Co zrobić, by nauka stała się realnym motorem napędowym gospodarki i stałym elementem codzienności każdego Polaka? O tym dyskutowali wybitni przedstawiciele świata nauki i jej popularyzatorzy oraz reprezentanci biznesu w Planetarium Centrum Nauki Kopernik. Spotkanie uświetniło konferencję, podczas której ogłoszono zawarcie partnerstwa między Orlenem a Centrum Nauki Kopernik, w wyniku czego koncern został Mecenasem Głównym instytucji i Wyłącznym Partnerem Planetarium.

Kontrast w życiu, kontrast na murze

Sam wybór Marii Skłodowskiej-Curie nie jest przypadkowy. Jej postać jest trwale obecna w kulturze, wystarczy kilka znaków rozpoznawczych, by uruchomić cały łańcuch skojarzeń. Nauka, laboratorium, odkrycie, upór, przełamywanie barier, kobieca obecność w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Na murze w Ołomuńcu wszystkie te znaczenia łączą się w jednym mocnym przedstawieniu. Skłodowska-Curie nie wygląda tu jak spiżowy symbol, to kobieta, która swoją pozycję wypracowała nadludzkim wysiłkiem. Znalazła się w tym miejscu, bo na to zasłużyła. To dlatego jej obraz tak mocno oddziałuje: nie opiera się na dekoracyjności, lecz na sensie.

Kontrast z Edwardem VII jest tu kluczowy. Król został przedstawiony z selfie stickiem, w sposób przewrotny i lekko groteskowy. Taki gest odbiera mu monumentalność, a zarazem przenosi dawny monarchiczny wizerunek w dzisiejszy kod kulturowy, gdzie selfie staje się emblematem próżności, autopromocji i potrzeby bycia widzianym za wszelką cenę. Edward VII nie sprawia tu wrażenia kogoś, kto musiał o cokolwiek zawalczyć. Przeciwnie – wygląda jak człowiek wyróżniony bez żadnej szczególnej przyczyny, ktoś, kogo pozycja bierze się nie z osiągnięć, lecz z samego faktu urodzenia i zajmowania uprzywilejowanego miejsca. W tej figuralnej grze monarcha staje się symbolem lenistwa i łatwego splendoru: obecności bez wysiłku, widzialności bez zasługi.

Sytuacja Marii Skłodowskiej-Curie była skrajnie odmienna. Trzyma w rękach przyrządy naukowe z laboratorium, symbol pracy i koncentracji. Mural nie tylko przypomina o uczonej, lecz także opowiada o modelu zasługi. Skłodowska-Curie reprezentuje świat kompetencji, wytrwałości i realnego wkładu w rozwój wiedzy. Jej miejsce w pamięci nie jest nadane z góry, tylko wywalczone – odkryciami, pracą i konsekwencją. Dlatego tak silnie kontrastuje z królem, który wszystko zawdzięcza urodzeniu.

Czytaj więcej

Z laboratorium na linię frontu

Naścienne obrazy o ważnych sprawach

Ołomuniec jest miejscem, które szczególnie dobrze przyjmuje takie obrazy. Murale i street art współtworzą miejski krajobraz, ożywiają historyczne centrum i wprowadzają do niego współczesny język wizualny.

W mieście o tak wyrazistej barokowej architekturze wielkoformatowe murale nie konkurują z przeszłością, lecz prowadzą z nią dialog. Dzięki temu ulica Denisova staje się nie tylko punktem na mapie, ale też przestrzenią znaczeń. To część miejskiego sposobu myślenia o kulturze. Miasto pokazuje, że street art może współistnieć z tradycją bez obniżania jej wartości, może ją dopowiadać, odświeżać i sprawiać, że staje się bardziej czytelna także dla dzisiejszego odbiorcy. W Ołomuńcu murale są opowieścią o przestrzeni, artyści je tworzący nie boją się mówić o ważnych sprawach.

Siła tego konkretnego muralu polega również na tym, że działa natychmiast, nie trzeba wgryzać się w skomplikowaną grę symboli. Edward VII z selfie stickiem wywołuje uśmiech, ale zarazem irytuje jako znak próżności i beztroskiego uprzywilejowania. Maria Skłodowska-Curie, przeciwnie, przyciąga nas swym poświęceniem i zaangażowaniem, równocześnie zachęcając do podjęcia podobnego wysiłku. W takim zestawieniu odbiorca niemal odruchowo staje po stronie wiedzy i zasługi płynącej z oddania sprawie. Obraz mówi więc nie tylko o przeszłości, ale też o tym, jak chcemy porządkować dzisiejszy świat wartości. Kogo uznajemy za ważnego? Tych, którzy zostali wyniesieni, czy tych, którzy naprawdę coś stworzyli, coś osiągnęli?

Mural z Ołomuńca zostaje w pamięci właśnie dlatego, że nie jest wyłącznie „ładnym malunkiem na ścianie”. To publiczny manifest, który mówi, że w przestrzeni miasta warto honorować nie tylko tych, którzy byli widoczni z racji swojej pozycji, ale przede wszystkim tych, którzy zyskali uznanie dzięki swojej pracy, talentowi i konsekwencji. Postać Marii Skłodowskiej-Curie w takim wydaniu oddziałuje szczególnie mocno: nie jest ona odległą patronką nauki, lecz kimś realnie obecnym, kto swoim dorobkiem wywalczył sobie miejsce w publicznej pamięci. Prawdziwy blask nie rodzi się z samego statusu, trzeba go wypracować.