Co zrobić, by nauka stała się realnym motorem napędowym gospodarki i stałym elementem codzienności każdego Polaka? O tym dyskutowali wybitni przedstawiciele świata nauki i jej popularyzatorzy oraz reprezentanci biznesu w Planetarium Centrum Nauki Kopernik. Spotkanie uświetniło konferencję, podczas której ogłoszono zawarcie partnerstwa między Orlenem a Centrum Nauki Kopernik, w wyniku czego koncern został Mecenasem Głównym instytucji i Wyłącznym Partnerem Planetarium.

Dlaczego fakty już nie wystarczają?

Robert Firmhofer, dyrektor Centrum Nauki Kopernik, zwrócił uwagę, że jako społeczeństwo nie ufamy naukowcom i efektom ich pracy. W świecie akademickim panuje przekonanie, że lekarstwem na sceptycyzm jest podanie większej liczby faktów. To, niestety, nie działa. Przynależąc do konkretnych grup, w których panują określone przekonania, pewne fakty wypieramy. Często nowe odkrycia traktujemy jako atak na naszą tożsamość. – Trzeba by zacząć odbudowywać to zaufanie wokół wartości, które nas łączą, jak bezpieczeństwo, rodzina, zdrowie – mówił dyrektor.

Fizyk Maciej Wojtkowski patrzy na problem z perspektywy przeciętnego Kowalskiego. Większość Polaków nie rozumie sprawczości nauki i jej funkcji, bo brakuje namacalnych dowodów jej działania w codziennym życiu. – Staliśmy się społeczeństwem kolonialnym, które wszystko importuje. Nie wytwarzamy wystarczająco dużo własnych dóbr technologicznych, które przekonywałyby ludzi do wartości rodzimej nauki. A jak się czegoś nie rozumie, to się temu nie ufa – mówił.

Inne bariery wskazał prof. Piotr Wachowiak, rektor SGH. Pierwsza to dezinformacja. Państwo i instytucje naukowe nie radzą sobie z walką z fake newsami, co prowadzi do głębokiej destabilizacji społecznej. Innym problemem jest hermetyczność nauki i języka, jakim posługują się naukowcy. Jest on niezrozumiały dla ogółu. – Nie potrafimy też posługiwać się chwytliwymi, obrazowymi przykładami. Mam na myśli choćby marnowanie potencjału wizerunkowego polskich ikon nauki, jak dr Sławosz Uznański. Społeczeństwo musi zobaczyć w nim wybitnego, twardo stąpającego po ziemi naukowca, a nie „pana od pierogów”, który poleciał w kosmos na wycieczkę – tłumaczył rektor.

Foto: Fot. Krzysztof Szlęzak

Edukacja na nową modłę

Istotne jest, by pokazywać naukę jako proces. Medialne odkrycia są efektem długiej, żmudnej pracy poprzedzonym wieloma niepowodzeniami, chybionymi próbami. Droga do sukcesu nie jest usłana różami. Pisała o tym w swojej autobiografii Maria Skłodowska-Curie, która wspominała badania prowadzone wraz z mężem w prowizorycznej szopie służącej im za laboratorium jako najlepszy czas w jej życiu, choć okupiony licznymi porażkami, błędami i niepowodzeniami.

Milena Ratajczak, astronomka, pracownica Obserwatorium Astronomicznego UW, zwracała uwagę na mało zachęcający system krajowej edukacji. – Wciąż króluje podejście testowe z zasadą „zakuć i zapomnieć”. Potrzeba w tym zakresie zmian, również na poziomie studenckim – mówiła. Nauka powinna być też szerzej obecna w mediach. Astronomce wtórował Robert Firmhofer, dyrektor Centrum Nauki Kopernik. – W szkole uczymy przedmiotów przyrodniczych jak katechizmu, prawd wiary. Nie poprzez doświadczenie i praktykowanie – zaznaczał. Centrum Nauki Kopernik swoją działalnością wychodzi poza ten schemat. Ale zmiany w edukacji muszą być szersze, szkoła powinna też zwiększać apetyt na ryzyko, budować porozumienie między środowiskami, które mówią innymi językami. – To wyzwanie kulturowe i edukacyjne, bez którego nic się nie zmieni – podkreślał Firmhofer.

Młodzi ludzie, którzy w naturalny sposób korzystają z technologii, wciąż nie uświadamiają sobie, jaki potencjał się w niej kryje. Nikodem Rudziński, popularyzator nauki, postuluje zmianę mentalną: musimy uczyć młodzież operatywności i kreatywności. – Trzeba rozwijać w młodych ludziach myśl przedsiębiorczości, przekonując ich, że każdy może zrobić dużo większe rzeczy niż mu się wydaje. Trzeba wśród nich budować wiarę we własne możliwości. W USA od początku edukacji szkolnej przekazuje się uczniom, że powinni się rozwijać, szukać rozwiązań, wychodzić ze strefy komfortu – informował Rudziński.

Czytaj więcej

Z laboratorium na linię frontu

Finansowanie i kultura ryzyka

Istotnym problemem w Polsce jest finansowanie nauki. Prof. Maciej Wojtkowski, fizyk, krytykuje nadmierną biurokrację związaną z wydatkowaniem środków publicznych. – Pieniądz publiczny jest mocno zbiurokratyzowany, ogranicza kreatywność, jest przeregulowany. My potrzebujemy się od tego uwolnić. (…) Potrzebujemy jak tlenu finansowania, które umożliwi nam używanie pieniądza tak, jak to robią przedsiębiorcy – mówił. Rozwiązaniem mogłyby być bardziej zbalansowane proporcje finansowania nauki między sektorem państwowym a prywatnym. Z czego wynika zbyt małe zaangażowanie biznesu? W dużej mierze z braku wzajemnego zrozumienia. Biznes ma nieracjonalne oczekiwania od nauki – wkładając w dany projekt środki, chce szybkiego ich zwrotu. Tymczasem nauka wymaga czasu.

Rektor SGH, Piotr Wachowiak, przypominał, że inwestycje w naukę są w dłuższym horyzoncie czasowym opłacalne. Przytoczył kluczowy wskaźnik: każda jedna złotówka zainwestowana w naukę wraca do budżetu jako 8-12 złotych wzrostu PKB w długiej perspektywie. 

Nie bez znaczenia są uwarunkowania kulturowe.  – Jesteśmy społeczeństwem konserwatywnym, o niezwykle niskim apetycie na ryzyko. Chcemy innowacji, ale tylko takich, które gwarantują sto procent sukcesu, co w nauce jest niemożliwe – zaznacza Robert Firmhofer z Centrum Nauki Kopernik. 

Rola biznesu i szansa transformacji

Ewa Sowińska, członkini rady nadzorczej Orlenu, zauważa, że biznes i uczelnie zbyt długo stały na przeciwległych biegunach. Zabrakło łączników między praktykami a teoretykami. Pożądane są rozwiązania systemowe, które pozwolą przełamać ten pat.

Sowińska zaznaczała, że wszystko, co firma inwestuje w naukę, ma pozostać w systemie i służyć całemu krajowi. Duże szanse dla sektora nauki widzi w trwającej transformacji energetyki. W Polsce toczy się szereg procesów, w ramach których biznes wdraża nowoczesną myśl technologiczną. Celem jest, by inwestycje realizowały w jak największy stopniu polskie firmy. – Jeśli nauka nie włączy się w ten proces, nie skorzysta na nim. Musimy się spotkać w pół drogi – mówiła.

Orlen zaangażowany jest w proces łączenia nauki i biznesu. Wchodzi też coraz mocniej w mecenat nauki, czego dowodem jest choćby podpisanie partnerstwa z Centrum Nauki Kopernik czy wcześniej objęcie mecenatem Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie. Angażować się będzie również w program „Przyszłość. Podaj dalej”, obejmujący m.in. Klub Młodego Odkrywcy, od lat koordynowany i rozwijany przez Centrum Nauki Kopernik (w ramach którego młodzi pasjonaci nauki poznają świat poprzez samodzielne eksperymentowanie). Celem jest wyjście z programem poza wielkie ośrodki miejskie. W ciągu najbliższych dwóch lat program ma ustanowić stałą obecność nauki we wszystkich powiatach w Polsce. – Chodzi o to, by próg wejścia do świata nauki był jak najniższy, ale sufit pozostał zawieszony niezwykle wysoko – podsumował dyrektor Centrum Nauki Kopernik.