Reklama

Miliony za zmiany w szkołach

Miasta przymierzają się do batalii sądowej o zwrot wydatków związanych z reformą.
Minister Anna Zalewska zapewniała, że reforma będzie bezkosztowa.

Minister Anna Zalewska zapewniała, że reforma będzie bezkosztowa.

Foto: Fotorzepa/ Jerzy Dudek

Nie rząd, ale miasta i gminy poniosły potężne wydatki związane z przeprowadzoną w ubiegłym roku reformą edukacyjną. Teraz walczą z Ministerstwem Edukacji Narodowej o zwrot poniesionych nakładów.

Reformę edukacji rząd PiS przeprowadził w ekspresowym tempie. Zniknęły gimnazja, a naukę w szkole podstawowej, która trwa teraz osiem lat, zaczynają nie sześcio-, lecz siedmiolatki.

Milionowe wydatki

Samorządy musiały przygotować szkoły do tych zmian, m.in. zaadaptować pomieszczenia na dodatkowe klasy oraz oddziały w przedszkolach, a także wyposażyć je w pomoce naukowe m.in. do nauki biologii, chemii, fizyki. Dodatkowe środki pochłonęły odprawy dla zwalnianych nauczycieli.

– Jeżeli rząd przeprowadza jakąś reformę, to tenże rząd musi zapewnić pieniądze na jej wykonanie – twierdzi Wiesław Banaś, zastępca dyrektora Wydziału Oświaty UM w Poznaniu. – Tymczasem nas zmuszono do wydatkowania ponad 16 milionów złotych.

Poznańscy samorządowcy policzyli, że za te pieniądze mogliby wybudować dwa duże 8-oddziałowe przedszkola, trzy sale gimnastyczne, zmodernizować 64 boiska oraz 160 placów gier i zabaw.

Reklama
Reklama

W innych dużych miastach wydatki są równie wysokie. Łódzki samorząd na przystosowanie obiektów i pomoce dydaktyczne wydał ponad 6 mln zł. Kolejne ok. 2,3 mln zł – na odprawy. W stolicy wydatki były jeszcze wyższe. Miasto wyliczyło je na 52,6 mln zł.

W gdańskich placówkach na doposażenie szkół wydano łącznie 8 mln. W Bydgoszczy wydatki te wyniosły 4,2 mln zł, a odprawy dla nauczycieli – 1,14 mln zł. W Olsztynie – 2,8 mln zł, w Szczecinie – 18 mln zł (aż 11 mln kosztowało przygotowanie miejsc w przedszkolach dla dzieci sześcioletnich). W Lublinie koszty reformy to 3,6 mln zł. Kraków wydał w sumie 6,6 mln zł.

– Taki haracz płacą wszystkie samorządy. Jeżeli dodamy do tego pieniądze na inwestycje i remonty, pochodzące całkowicie od gmin, to mamy pełny obraz tego, że wyzwania rozwoju edukacji spoczywają na barkach samorządów. Rząd chce decydować, natomiast płatnikami są samorządy – komentuje Piotr Kowalczuk wiceprezydent Gdańska.

Walczą o zwroty

Włodarze miast robią teraz wszystko, by wywalczyć od MEN zwrot poniesionych kosztów. Jak informuje nas Ministerstwo Edukacji, do tej pory wpłynęło do nich 1131 takich wniosków. – Pozytywnie rozpatrzono i przekazano do realizacji 926 – wyjaśnia Anna Ostrowska, rzeczniczka resortu.

Problem w tym, że często samorządowcy musieli wnioski te pisać kilka razy, np. Poznań czterokrotnie. Jak dotąd starania te nie przyniosły wymiernych efektów.

W niektórych miastach udało się wywalczyć dodatkowe pieniądze. Tyle że są one znacznie niższe od rzeczywistych wydatków. – Z budżetu centralnego Kraków otrzymał w sumie ok. 1,6 mln zł – wylicza Małgorzata Tabaszewska z krakowskiego ratusza. To zaledwie 25 proc. dołożonej sumy.

Reklama
Reklama

Łódź dostała łącznie 110 tys. zł. Z kolei na odprawy dla zwalnianych nauczycieli otrzymali zaledwie jedną czwartą wydanej kwoty. Dlaczego? W odpowiedzi MEN napisało im, że „miasto nie przekształca gimnazjów w szkoły podstawowe, więc zwrotów nie otrzyma". Także Gdańsk występował do MEN z kilkoma wnioskami o dofinansowanie prac związanych z reformą oświaty. – Ministerstwo pozytywnie rozpatrzyło dwa. Łącznie z MEN Gdańsk otrzymał ok. 0,5 mln zł – mówi Anna Mizera-Nowicka z gdańskiego ratusza. W innych miastach jest podobnie.

Skąd takie różnice? – Wnioski niektórych samorządów opiewały na bardzo wysokie kwoty, znacznie przewyższające średnie kwoty wnioskowane z pozostałych samorządów, więc żeby zapewnić sprawiedliwy i racjonalny podział rezerwy, musiał być nałożony maksymalny limit dofinansowania – tłumaczy Anna Ostrowska.

Szykują pozwy

W październiku 2017 r. Warszawa wystąpiła do MEN o pokrycie pełnych kosztów reformy. – Niestety, wniosek ten rozpatrzony został negatywnie – tłumaczy Agnieszka Kłąb, rzeczniczka ratusza.

To dla Warszawy spory problem, bo już teraz subwencja w przypadku Warszawy od wielu lat pokrywa tylko około połowy wydatków edukacyjnych. – Dlatego analizujemy możliwości prawne dochodzenia od Skarbu Państwa pełnego pokrycia kosztów reformy systemu szkolnego – zapowiada Agnieszka Kłąb.

Także Monika Pawlak z łódzkiego ratusza zapowiada, że miasto rozważa podjęcie kroków prawnych. – Prawnicy Urzędu Miasta Łodzi analizują dokumenty i przepisy. Szykują też pozew o zwrot kosztów wdrażania reformy, która wedle zapewnień minister Zalewskiej miała być dla samorządów bezkosztowa – wyjaśnia urzędniczka.

Edukacja
„Pokoloruj drwala” na maturze z matematyki. Mamy komentarz wiceszefowej MEN
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Edukacja
Tylko 700 absolwentów rocznie. Zainteresowanie tym kierunkiem studiów spada
Edukacja
Pisownia na nowo. Co zmieni się w polskiej ortografii od przyszłego roku?
Edukacja
Działaj i decyduj, czyli jak nauczyć młodych ludzi sprawczości
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama