Najpierw ogłosiła uroczyście powstanie całkiem nowej ustawy. To będzie Prawo oświatowe, zamiast ustawy o systemie oświaty.
Potem - zdementowała wszelkie negatywne informacje, jakie pojawiły się w mediach i w ustach związkowców oraz polityków opozycji: okres nauczania nie jest skracany z dziewięciu do ośmiu lat, bo sześciolatki też się uczą, tyle, że poza szkołą. Nauczyciele nie będą zwalniani. Kosztów dodatkowych nie będzie prawie wcale. Podwójne roczniki – np. kończące 8 klasę i trzecią wygaszanych gimnazjów, nie będą na siebie źle wpływać, bo nie będą w tej samej klasie. Czy zmarnują sie darmowe podręczniki? Nie, bo tylko trzy roczniki w 2017 roku będą miały nowe podstawy programowe. Lista ekspertów przygotowujących te podstawy jest już na stronie internetowej. Zwiększą się różnice w wykształceniu między dziećmi ze wsi i większych ośrodków? Teraz też przecież są różnice. Co z drugorocznymi? Liczymy na ich sukces... Wszystko będzie dobrze.
Pani minister powoływała się co drugie zdanie na dane Instytutu Badań Naukowych, ale nie dawała żadnego konkretnego wskazania – z którego roku, jak przeprowadzane, pod jakim tytułem.
To wszystko mogą być rafy reformy edukacji, ale ważne jest co innego: konkretne zamiary pani minister powiodą się albo nie, ale czy jasny jest ich całościowy sens i kierunek? Na razie nie.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Ogrom zmian jest przytłaczający. Trzeba się będzie dobrze nagimnastykować, żeby przekonać dzieci, rodziców i nauczycieli, że jest niezbędny. Potyczki słowne z dziennikarzami (Czy pan słuchał naszej konferencji? Czy pani tak samo martwiła się o inne roczniki? - itd.) nie wystarczą, by obronić reformę i aby nie okazała się ona narzuconym, niechcianym jarzmem.
Już na starcie zaciąży na niej błąd, jaki od początku tej kadencji, po tak widowiskowo wygranych wyborach popełnia PiS: niemożność cofnięcia się choćby o milimetr, tak by udowodnić, że słucha się partnerów społecznych i ekspertów o innych poglądach. Czy to jest dobra szkoła robienia polityki?