Jakie jest dziś największe wyzwanie związane z prowadzeniem muzeum Marii Skłodowskiej-Curie znajdującym się w budynku tak silnie wpisanym w jej historię?
Naszym największym wyzwaniem jest ograniczona przestrzeń. Jesteśmy w fantastycznym miejscu, w turystycznym centrum Warszawy. Mamy tu autentyczne miejsce urodzenia Marii Skłodowskiej-Curie i to właśnie przyciąga odwiedzających. Kamienica jest piękna, znakomicie zlokalizowana, a atmosfera jest wręcz domowa. Natomiast opowiadamy o postaci ogromnego formatu i musimy zrobić to na zaledwie dwustu metrach kwadratowych, bo tyle mniej więcej wynosi nasza obecna przestrzeń wystawiennicza.
Dlatego wspólnie z naszym Organizatorem, miastem stołecznym Warszawą, planujemy poszerzenie wystawy stałej. Pracujemy nad nową ekspozycją, którą chcemy pokazać nie na jednym piętrze, tak jak teraz, tylko na wszystkich trzech piętrach muzeum. Myślimy też o ogólnym powiększeniu przestrzeni muzeum o drugą siedzibę, żebyśmy mogli funkcjonować w lepszych warunkach i prowadzić jeszcze więcej działań edukacyjnych i promocyjnych, na które mamy tysiące pomysłów.
Poza tym wszystko nam sprzyja. Sprzyja nam sama postać – wspaniała, cudowna, rozpoznawalna, znana, o niezwykłej biografii. Sprzyja nam też temat, bo opowieść o Marii to opowieść o historii, ale też o nauce. Nauce, która bywa postrzegana jako trudna, a zarazem fascynująca. Jeśli opowiada się o nauce przez pryzmat konkretnej postaci, z krwi i kości, o tak niezwykłej biografii jak Maria, znacznie łatwiej mówić o niej inaczej niż w podręcznikowy sposób. Sprzyjają nam też pewne trendy: Warszawa staje się miastem turystycznym, Polska jest coraz bardziej rozpoznawalna na świecie. Sprzyja nam również to, że coraz więcej mówi się o prawach kobiet, o ich realnym równouprawnieniu, a także o kobietach w nauce.
W jakim kierunku zmierzają prace nad wystawą stałą i czego można się po niej spodziewać, jaką historię zamierza opowiedzieć? Co nowego zaoferuje komuś, kto już odwiedził muzeum i zna to miejsce?
Będzie to całkowicie nowa opowieść. Dodatkowo bardzo wielowymiarowa, która opowie o Marii w nowy sposób. Nie jest bowiem tak, że wiemy już o niej wszystko. Okazuje się, że jeśli przyjrzymy się archiwom – zarówno rodzinnym, jak i np. archiwom paryskim – wciąż odkrywamy o niej nowe rzeczy. Ale przede wszystkim chcemy, żeby nasi goście przyszli do nas i usłyszeli fascynującą, porywającą opowieść o prawdziwym człowieku. Nie o postaci z brązu, nie o postaci z podręczników. Większość osób wie, że Maria zdobyła dwa Noble. Tylko jak o tym opowiadać, żeby nie zamieniła się w pomnik, a pozostała żywą, złożoną osobą?
Trzeba sięgnąć do tego, co ludzkie, i do tego, co uniwersalne. To, co w życiorysie Marii jest niezwykle wzruszające, to fakt, że z jednej strony była geniuszką, ale z drugiej strony naprawdę doświadczała pełni ludzkiego losu i zmagała się z wieloma problemami, z którymi zmagamy się także dziś. Maria nie była tylko wielką naukowczynią. Była matką, żoną, córką. Miała niezwykle kochającą rodzinę. Podróżowała po świecie. Miała także życie uczuciowe i to, powiedziałabym, dosyć intensywne.
Czytaj więcej
Na początku XX wieku odkrycie promieniotwórczości wywołało globalną euforię. Nowo odkryte pierwiastki uznano za cudowne źródło wiecznej młodości i...
Chcemy też lepiej i szerzej pokazać samą naukę. Wiele osób przychodzi do nas z myślą, że chce zrozumieć, na czym polegały badania Marii, jak odkryła nowe pierwiastki, jakie miało to znaczenie i jaki ma to związek z dzisiejszym światem. Chcemy mówić o nauce tak, by nikt nie musiał się jej bać. Przeciwnie– żeby mógł się nią zafascynować. Bardzo wspiera nas w tym nasz drugi Organizator, Polskie Towarzystwo Chemiczne.
Oczywiście większa przestrzeń pozwoli nam także pokazać więcej obiektów, które mamy w magazynach. Bardzo ciekawych przedmiotów związanych z Marią Skłodowską-Curie, w tym jej listów i osobistych przedmiotów. Muzeum to przecież przede wszystkim opowieść zbudowana wokół muzealiów.
W jaki sposób wystawa opowie o nauce i o tym, jak Maria odkrywała i prowadziła badania? Czy będzie stawiała raczej na formę klasyczną, czy na interaktywność, która pozwoli zainteresować nią także tych, dla których szkolna fizyka i chemia nie były szczególnie porywające?
Właśnie takie negatywne wspomnienia chcemy odczarować, bo nauka jest czymś absolutnie fascynującym, tylko trzeba ją odpowiednio pokazać. Maria miała ogromne szczęście, że przyszła na świat w rodzinie nauczycielskiej. Jej rodzice byli niezwykle świadomi i bardzo chcieli rozbudzać w swoich dzieciach pasję poznawania świata. Ona pytała i otrzymywała odpowiedzi. My chcemy zrobić to samo. Pragniemy, aby prezentacja nauki miała również wymiar interaktywny, żeby nasi goście mogli samodzielnie wykonać pewne doświadczenia. Ale nie chcemy robić konkurencji Centrum Nauki Kopernik. To wspaniała instytucja, z którą współpracujemy i która jest nam bliska, ale centra nauki są czymś innym niż muzea.
My zamierzamy pokazywać naukę bardziej przez pryzmat historii nauki. Dzięki historii nauki możemy wrócić do czasu sprzed odkryć Marii i Piotra, zobaczyć, jakie pytania sobie zadawali, co ich dziwiło, co wydawało się niezwykłe i w jaki sposób to badali. Chcemy pokazać, jak stawiali pytania i weryfikowali hipotezy, pozwolić naszym gościom poczuć się trochę tak, jakby „wchodzili w buty” Marii i Piotra i tym samym odczuć fascynację pewnymi pytaniami oraz szukaniem na nie odpowiedzi.
Aby dotrzeć do istoty tego, czym jest nauka?
Owszem, aby uwidocznić to, że nauka opiera się na pytaniach, hipotezach i ich weryfikowaniu. Historia Marii Skłodowskiej-Curie i historia badań nad promieniotwórczością znakomicie pokazują, jak nauka działa i dlaczego jest wiarygodna. A to jest niezwykle silnie związane ze współczesnymi wyzwaniami i problemami.
Bardzo potrzebujemy społecznego zaufania do nauki, żeby ludzie, podejmując życiowe decyzje, myśląc na przykład o swoim zdrowiu, opierali się na dowodach naukowych, a nie tylko na tym, co przeczytają w internecie. Trzeba wyjaśnić, że błędy popełniane przez naukowców wcale nie negują wartości samej nauki. Błąd jest czasami niezwykle ważną informacją. Jeśli stawiamy hipotezę, weryfikujemy ją i okazuje się, że jest nieprawdziwa, to dowiadujemy się czegoś bardzo istotnego. Myślę, że dzięki temu możemy trochę uczyć się życia. W życiu też nie należy bać się błędów – one są w nie wpisane i mogą mieć dużą wartość.
Nawet Maria popełniała błędy, a inni naukowcy te błędy weryfikowali. I właśnie na tym polega potęga nauki: nie jest dziełem jednej osoby. Oczywiście mówimy głównie o odkryciach Marii, ale nie tylko. Pokazujemy również innych naukowców, z którymi współpracowała i którzy badali zjawiska związane z promieniowaniem, takich jak choćby Ernest Rutherford, żeby pokazać, że nauka nie jest dziełem jednego geniusza, lecz wspólnym, zbiorowym wysiłkiem.
Czytaj więcej
Na ścianie w Ołomuńcu spotykają się dwa porządki: monarchiczny splendor i naukowa praca. Symbolizują je postaci króla Edwarda VII, pokazanego z sel...
Zwiedzający mają się poczuć zachęceni do prowadzenia własnych badań?
Jak napisała jedna z naszych zwiedzających: nie wszyscy jesteśmy naukowcami i nie wszyscy jesteśmy tak genialni jak Maria, ale wszyscy możemy żyć w zgodzie ze swoimi wartościami i dać coś od siebie innym. Wszyscy możemy dokonać w życiu rzeczy wielkich, tak jak ona. Takie właśnie ma być przesłanie naszego muzeum.
Czy w powszechnej świadomości utrwalił się o Marii Skłodowskiej-Curie jakiś mit, który warto dziś sprostować?
O... trochę tego jest. Cały czas ze zdziwieniem odkrywamy, że pewne utarte schematy i przyjęte tezy wcale nie są prawdziwe. Dobrym przykładem jest historia związana z obecną wystawą czasową poświęconą rowerowym podróżom Marii i Piotra. Ta wystawa opiera się na bardzo słynnym zdjęciu, na którym Maria i Piotr stoją z rowerami. Zawsze opisywano je jako zdjęcie z ich ślubu, bo wiemy, że rzeczywiście dostali rowery jako prezent ślubny i pojechali potem w podróż poślubną na rowerach. Ale gdy zaczęliśmy się temu przyglądać, okazało się, że na zdjęciu kwitną kwiaty, które nie mogły kwitnąć w miesiącu ich ślubu, czyli w lipcu. Czyli nie jest to zdjęcie ślubne. To tylko drobny przykład, że kiedy próbujemy weryfikować pewne przyjęte o Marii tezy, czasami okazuje się, że coś nie ma potwierdzenia w rzeczywistości.
Bardzo słynnym przykładem, chyba najmocniejszym, jest kwestia znanego cytatu, który pojawia się w bardzo wielu miejscach i jest przypisywany Marii Skłodowskiej-Curie: „Niczego w życiu nie należy się bać, należy to tylko zrozumieć”. Nigdzie nie ma potwierdzenia, że Maria kiedykolwiek to powiedziała. Zbadaliśmy tę kwestię dość dokładnie, pytaliśmy naszych kolegów z Francji. Nie ma tego w źródłach. A cytat jest wszędzie.
Dlatego praca nad wystawą to także weryfikowanie faktów. Jeśli słyszymy „Maria Skłodowska-Curie”, większość osób widzi starszą panią z kokiem, samotną w laboratorium. Oczywiście w pewnym momencie była starszą panią i faktycznie nosiła kok, ale to był tylko fragment jej życia. Była też młodą kobietą, miała bardzo bogate życie uczuciowe, pełne pasji. Pięknie tańczyła, jeździła konno, chodziła po górach, pływała w morzu, jeździła na rowerze i na nartach.
Zatem praca muzealnika przypomina trochę pracę detektywa?
Tak, to jest bardzo fajna część tej pracy. Nasza „detektywistyczna praca” dotyczy przede wszystkim obiektów, które mamy w zbiorach. Odkrywanie rękopisów Marii, notatek, które robiła na marginesie podręczników, to uczucie, którego nie da się z niczym porównać. Dzięki temu odsłaniają się przed nami fragmenty jej życia, ale też fragmenty życia osób, z którymi była związana.
Maria pisała mnóstwo listów, mnóstwo. Mogę przytoczyć tu przykład najsłynniejszych listów, które ostatnio wydaliśmy, czyli listów Marii do Alberta Einsteina. Pokazują one tę postać z zupełnie nieznanej strony – jako osobę zaangażowaną w życie publiczne, a nawet w politykę międzynarodową, ponieważ współpracowała z nim w Międzynarodowej Komisji Współpracy Intelektualnej przy Lidze Narodów. Ich celem było wspólne budowanie pokoju na świecie.
Maria była też liderką, interesowało ją wiele spraw, nie była wyłącznie panią siedzącą samotnie w laboratorium?
Tak, Maria była postacią niezwykle wszechstronną. Większość ludzi myśli: Maria Skłodowska-Curie to nauka. I oczywiście laboratorium było jej główną życiową pasją. Uważnie wybierała swoje zaangażowania pozanaukowe, bo bardzo świadomie zarządzała swoim czasem i uwagą.
Jeden wątek jej aktywności jest dla mnie niezwykle poruszający: Maria jako liderka, która naprawdę utorowała drogę innym kobietom w nauce. W dosłownym sensie. Wspierała kobiety w swoim laboratorium w Instytucie Radowym w Paryżu. Zatrudniała tam prawie tyle samo kobiet, co mężczyzn, co w tamtych czasach nie było normą. Ona autentycznie dawała kobietom możliwość rozwoju. A potem te kobiety wracały do krajów swojego pochodzenia i nierzadko otwierały drogę kolejnym kobietom w nauce.
Dobrym przykładem jest Alicja Dorabialska – Polka, która pracowała u Marii w laboratorium w Paryżu, a potem wróciła do kraju. Była pierwszą polską profesorką uczelni technicznej w Polsce, a po II wojnie światowej na Politechnice Łódzkiej była dziekanem Wydziału Chemicznego. Wzruszają mnie zdjęcia, gdzie Maria stoi w otoczeniu kobiet, które wykształciła.
A przecież kojarzymy ją głównie ze zdjęć, gdzie otaczają ją wyłącznie mężczyźni.
To prawda. To było też moje osobiste odkrycie. Gdy zaczęłam poznawać kolejne książki o Marii, doszłam do wniosku, że ona naprawdę otworzyła drogę dla innych kobiet w nauce, chociaż nie uważała się nigdy za feministkę. Jej celem nie było promowanie kobiet. Jej celem była sprawiedliwość i ocenianie wszystkich według tego, co mogą z siebie dać, choćby w laboratorium. Traktowała po prostu kobiety i mężczyzn równo.
To oczywiście nie znaczy, że jestem przeciwna parytetom. Uważam, że czasami są potrzebne, by przyspieszyć pewne procesy. Ale faktycznie myślę, że przyjrzenie się, w jaki sposób Maria dawała kobietom szansę, może nas dziś bardzo wiele nauczyć o wspieraniu kobiet i równości.
Jednocześnie w Polsce zbyt łatwo zapominamy, że Maria swoich największych odkryć dokonała wspólnie z Piotrem Curie.
To było wspaniałe małżeństwo, traktowali się absolutnie partnersko. Nobla początkowo chciano przyznać tylko Piotrowi. On zaprotestował i powiedział, że bez żony nie zamierza go odbierać. Na pierwszym dyplomie noblowskim Marię wpisano jako jego żonę. Dzisiaj sytuacja się odwróciła. Powinniśmy częściej przypominać, że pracowali razem.
Maria niezwykle ceniła Piotra. Pierwsza nienaukowa książka, którą napisała, była wspomnieniem o nim. Osobiście bardzo się cieszę, że Maria i Piotr zostali patronami przyjaźni polsko-francuskiej na mocy zeszłorocznego traktatu w Nancy. I że Dzień Przyjaźni Polsko-Francuskiej obchodzony jest w dniu, kiedy ich prochy zostały przeniesione do Panteonu.
Musimy jednak pamiętać, że pomysł na badania nad tzw. promieniami Becquerela był pomysłem Marii. Piotr przyłączył się do tych badań dopiero w momencie, kiedy było już wiadomo, że dzieje się tam coś niezwykle ciekawego.
MARIA SKŁODOWSKA-CURIE UTOROWAŁA DROGĘ INNYM KOBIETOM W NAUCE. W DOSŁOWNYM SENSIE, BO DAWAŁA MOŻLIWOŚĆ ROZWOJU
Czy w zbiorach muzeum znajduje się obiekt lub dokument, który jest Pani szczególnie bliski i o którym warto mówić więcej?
Jest wiele eksponatów, które bardzo lubię i do których jestem osobiście bardzo przywiązana. Powiem może o trzech obiektach z różnych okresów życia Marii.
Mamy w kolekcji odręcznie przepisane – pięknym, starannym pismem – przez matkę Marii, Bronisławę Skłodowską, „Śpiewy historyczne” Juliana Ursyna Niemcewicza. Kobiety przepisywały odręcznie książki, bo pod zaborem rosyjskim nie można było publikować książek po polsku. Niewiele jednak zachowało się do dziś tego typu dokumentów. Te książki potem czytały swoim dzieciom, aby mogły poznać polską kulturę. To bardzo poruszające.
Drugi mój ulubiony eksponat to lampa rentgenowska z czasów I wojny światowej. Maria w czasie Wielkiej Wojny, już jako podwójna noblistka i dyrektorka Instytutu Radowego w Paryżu, przerywa na pewien czas pracę naukową i zajmuje się zorganizowaniem samochodów, które z aparaturą rentgenowską jeżdżą blisko linii frontu, pozwalając prześwietlać rannych żołnierzy. Maria wykonuje tę pracę ze swoją nastoletnią córką Ireną, kształci też kobiety, które stają się rentgenolożkami. Szacuje się, że dzięki tej całej akcji uratowano około miliona żołnierzy – ich życie i zdrowie. Ta praca jest jednak dla Marii wyrokiem śmierci, ponieważ lampy emitują ogromną ilość promieniowania rentgenowskiego. Dziś rentgen to nic – więcej promieniowania przyjmujemy, lecąc samolotem. Prawdopodobnie przez przyjęcie tak dużej dawki promieniowania z owych lamp Maria zmarła na szybko postępującą białaczkę.
Ostatni eksponat to waga piezoelektryczna, która pozwalała za pomocą kryształowej płytki, mierzyć radioaktywność z taką precyzją, że umożliwiło to odkrycie radu i polonu. Powstała na bazie odkrycia dokonanego wcześniej przez Piotra i jego brata Jacques’a Curie. I piękne jest w tej historii to, że gdyby Maria nie poznała Piotra, gdyby się nie pobrali i nie współpracowali, nie byłoby wagi piezoelektrycznej w tym układzie, a więc prawdopodobnie nie doszłoby do tych wszystkich odkryć. Ta waga jest więc pięknym symbolem tego, jak nieoczekiwane są ścieżki losu – kogo spotykamy, z kim się wiążemy i jak kluczowe są relacje i współpraca.
Jakie jeszcze inicjatywy planuje muzeum w najbliższym czasie?
Generalnie bardzo pragniemy poszerzyć naszą ofertę dla gości tak, żeby każdy mógł znaleźć tu coś dla siebie. Dzisiejsze muzea już dawno nie są miejscami, gdzie tylko ogląda się wystawy. To miejsca, gdzie przychodzi się po wiedzę, rozrywkę i dobrą kulturę, więc takich działań w naszym portfolio jest sporo.
Organizujemy spacery śladami Marii Skłodowskiej po Warszawie – zarówno piesze, jak i rajdy rowerowe. Mamy też ofertę edukacyjną, bo organizujemy różnego rodzaju lekcje muzealne, a wśród nich największym powodzeniem cieszą się warsztaty, podczas których wykonujemy doświadczenia chemiczne. Robimy to właśnie po to, żeby rozbudzić w naszych najmłodszych gościach ciekawość i dać im poczucie, że nauka jest czymś bardzo pięknym. Bardzo cieszę się z tego, że w tym roku udało nam się nawiązać współpracę z Teatrem Starym w Lublinie. Jesteśmy już po prapremierze monodramu o Marii, gdzie główną rolę gra pani Agnieszka Przepiórska, fantastyczna aktorka i monodramistka. Już od czerwca będzie można go oglądać w Teatrze Starym w Lublinie, a potem w różnych miejscach w całej Polsce. Natomiast w lipcu będą Dni Starówki, podczas których zorganizujemy specjalny koncert. Już trzeci rok z rzędu zapraszamy artystów, którzy w czasie Dni Starówki śpiewają i grają z balkonu, a ludzie mogą po prostu stanąć na ulicy i posłuchać. Naprawdę dużo się w naszym muzeum dzieje.
Czytaj więcej
Polska nauka z jednej strony dysponuje świetnymi kadrami i może pochwalić się międzynarodowymi sukcesami, z drugiej - wciąż zderza się z murem w po...
Czy uważa Pani, że w Polsce wystarczająco wykorzystujemy postać Marii w popkulturze?
Maria istnieje mocno w naszej kulturze. Pojawia się też w bardzo ciekawych kontekstach społecznych. Kiedy patrzyłam na ostatni protest naukowców, były tam plakaty z Marią, na których widniały hasła: „Dziś też wyjechałabym z Polski”. Widać więc, że Maria spontanicznie pojawia się tam, gdzie są emocje społeczne.
Natomiast myślę, że w popkulturze dużo jeszcze przed nami, mimo że powstało sporo filmów o Marii. Marzy mi się nasz własny musical. Widziałam koreański musical o Marii w Londynie i choć nie miał on za wiele wspólnego z historycznymi faktami, to jest to porywająca opowieść, pokazująca, że tę postać można interpretować na wiele różnych sposobów i dzięki temu opowiadać o wielu ważnych kwestiach.
Przydałby się zatem serial od Netflixa?
Zdecydowanie tak – a nawet jeszcze lepiej, serial Telewizji Polskiej. Potrzebujemy też kolejnych książek o Marii, zarówno opartych na historycznych źródłach, jak i takich, które będą autorskimi interpretacjami jej historii. W tym roku bardzo ucieszyła nas zrobiona razem z Orlenem akcja z muralami. Ten mural zrobił absolutną furorę. To też pokazuje ogromny potencjał Marii w kontekście popkultury i street artu. Myślę, że im więcej Marii, tym lepiej.
Dlaczego wciąż warto wracać do historii Marii Skłodowskiej-Curie?
Ponieważ jej historia może nam pomóc i dodać odwagi. Żyjemy w czasach trudnych i niepewnych. Ale pomyślmy o Marii i o jej życiu. Urodziła się na prowincji Cesarstwa Rosyjskiego, w mieście, gdzie kobiety nie mogły studiować. Zaczynała życie w czasach dorożek, a umierała, gdy latały samoloty. Mimo tych okoliczności dokonała rzeczy nieprawdopodobnych. Zmieniła nasze postrzeganie materii i otworzyła niezwykłe perspektywy rozwoju technologii. Historia Marii to także opowieść o tym, że warto żyć dla innych, warto zastanowić się nad tym, co mogę dać z siebie światu, ludziom wokół, społeczeństwu. I że to przynosi satysfakcję, szczęście i spełnienie. Naturalnie jest to też historia o tym, że warto zaufać nauce i że nauka jest czymś bardzo pięknym.
Barbara Gołębiowska – menadżerka kultury, muzealniczka, edukatorka. Dyrektorka Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, realizująca strategiczny plan rozwoju instytucji i stworzenia nowej wystawy stałej. Absolwentka Akademii Przywództwa Kobiet LiderShe w Akademii Leona Koźmińskiego, podyplomowych studiów z zakresu ochrony dziedzictwa na Politechnice Warszawskiej oraz historii sztuki na Uniwersytecie Warszawskim. Certyfikowana trenerka interpretacji dziedzictwa, dwukrotna stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2019, 2024). W swojej pracy szczególną uwagę poświęca opowiadaniu historii kobiet, traktując Marię Skłodowską-Curie jako inspirację do wzmacniania widzialności, sprawczości i przywództwa kobiet w nauce i w sferze publicznej.