Reklama

Studenci dzienni w uczelniach publicznych utrzymują zaocznych

Potwierdzają się podejrzenia prywatnych uczelni, że szkoły publiczne mogą korzystać z dotacji z budżetu, by zaniżać czesne na studiach płatnych

Publikacja: 23.11.2011 01:22

Coraz większa rywalizacja o studenta, który płaci za naukę, sprawia, że niektóre uczelnie publiczne mogą wykorzystywać dotacje z budżetu państwa na studentów dziennych, by pokryć koszty prowadzenia studiów zaocznych i wieczorowych. Dzięki temu mogą zaniżać czesne i w ten sposób przyciągać chętnych.

Takie podejrzenia zgłaszały uczelnie niepubliczne, które alarmowały Ministerstwo Nauki, że nie mogą przez to w narastającym niżu demograficznym konkurować o płatnych studentów z uczelniami publicznymi. Zwróciły się do Najwyższej Izby Kontroli o zbadanie, na co szkoły wyższe wydają państwowe dotacje.

Wyniki kontroli w 38 uczelniach (obejmującej lata 2008 – 2010) wykazały, że jest bardzo prawdopodobne, iż podejrzenia uczelni niepublicznych mają podstawy.

– Brak jest w uczelniach publicznych wyodrębnionej ewidencji środków, które są wykorzystywane na kształcenie odpłatne i nieodpłatne, dlatego istnieje prawdopodobieństwo, że część dotacji budżetowych przeznaczonych tylko na studia nieodpłatne zasila też studia płatne. Dzięki temu uczelnie publiczne mogą zaniżać czesne i zabierają studentów uczelniom prywatnym – tłumaczy „Rz" Grzegorz Buczyński, dyrektor departamentu w NIK. Osobnej księgowości nie było w 74 proc. sprawdzonych uczelni.

NIK podaje, że np. na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie opłaty za studia niestacjonarne były kilkakrotnie niższe od przeciętnego kosztu kształcenia stacjonarnego. Np. na wydziale ogrodniczym wynosił on 9,6 tys. zł, a odpłatność na studiach zaocznych – 2,6 tys. zł. Podobne dysproporcje były na Politechnice Warszawskiej. Również na SGH wpływy z czesnego miały nie pokrywać w pełni kosztów nauki.

Reklama
Reklama

Uczelnie zaprzeczają, by przesuwały dotację. – Realizujemy studia niestacjonarne w ramach godzin nadliczbowych pracowników. Stąd niski koszt czesnego – wyjaśnia prof. Krzysztof Gołacki, prorektor Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie.

Stawka dla wykładowcy za godzinę nadliczbową wynosi ok. 49 zł i jest niższa niż za prowadzenie zajęć ze studentami dziennymi.

Z kolei SGH dysproporcje w kwotach podanych przez NIK tłumaczy tym, że trudno jest obliczyć koszty ponoszone na prowadzenie studiów płatnych, bo dotąd uczelnie tego nie robiły i nie wiadomo, jak np. wycenić korzystanie z tych samych sal wykładowych.

Minister nauki prof. Barbara Kudrycka przyznaje, że dotychczasowe przepisy ustawy prawo o szkolnictwie wyższym nie były precyzyjne i „mogło to prowadzić do niewłaściwego wykorzystania środków publicznych". Dlatego szefowa resortu nauki przepisy zmieniła i od stycznia 2013 r. uczelnie będą musiały wykazać, na co wydają dotacje.

– Wprowadzone zmiany, takie jak obowiązek oddzielnej ewidencji środków publicznych i dochodów własnych, pomogą we właściwym gospodarowaniu środkami budżetowymi i weryfikacji przez ministerstwo ich wydatkowania – podkreśla prof. Kudrycka.

– To krok w kierunku ujednolicenia zasad funkcjonowania uczelni publicznych i niepublicznych – ocenia dr Andrzej Kiebała z Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. – Skoro mamy konkurować na rynku studiów niestacjonarnych, to na równych zasadach, a nie dlatego, że ktoś pozwoli sobie na obniżenie czesnego, bo może wykorzystać dotacje na studia stacjonarne.

Edukacja
Tylko 700 absolwentów rocznie. Zainteresowanie tym kierunkiem studiów spada
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Edukacja
Pisownia na nowo. Co zmieni się w polskiej ortografii od przyszłego roku?
Edukacja
Działaj i decyduj, czyli jak nauczyć młodych ludzi sprawczości
Edukacja
Komisja Etyki Reklamy: Zniżki w sklepach za oceny na świadectwie to nieetyczne praktyki
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama