Czy szkoły i nauczyciele są przygotowani na nowy rok szkolny?
Są przygotowani na miarę swoich możliwości. Pytanie, czy przygotowania musiały przebiegać w atmosferze napięcia, emocji, niedomówień. Czy nie można tego było zrobić spokojniej, w sposób rozważny, przemyślany. I zdecydowanie wcześniej podejmować działania?
Minister edukacji Dariusz Piontkowski powiedział, że to sanepid z dyrektorami będą decydować, w jakim trybie prowadzić nauczanie.
To, co mówi pan minister, jest nieprawdą. Dobrze pokazuje to przykład Zakopanego, Warszawy i paru jeszcze innych miast. Gdyby tak było, że to sanepid będzie decydował wspólnie z dyrektorami, to byłoby to spełnienie jednego z zasadniczych postulatów ZNP, ale tak nie jest. Mamy ponownie prymat polityki nad zdrowiem i bezpieczeństwem uczniów i nauczycieli. Latem ZNP i wiele samorządów apelowały, by sanepid z dyrektorami szkół mogli podejmować decyzje o terminie powrotu do edukacji tradycyjnej, a nie o wydłużaniu wakacji lub o wdrożeniu edukacji zdalnej czy hybrydowej. Sanepid nie udziela teraz zgody na edukację hybrydową, mimo że były sygnały o takiej konieczności ze strony dyrektorów.
W czerwonych strefach szkoły powinny być zamknięte?
W strefach największego ryzyka organ prowadzący po porozumieniu z dyrektorem i sanepidem powinien o tym decydować. Ale widzimy, że raczej sanepid będzie unikał takich rozwiązań. W strefach czerwonych szkoły powinny być automatycznie zamykane. Nie ma co kusić losu.
Minister uważa, że to nie dyrektor powinien decydować, a specjaliści.
Jeżeli minister mówi, że nie może być wolnej amerykanki, to jest pytanie, dlaczego nie powstały bardzo uszczegółowione przepisy w rozporządzeniu?
Chodzi o wizerunek rządzących przed 1 września?
Tak, ale to jest na drugim miejscu. Na pierwszym jest kwestia finansowa – zasiłki opiekuńcze dla rodziców. Ta sprawa jest kluczowa przy podejmowaniu decyzji o wznowieniu nauki, a to implikuje kwestie decyzji politycznych. Nie ma troski o zdrowie i bezpieczeństwo dzieci. Jakim argumentem możemy posłużyć się w rozmowie z dyrektorką, która mówi, że chce wprowadzić edukację hybrydową po to, by nie stwarzać napięcia i zagrożenia, a sanepid odmawia jej do tego prawa? Jeżeli mamy klasy 30-osobowe, a chcemy je podzielić na grupy, które by się w uczęszczaniu do szkoły wymieniały – na co jest zgoda rodziców – i sanepid mówi „nie", to niewiele możemy zrobić.
Jeżeli w szkole pojawi się koronawirus, będzie choćby jeden zakażony, to szkoła powinna być zamknięta?
Przecież chory chodzi po mieście, uczęszcza do szkoły, więc jest potencjalnym źródłem zakażenia. W takim przypadku przydałaby się dziesięciodniowa kwarantanna dla szkoły i nauczanie hybrydowe.
Braki w sprzęcie i luki w dostępie do sieci to zadanie dla samorządów, jak twierdzi minister Piontkowski?
Minister nie zrobił w tej kwestii wiele. Zapowiadano zorganizowanie szkoleń dla 30 tysięcy nauczycieli i 600 dyrektorów w zakresie edukacji zdalnej. Do żadnego szkolenia nie doszło. Resort edukacji uwierzył premierowi, że koronawirusa już nie ma. Poza tym 30 tysięcy to niecałe 5 proc. nauczycieli, a 600 dyrektorów to ułamek ogólnej liczby... Dziś do e-podręcznika dołączono komponent w postaci kamery, ale z firmy zewnętrznej, to oznacza, że resort przez dwa miesiące nie był w stanie doprowadzić umieszczenia własnej kamery w podręczniku, umożliwiającej edukację zdalną. Ten czas nie był dobrze wykorzystany.
Kto powinien nauczycieli wyposażyć w sprzęt, komputery, maseczki? Samorządy czy MEN?
Rząd nie dał niczego. Niektórzy dyrektorzy mówią, że dostali jeden czy dwa komputery. Musimy sami zapewnić sobie warunki do pracy zdalnej. Przepis jednoznacznie to traktuje – za sprzęt i wyposażenie odpowiedzialny jest organ prowadzący i on powinien to zabezpieczyć. Można było uruchomić środki budżetowe i dać spokój z masztami, a środki przeznaczyć na komputery.
—Współpraca Joanna Leśnicka