Reklama

Nauka w szkołach nadal zdalna, ale biznes domaga się zmian

Rząd ostrożnie podchodzi do kwestii luzowania obostrzeń. Rezerwa to efekt pojawienia się w Polsce brytyjskiej mutacji.
Przemysław Czarnek zapowiada, że uczniowie starszych klas na 99 proc. zostaną w domu

Przemysław Czarnek zapowiada, że uczniowie starszych klas na 99 proc. zostaną w domu

Foto: materiały prasowe

Wszystko wskazuje na to, że w czwartek premier Mateusz Morawiecki ogłosi dalsze przedłużenie obostrzeń. Choć jeszcze na początku tygodnia mówiło się o otworzeniu galerii handlowych i częściowo hoteli, teraz wydaje się to niemożliwe. Tak samo jak powrót do stacjonarnego trybu klas VIII i maturzystów.

Szkoły online

Od 18 stycznia do szkół wróciły klasy 1–3. – Po ośmiu dniach nauki nie widać wzrostu zakażeń. W trybie stacjonarnym działa 14 274 szkół, 21 w trybie zdalnym, a 148 w mieszanym – mówił podczas konferencji prasowej minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek. Dla porównania, pierwszego dnia stacjonarnej nauki, 18 stycznia, zdalnie pracowało dziewięć szkół, a hybrydowo – 51.

Szef resortu edukacji nie chciał zdradzić, czy w poniedziałek do szkół wrócą kolejni uczniowie. – To decyzja premiera – tłumaczył. I bez znaczenia było to, że przez kilka dni z rzędu mówiono, że maturzyści i uczniowie ostatniej klasy szkoły podstawowej wrócą do placówek. We środę już się z tego wycofywał. – Na 99 proc. od początku lutego starsi uczniowie nie wrócą do nauki stacjonarnej – mówił w Radiu Plus minister Czarnek.

Zmian w systemie szkolnym nie przewiduje także minister zdrowia Adam Niedzielski. – Absolutnie nie rekomenduję dalszego otwierania szkół. W drugim tygodniu lutego powtórzymy badania przesiewowe nauczycieli i dopiero po wynikach tych badań będziemy rekomendowali dalsze kroki – mówił w Radiu Zet.

Jednak szkoły średnie już powoli przygotowują się do powrotu maturzystów. – Na tym rollercoasterze jedziemy już od wiosny. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że raz uczymy stacjonarnie, raz zdalnie – mówi „Rzeczpospolitej" Marcin Konrad Jaroszewski, dyrektor XXX LO im. Jana Śniadeckiego w Warszawie. – Czekam na rozporządzenie, ale też przygotowuję się do zmiany trybu pracy – tłumaczy.

Reklama
Reklama

Większy problem jest ze szkołami podstawowymi. Powrót młodszych roczników do szkół spowodował, że zajęta jest większość sal lekcyjnych. To pozwoliło maksymalnie rozrzedzić uczniów. – Dyrektorzy potrzebują tygodnia, by przeorganizować pracę – mówi Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. – Choć mam nadzieję, że nie będzie trzeba tego robić, bo obecne rozwiązanie jest optymalne.

MEiN zdecydowało o zmianie przepisów dotyczących organizacji nauki dla tych uczniów, którzy z jakiś powodów nie mogli uczyć się zdalnie. To, co do tej pory było obowiązkowe i dawało pole do nadużyć (w niektórych miejscach wracały całe klasy), stanie się fakultatywne. A o tym, czy taka nauka zostanie zorganizowana, zdecyduje dyrektor.

Biznes chce zmian

Biznes jednak jest niepocieszony planowaną stagnacją. – Nie stać nas na dalsze wielotygodniowe, a może wielomiesięczne mrożenie gospodarki. W tej sytuacji biznes oczekuje rozsądnego początku luzowania obostrzeń – mówi „Rzeczpospolitej" Maciej Witucki, prezydent Konfederacji Lewiatan. W jego ocenie na pierwszy ogień powinny pójść centra handlowe, później branża hotelarska i gastronomia. – Oczywiście wszystko z zachowaniem reżimu sanitarnego. O tym trzeba rozmawiać. Niestety dziś takich rozmów nie ma – mówi Maciej Witucki.

– Oczekujemy końca lockdownu – mówi stanowczo Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP. – Obowiązujące obostrzenia nie trzymają się kupy. Wiele branż ma wątpliwości, czy zamkniecie było w ogóle potrzebne. Wskazują, że nie ma na to żadnych dowodów – tłumaczy.

Jego zdaniem przedsiębiorcy są na skraju wyczerpania. – I nawet jeśli rząd nie poluzuje obostrzeń, to i tak najprawdopodobniej będzie pospolite ruszenie, ludzie będą otwierać swoje biznesy wbrew zakazom. Drogę już przetarło zresztą Góralskie Veto – mówi Andrzej Malinowski.

Tłumaczy, że w biznesie trzeba móc przewidywać, mieć określone perspektywy. – Tymczasem u nas nic nie da się przewidzieć. Rząd ogłosił w listopadzie kryteria wprowadzania obostrzeń i od razu przestał się ich trzymać – przekonuje.

Reklama
Reklama

Jednak nasi rozmówcy z rządu podkreślają, że epidemia cały czas jest bardzo nieprzewidywalna. A pojawienie się brytyjskiego wariantu koronawirusa unieważniło wszystkie modele i warianty rozwoju epidemii, a co za tym idzie, zdezaktualizowała się mapa drogowa przedstawiona przez rząd w listopadzie. W środę poinformowano o drugiej próbce z brytyjską mutacją wirusa, zdiagnozowano ją u nauczycielki z Wrocławia, powracającej z zagranicy.

—współpraca

Piotr Skwirowski, Michał Kolanko

Edukacja
„Pokoloruj drwala” na maturze z matematyki. Mamy komentarz wiceszefowej MEN
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Materiał Promocyjny
Dane zamiast deklaracji. ESG oparte na faktach
Edukacja
Tylko 700 absolwentów rocznie. Zainteresowanie tym kierunkiem studiów spada
Edukacja
Pisownia na nowo. Co zmieni się w polskiej ortografii od przyszłego roku?
Edukacja
Działaj i decyduj, czyli jak nauczyć młodych ludzi sprawczości
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama