Oddech rodziców na plecach MEN. Zmiany są zbyt powolne

Ministerstwo Edukacji Narodowej zastanawia się, czy zapowiadanej na 2026 r. dużej reformy oświaty nie wdrożyć, przynajmniej częściowo, wcześniej.

Publikacja: 18.05.2024 06:58

Eksperci mówią zgodnie, że oświata nie potrzebuje rewolucji, tylko ewolucji

Eksperci mówią zgodnie, że oświata nie potrzebuje rewolucji, tylko ewolucji

Foto: PAP, Lech Muszyński

– Naciskają na nas rodzice, których martwi to, że zmiany w szkole nastąpią zbyt późno, a także ci, których dzieci mogą nie załapać się na zmiany zmierzające do unowocześnienia szkoły. To na przykład uczniowie obecnych klas szóstych, którzy mają przed sobą pięć–siedem lat nauki w szkole, ale na zmiany w żadnym cyklu kształcenia się nie załapią – mówi osoba z kierownictwa resortu.

Zgodnie z zapowiedziami MEN od 2026 r. wejdzie do szkół duża reforma oświaty – ruszy w klasach pierwszych, czwartych i siódmych szkół podstawowych. Szkoły średnie rozpoczną naukę wraz ze zmienioną podstawą programową w 2028 r. Wtedy programy nauczania mają być praktyczniejsze, nowocześniejsze, dostosowane do zmieniającej się rzeczywistości. Co będzie w nich konkretnie? Jeszcze nie wiadomo, bo cała filozofia nauczania ma być dostosowana do sylwetki absolwenta – szkoła ma dawać umiejętności potrzebne w dorosłym życiu.

Opracowaniem sylwetki absolwenta zajmuje się Instytut Badań Edukacyjnych. I to właśnie od tempa jego prac zależy decyzja o tym, czy przyspieszyć reformę.

W szkołach na razie będą tylko kosmetyczne zmiany

Stawka jest wysoka, bo te zmiany (uszczuplenie podstawy programowej), które wejdą w życie od września tego roku, nie spowodują, że obecna represyjna, „pruska szkoła” stanie się nowoczesna. – To, co my obecnie robimy, to kosmetyka. Nie jesteśmy w stanie zasadniczo zmienić podstaw programowych, które powstały za czasów minister Zalewskiej – mówiła w programie „Rzecz o polityce” wiceministra edukacji narodowej Katarzyna Lubnauer.

Ta wypowiedź wywołała w mediach społecznościowych spore poruszenie i oburzenie zarówno ze strony rodziców, jak i nauczycieli. Krzyczeli oni, że PiS mógł przeprowadzić dużą reformę edukacji, zmienić strukturę systemu oświaty, zlikwidować gimnazja i zmienić programy nauczania w niecałe dwa lata. Nie jest to dobry argument, biorąc pod uwagę, że reforma była przeprowadzona zbyt szybko i po omacku, a jej negatywne konsekwencje odczuwane są do dziś. Tym bardziej więc dziś wszyscy oczekują sprawnych działań.

Ewolucja tak, ale nie zbyt powolna

Eksperci mówią zgodnie, że oświata nie potrzebuje rewolucji, tylko ewolucji. Zmiany mają być powolne, przemyślane i rozsądne. Tyle że nie można z tym zwlekać w nieskończoność, bo czas mija, dzieci rosną i muszą chodzić do jak najlepszej szkoły, która przygotowuje je do życia i pracy w obecnej rzeczywistości. Nie można takiej szansy odbierać całym rocznikom dzieci.

Problemem są także przedłużające się konsultacje. Obecne kierownictwo MEN obiecało, że wszystkie projekty będą konsultowane z wieloma środowiskami. Tak jest np. z obecnym uszczuplaniem podstaw programowych. Najpierw zorganizowano prekonsultacje, potem w propozycjach uwzględniono część wniosków, które w ich trakcie zgłoszono. Następnie przygotowano projekt rozporządzenia, w którym np. w kanonie lektur znalazły się propozycje, które wcześniej zostały z podstawy programowej usunięte. Więc znów zrobiła się awantura i wnioskowanie, by część propozycji ponownie usunąć. To znacznie wydłużyło prace nad zmianami. A i tak za każdym razem ktoś jest niezadowolony.  

Jak będzie ostatecznie? Nie wiadomo. Rozporządzenie ma być gotowe pod koniec czerwca. Wiadomo, że nie wszyscy będą z niego zadowoleni, bo to niemożliwe.

Dlatego, choć konsultacje społeczne są bardzo ważne i potrzebne, nie ma co przeciągać ich w nieskończoność. To do MEN należy ostateczna decyzja i to ministerstwo musi wiedzieć, dokąd chce iść i jaką drogą.  

– Naciskają na nas rodzice, których martwi to, że zmiany w szkole nastąpią zbyt późno, a także ci, których dzieci mogą nie załapać się na zmiany zmierzające do unowocześnienia szkoły. To na przykład uczniowie obecnych klas szóstych, którzy mają przed sobą pięć–siedem lat nauki w szkole, ale na zmiany w żadnym cyklu kształcenia się nie załapią – mówi osoba z kierownictwa resortu.

Pozostało 87% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Oświata
Znamy szkoły przyjazne LGBTQ+. Po raz pierwszy wysoko szkoły z mniejszych miast
Oświata
Ankieta: Sztuczna inteligencja odrabia lekcje za polskich licealistów
Oświata
Wojsko zaraz po ukończeniu szkoły. Co proponuje armia?
Oświata
Szef IBE: Polska szkoła choruje nie na testozę, ale na ocenozę
Oświata
Uczestniczka Powstania Warszawskiego Wanda Traczyk-Stawska Damą Orderu Uśmiechu
Oświata
Warszawa za religię w szkole płaci aż 63 mln zł. Jak jest w innych miastach?