Drugi dzień rozmów nauczycielskich związków zawodowych z rządem nie był wcale łatwiejszy niż poniedziałek. W pierwszej, porannej turze rozmów zarówno rząd, jak i strona społeczna przedstawiły swoje propozycje. Związki obniżyły oczekiwania płacowe, a rząd zaproponował nowy system naliczania nauczycielskich wynagrodzeń.

Na razie nie wiadomo, co z porozumieniem. Do chwili zamknięcia tego wydania gazety, wciąż trwała rozpoczęta o godz. 16 druga tura rozmów.

Związek Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych podczas negocjacji z rządem zdecydowały się na zmianę swoich postulatów płacowych. Walczą już nie o 1000 zł z wyrównaniem od stycznia, ale o 30-proc. wzrost płac w 2019 r. – To w przypadku nauczycieli stażystów dałoby 730 zł podwyżki, a nauczycielom dyplomowanym 990 zł – mówi Sławomir Wittkowicz z FZZ.

W tym roku pensje nauczycieli wzrosły już o 5 proc. Czyli te podwyżki miałyby wynieść 25 proc.

Zmiana postulatów daje oszczędność rzędu 2 mld zł.

Związki domagają się także zniesienia 20-proc. limitu dodatku stażowego. Obecnie nauczycielom po przepracowaniu trzech lat zaczyna się naliczać stażowy w wysokości 1 proc. za każdy rok pracy. Maksymalnie może to być 20 proc., potem pozostaje już na niezmienionym poziomie. – Nie jest prawdą, że związki zawodowe się usztywniły. Nam też zależy na załagodzeniu sytuacji – tłumaczy prezes ZNP Sławomir Broniarz.

Z kolei wicepremier Beata Szydło, opuszczając rano Centrum Partnerstwa Społecznego Dialog i udając się na posiedzenie rządu, powiedziała, że zaproponowano związkom zawodowym podwyżki na poziomie 9,9 proc. Nie wiadomo jednak, czy wiąże się to z dołożenie pieniędzy na oświatę czy z przesunięciami z innych pozycji w budżecie. Była premier powiedziała tylko, że ta podwyżka będzie wynikała „ze zmiany sposobu rozdysponowania dodatków" co może oznaczać, że zostaną one zlikwidowane i włączone do zasadniczego wynagrodzenia. Do wspólnej puli miałyby trafić wszystkie dodatki poza dodatkiem dla wychowawców klas. Ten miałby być ustanowiony na poziomie minimum 300 zł. To by spowodowało równe rozdysponowanie tymi środkami i zlikwidowałoby dysproporcje. Obecnie przeciętnie wynosi on 137 zł.

O włączenie dodatków do pensji od lat zabiega NSZZ Solidarność pracowników oświaty. W poniedziałek jej szef Ryszard Proksa ocenił, że obecnie są „umiarkowanymi optymistami". – Nasze minimum negocjacyjne zostało zrealizowane. Jesteśmy gotowi do podpisania porozumienia – tłumaczył.

Nowy system wynagradzania nauczycieli to jedna z najważniejszych propozycji położonych na stole podczas wtorkowych rozmów. Jak napisał na Twitterze Grzegorz Sikora, rzecznik prasowy FZZ, „przyjmijcie to, co jest na stole, w trybie pilnym rozpocznijmy prace nad systemem wynagrodzeń nauczycieli i dokonujmy podwyżek". „S" chce, by pensje od 2020 r. były powiązane ze średnią krajową. W ten sposób wynagrodzenia w szkołach rosłyby proporcjonalnie do sytuacji w gospodarce. Rząd zaproponował także, by do propozycji dołączyć pomysł prezydenta. Duda zasugerował, by nauczycieli objąć 50-proc. kosztami uzyskania przychodu. To pozwoliłoby zwiększyć ich pensje o ok. 200 zł.

Rada Dialogu Społecznego zajęła się także rozmowami na temat sytuacji w oświacie. Uznano, że jest ona najgorsza od 30 lat. I to jest ten moment, kiedy należy się zastanowić nad gruntowymi zmianami w niej. Jak podkreśliła strona rządowa, warto do tych rozmów włączyć jednostki samorządu terytorialnego. Tym bardziej że samorządowcy czują się obrażeni, że nie zostali zaproszeni na posiedzenia.

Beata Szydło zaproponowała zawieszenie protestu na czas egzaminu i powrót do rozmów po egzaminach.