– To w przypadku nauczycieli stażystów dałoby 730 zł podwyżki, a nauczycielom dyplomowanym 990 zł – mówił na konferencji prasowej po spotkaniu w Radzie Dialogu Społecznego Sławomir Wittkowicz z FZZ.
Do tej pory pensje wzrosły o 5 proc., czyli podwyżki, których domagają się obecnie nauczyciele, miałyby wynieść 25 proc.
Związki domagają się także zniesienia limitu 20-procentowego dodatku stażowego. Obecnie nauczycielom po przepracowaniu 3 lat zaczyna się naliczać dodatek stażowy w wysokości 1 proc. za każdy rok pracy. Maksymalnie może to być 20 proc. - potem pozostaje już na niezmienionym poziomie.
– Nie jest prawdą, że związki zawodowe się usztywniły. Nam też zależy na załagodzeniu sytuacji – tłumaczył prezes ZNP Sławomir Broniarz.
Jeszcze nie wiadomo, jak do propozycji związków odniesie się rząd. Zarządzono przerwę w posiedzeniu Rady Dialogu Społecznego do godz. 16. W tym czasie strona społeczna ma spisać swoje oczekiwania i odnieść się do propozycji rządu. Wicepremier Beata Szydło opuszczając Centrum Partnerstwa Społecznego Dialog powiedziała,że rząd zaproponował związkom zawodowym podwyżki na poziomie 9 proc. Nie wiadomo jednak, czy wiąże się to z dołożenie pieniędzy na oświatę czy z przesunięciami z innych pozycji w budżecie.
Była premier powiedziała tylko, że ta podwyżka będzie wynikała „ze zmiany sposobu rozdysponowania dodatków” co może oznaczać, że zostaną one zlikwidowane i włączone do zasadniczego wynagrodzenia.
O włączenie dodatków do pensji od lat zabiega NSZZ „Solidarność” pracowników oświaty. W poniedziałek jej szef Ryszard Proksa ocenił, że obecnie są „umiarkowanymi optymistami”. – Nasze minimum negocjacyjne zostało zrealizowane. Jesteśmy gotowi do podpisania porozumienia – tłumaczy lider oświatowej „S”.
Wicepremier Szydło chce jednak, aby porozumienie ostało podpisane przez wszystkie centrale związkowe, nie tylko przez „S”.