Choć mamy masę talentów naukowych i technologicznych, a przedsiębiorcy coraz mocniej dostrzegają siłę innowacyjności, potencjał mariażu świata akademickiego z biznesem nad Wisłą pozostaje niewykorzystany. To ma jednak szansę w najbliższym czasie się zmienić – świadomość konieczności burzenia silosów, w których tkwią oba sektory, i budowy między nimi mostów jest w naszym kraju coraz bardziej wyraźna. Przyspiesza też trend tworzenia spin-offów (spółek powstających w celu komercjalizacji wyników badań i innowacyjnych technologii wypracowanych w jednostce naukowej). Eksperci liczą na to, że firmy rozwijające tzw. głębokie technologie, czyli deeptechy (start-upy tworzone na silnym komponencie naukowym), mogłyby stać się naszym towarem eksportowym.
Świat ucieka od technologii „wygodnych”
Dziś bez wątpienia tak jeszcze nie jest, a inspirujące historie rodzimych jednorożców, jak ElevenLabs czy Iceye, które stały się wartymi wiele miliardów dolarów przedsiębiorstwami, zbudowanymi jednak poza krajem, tylko to potwierdzają. Start-upowe projekty, mocno osadzone w nauce, nie były dotąd polską wizytówką. Powodów jest wiele. Jeden z nich to ograniczony kapitał – inwestorzy w Polsce mają płytkie kieszenie w porównaniu z funduszami za oceanem, a co więcej, unikają kosztownych projektów badawczych o wysokim ryzyku i wolą finansować mniej lub bardziej innowacyjne rozwiązania SaaS czy e-commerce.
Nastawienie względem deeptechów zaczyna się jednak zmieniać, a zjawisko na Starym Kontynencie jest już wyraźne. Z „The 2026 European Deep Tech Report” wynika, że dziś łączna wartość europejskich start-upów deeptechowych wspieranych przez VC sięga 690 mld dol., a to niemal dziesięciokrotnie więcej niż dekadę temu. Ów fokus zmienił się m.in. dzięki pandemii, pokazując, że takie innowacje są odporne na kryzysy. Wspomniany raport LakeStar, Walden Catalyst i Dealroomu potwierdza – finansowanie „tradycyjnych” start-upów (np. tworzących proste aplikacje konsumenckie) utrzymuje się na poziomie blisko 50 proc. poniżej szczytu z 2021 r., gdy to dla deeptechów jest tylko o 4 proc. mniejsze względem historycznego maksimum. Jak zauważają autorzy raportu, inwestorzy uciekają od projektów „wygodnych” do „strukturalnie niezbędnych”. Mówią o tym twarde dane – aż jedna trzecia całego kapitału venture capital w Europie trafia obecnie do sektora deeptech, a najlepsze wyniki notują sektory powiązane z geopolityką: technologie obronne i bezpieczeństwo (defencetech) mają 125-proc. wzrost rok do roku (do pułapu 1,8 mld dol.), branża komputerów przyszłości (w tym technologii kwantowych) przyciągnęła ponaddwukrotnie więcej kapitału (do poziomu 2,5 mld dol.), zaś w biologii obliczeniowej i chemii (np. AI w odkrywaniu leków) strumień pieniędzy urósł o imponujące 88 proc. (do 1,1 mld dol.).
Ta fala to szansa dla polskich deeptechów. Podbijać świat mamy czym, zresztą wiele spółek już to robi, a wystarczy wspomnieć o Gekko Photonics (zaawansowane sensory optyczne do monitoringu zanieczyszczeń), Microamp Solutions (zdobył miliony z programu EIC Accelerator na infrastrukturę 5G/deeptech), Widmo Technologies (opracowuje technologie georadarowe do badań podpowierzchniowych, wykorzystywane m.in. w górnictwie i inżynierii lądowej) czy FinQbit (uznawany za jeden z wiodących „kwantowych start-upów” na świecie) i KFB Technologies (wrocławska firma to uznany w Europie gracz w obszarze wibroakustyki, rozwijający technologię AI do monitorowania i zarządzania emisjami w przemyśle).
Czytaj więcej
Rząd zapisał na obronność 200 mld zł. Na naukę ledwie 44 mld zł. Przy takiej strukturze budżetu ryzykujemy, że zdolności wojskowe będziemy budować...
Państwowe mosty nad „doliną śmierci”
Kolejne deeptechy z Polski czekają na ekspansję. Aby z tych wymagających projektów coś „wyrosło”, trzeba je jednak solidnie „podlać”. Na Starym Kontynencie o sile deeptechu stanowią w spory stopniu fundusze publiczne – a w UE takim potężnym motorem wzrostu dla sektora jest Europejska Rada ds. Innowacji (EIC). Jak znaczącym? Z opublikowanego w czerwcu „EIC Impact Report 2026” wynika, że spółki wspierane przez EIC pozyskały już łącznie 15,5 mld euro.
Z tych danych płynie kolejny wniosek – każde publiczne 1 euro wydane na deeptech przyciąga trzy i pół raza więcej finansowania ze strony kooperujących funduszy prywatnych (EIC zainwestowało 6,5 mld euro, a w programie uczestniczyło już ponad 1000 współinwestorów). Problem w tym, że udział Polski w EIC Fund to… 0,5 proc. Dla porównania Francja to 27 proc., Holandia – 13 proc., a Niemcy – 11 proc. Bolesna statystyka. A to niejedyny kłopot. Sławomir Olejnik, założyciel Deep Tech CEE, zwraca uwagę, że nad Wisłą brakuje klientów dla deeptechów – nie ma podmiotów otwartych na ich wdrożenia czy pilotaże, brakuje też mechanizmów, które pozwoliłyby innowatorom „w większej skali oraz przy większym ryzyku” wdrażać swoje produkty i rozwiązania w dużych firmach w Polsce. Tymczasem, nie mogąc znaleźć na rodzimym rynku pierwszego klienta czy inwestora, start-upy nie mogą konkurować na globalnym rynku.
Gotowości dużych odbiorców do pilotaży nie da się zadekretować, ale eksperci liczą na wzrost świadomości i otwartości. W procesie komercjalizacji i umiędzynaradawiania polskiej nauki pomóc może aktywność Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR) i Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK). Podmioty te przestały być jedynie pasywnymi dawcami grantów, a stały się strategicznymi inwestorami, którzy budują dla start-upów naukowych brakujące mosty kapitałowe. Przełomem w tym obszarze ma być uruchomiony przeznaczony do tego program PFR Deep Tech, dysponujący budżetem 300 mln zł, którego celem jest zasilenie wyspecjalizowanych funduszy venture capital inwestujących w zaawansowane, akademickie, technologie, takie jak sztuczna inteligencja, technologie kwantowe czy robotyka. Z kolei BGK we współpracy z Europejskim Funduszem Inwestycyjnym zainicjował wartą 85 mln euro platformę Future Tech Poland, będącą elementem szerszego programu Innovate Poland. Jej zadaniem jest bezpośrednie wspieranie odporności technologicznej kraju oraz finansowanie rodzimych spółek na kluczowym dla wyjścia za granicę etapie wzrostu (growth capital), eliminując dotychczasową „dolinę śmierci”. Zresztą Grupa BGK stworzyła już precedens rynkowy – jej fundusz Vinci zainwestował ponad 40 mln zł w ElevenLabs.
Deep Tech KFB Technologies rozwija technologię AI do monitorowania i zarządzania emisjami w przemyśle
Komercjalizacja bez biurokracji
Impuls musi iść jednak nie tylko od inwestorów i odbiorców technologii. Lekcję do odrobienia mają administracja państwowa i sam sektor naukowy, który jest niedofinansowany (wystarczy wspomnieć ostatnie protesty i postulat 3 proc. PKB na naukę). Potrzeba większych nakładów i zmian systemowych. Dziś nakłady na naukę i szkolnictwo wyższe to ledwie nieco ponad 1 proc. PKB, czyli nawet kilkukrotnie mniej niż wydatki w państwach należących do OECD. To wprost znaczy tyle, że polskie uczelnie tracą możliwość konkurowania z krajami o rozwiniętym potencjale naukowym, z kolei niedofinansowanie sektora negatywnie wpływa na gospodarkę. Zgromadzenie plenarne KRASP (Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich) od dawna wskazuje, że uczelnie odgrywają kluczową rolę we wczesnych etapach tworzenia innowacji, a ich potencjał badawczy wpływa na bezpieczeństwo technologiczne i konkurencyjność Polski.
Prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP, zdaje sobie sprawę z trudnej sytuacji budżetowej, ale przypomina, że nakłady na sektor akademicki są inwestycją, która opłaca się i gospodarce, i społeczeństwu. Rektorzy alarmują: brak zmiany podejścia do finansowania nauki i szkolnictwa wyższego pogłębi tylko dystans dzielący Polskę i gospodarki oparte na wiedzy.
Wyzwaniem jest też coś, co jest bolączką sektora w całej UE – otóż niemal 65 proc. europejskich patentów nie zostaje wykorzystanych. Próby zachęcania naukowców do ich komercjalizacji to klucz, choć takie działania natrafiają na opór części środowiska akademickiego. Z jednej strony naukowcy są rozliczani z punktów za publikacje, a nie komercjalizację, co – zdaniem ekspertów – trzeba pilnie zmienić, zaś z drugiej – nie palą się do wchodzenia w buty przedsiębiorcy. Nie dziwi to Nikolaia Adamovitcha, twórcę Commercialization Reactor. Jego zdaniem oczekiwanie, że badacze porzucą swoją pasję i zajmą się prowadzeniem biznesu, to „jakby kazać maratończykowi zejść z trasy, żeby zajął się organizacją biegu”.
Czytaj więcej
Chcemy wprowadzić nowy system grantów. Spółki skarbu wpłacałyby pieniądze na interesujące je badania, a ośrodki naukowe przedstawiałyby swoje ofert...
Naukowcy z Polski mają jednak dostęp do uznanego przez Komisję Europejską programu transferu wiedzy i technologii – Commercialization Reactor. Jak to działa? Otóż naukowiec rozwija technologię, pozostając w świecie badań, a zarządzaniem spółką spin-off zajmuje się osoba z dużym doświadczeniem biznesowym i menedżerskim. Mówiąc w skrócie, ów program to propozycja dla naukowców, którzy chcą, aby wyniki ich badań miały wpływ na świat, ale nie chcą zajmować się prowadzeniem firmy ani sprzedażą technologii. Ten model realnie odciąża naukowców od biurokracji i ryzyka biznesowego, a przy tym uczelnie i jednostki naukowo-badawcze pełnią wiodącą rolę w zakresie ochrony IP. W tym programie transferu wiedzy i technologii naukowiec otrzymuje znaczną część udziałów w spółce, a jego zaangażowanie w firmę zajmuje kilka godzin tygodniowo.
– Naukowcy mają szansę współtworzyć spółki z globalnymi perspektywami bez rezygnacji z kariery naukowej – podkreśla dr Robert Dwiliński, prezes Fundacji Porozumienie Akademickich Centrów Transferu Technologii (PACTT). Jego zdaniem ten model ma szansę na stworzenie nowych w ramach współpracy nauki i biznesu.