem" - zapowiedziano.

"Nie ma także naszej zgody na zachęcanie dzieci oraz młodzieży do chuligańskich i wulgarnych zachowań. Nie ma zgody na to, aby uczniowie zachowywali się w taki sposób" - podał resort.

We wtorek rano rzeczniczka MEN Anna Ostrowska powiedziała TVN24, że komunikat to reakcja na wpis posła Bartosza Arłukowicza.

- Wpisy są odpowiedzią na post pana Arłukowicza. Przy okazji dodam, że chcieliśmy sprawdzić sytuację w regionach, ale nie ma mowy o zbieraniu nazwisk uczniów czy nauczycieli - o czym poinformował w swoim pierwszym poście Pan Arłukowicz - powiedziała rzeczniczka.