To odpowiedź władz uczelni na pobicie jej profesora Jerzego Kochanowskiego w tramwaju linii 22 na początku września, tylko dlatego, że rozmawiał po niemiecku ze swoim kolegą.
Senat UW podjął specjalną uchwałę w tej sprawie. "Wyrażamy swoje głębokie zaniepokojenie przypadkiem napaści na członka naszej społeczności akademickiej profesora Jerzego Kochanowskiego. Szczególnie poruszył nas fakt, że powodem agresji miało być posługiwanie się przez profesora w miejscu publicznym językiem niemieckim" – napisano w niej.
Władze uczelni podkreślają, że ich zdecydowany sprzeciw budzi nie tylko sam akt przemocy, lecz także późniejsze próby jego usprawiedliwiania.
"Każda agresja, tak słowna, jak fizyczna, jest nie do zaakceptowania i zawsze powinna spotykać się z ostracyzmem społecznym oraz odpowiednią reakcją ze strony służb państwowych" – czytamy w uchwale.
Senat UW podkreślił też, że na powszechne potępienie zasługują wszelkie inne przejawy nietolerancji, ksenofobii i niechęci wobec osób o odmiennym kolorze skóry, narodowości, języku czy przekonaniach. Apeluje też do wszystkich o jednoznaczne sprzeciwianie się temu i innym aktom agresji i nienawiści.
Po pobiciu prof. Kochanowskiego szefostwo Tramwajów Warszawskich zapowiedziało wyposażenie w monitoring całego taboru. Do tej pory był on zainstalowany w 40 proc. składów.
- Dokonamy też dodatkowego przeglądu urządzeń SNRT na wypadek wykluczenia braku fonii. Sprawimy także, by pozostali motorniczowie – w ramach systemu doskonalenia zawodowego - zostali przez przypisanych im patronów uwrażliwieni na konieczność działania zgodnie z zapisami instrukcji dla pracowników ruchu i poinformowani o grożących konsekwencjach postępowania wbrew przepisom – zapewniały zaraz po pobiciu profesora Tramwaje Warszawskie.
Okazało się, że motorniczy tramwaju, w którym doszło do incydentu, nie zareagował odpowiednio. Kazał bić się pasażerom na zewnątrz.
Profesor odpowiedział, że został zaatakowany, prosił o wezwanie policji, ale radio motorniczego nie działało.
Za swoje zachowanie motorniczy został ukarany naganą, nie dostał też miesięcznej premii. Policja cały czas szuka napastnika, który pobił wykładowcę UW.