Kilka dni temu do konsultacji trafił projekt nowelizacji rozporządzenia w sprawie nadzoru pedagogicznego.

Ministerstwo Edukacji wycofuje się z systemu ocen w skali A–E, którymi opisywano jakość pracy szkoły. Zastąpią je oceny opisowe. Tyle że wprowadzenie systemu wymagań wobec szkół, których spełnianie było ocenianie według skali, stanowiło trzon reformy nadzoru pedagogicznego wprowadzonej przez MEN w 2009 r., tzw. ewaluacji.

Prace nad nią rozpoczęły się w 2008 r. w ramach finansowanego ze środków unijnych programu „wzmocnienia efektywności systemu nadzoru pedagogicznego i oceny jakości pracy". Jednym z jej autorów była Joanna Berdzik, była dyrektorka szkoły podstawowej w Kraśniku Dolnym (Dolnośląskie), od 2012 r. wiceminister edukacji. Za blisko 2 mln zł powstało kilkanaście tabelek z wymaganiami oraz idea, aby szkoły oceniać literami od A (najlepsze) do E (najgorsze).

Pod koniec 2012 r. NIK publikuje raport o nadzorze pedagogicznym, w którym tak ocenia nowy system: „Nadzór sprawowany przez skontrolowanych kuratorów oświaty i dyrektorów szkół nie był sprawny i efektywny. Wdrożenie w 2009 r. nowych zasad nadzoru pedagogicznego nie zostało właściwie przygotowane. W badanym okresie efekty kształcenia w części szkół się obniżyły".

Kolejny raport Izby z 2014 r. powtarza te zarzuty. Kontrolerzy zwracają uwagę, że nowy nadzór pedagogiczny w niewielkim stopniu skupia się na efektach kształcenia, a raporty ewaluacji w niewielkim stopniu realizują cele nadzoru. W 2014 r. Instytut Badań Edukacyjnych publikuje swoją analizę, w której nowy system nadzoru ocenili dyrektorzy szkół i nauczyciele. Narzekają oni na biurokrację, stres i dezorganizację. Mimo tych wszystkich zarzutów MEN dalej finansował reformę nadzoru. W latach 2009–2011 na szkolenia kuratoryjnych ekspertów oraz dyrektorów szkół trafiło 14 mln zł. A od 2011 do końca tego roku MEN zamierza wydać 60 mln zł na szkolenia kolejnych 25 tys. osób.

Teraz MEN chce system zmienić. Autorem propozycji przedstawionych w nowelizacji jest wiceminister Berdzik. Wycofuje się ona z systemu ocen, które lansowała wprowadzona wcześniej reforma. W uzasadnieniu czytamy, że nie służyły one poprawie pracy szkół oraz ich rozwojowi. Mają je zastąpić oceny opisowe. Berdzik twierdzi, że raport z pracy szkoły pozbawiony wskazania poziomów osiągniętych wymagań będzie lepiej służył refleksji dyrekcji szkoły nad jej pracą. Były wiceminister edukacji Sławomir Kłosowski, obecnie poseł PiS, uważa, że sytuacja jest kuriozalna. – Nie rozumiem, jak można powierzyć pracę nad reperowaniem systemu tej samej osobie, która stworzyła ten bubel, wydając na ten cel dziesiątki milionów złotych – mówi nam Kłosowski. Wskazując na program „Cyfrowa szkoła" czy e-podręcznik, dodaje, że nie jest to pierwsza porażka w systemie oświaty, z którą kojarzy się nazwisko Berdzik. Sama wiceminister zapewnia nas, że nowelizacja nie zmienia kluczowych założeń reformy.