Współpraca nauka–biznes w Polsce. Jaka jest pana ocena?
Sam fakt współpracy i nastawienie na jej rozwijanie oceniamy oczywiście pozytywnie. Jako resort nauki intensywnie pracujemy nad tym, żeby takie relacje wzmacniać. Jednak analizy – w tym raporty Centrum Łukasiewicz – pokazują jednoznacznie, że kołem zamachowym polskiej gospodarki wciąż zbyt rzadko są wiedza i innowacje. W 2024 r. krajowe nakłady brutto na działalność B+R wyniosły 51,5 mld zł, a ich udział w PKB zmniejszył się z 1,56 proc. w 2023 r. do 1,41 proc. w 2024 r. Jednocześnie w latach 2022–2024 aktywność innowacyjną wykazało 36,5 proc. przedsiębiorstw przemysłowych i 28,9 proc. przedsiębiorstw usługowych. To wciąż zdecydowanie za mało. Oczywiście robimy wszystko, co możliwe, aby to zmienić, ale jest to proces, którego efektów nie zobaczymy z dnia na dzień.
Mam wrażenie, że przyczyn niskiego poziomu współpracy pomiędzy nauką a biznesem jest bardzo wiele. Co jednak najistotniejsze, w Polsce wciąż nie mamy rozwiniętej tradycji ani modelu współpracy nauki z biznesem, takich jak choćby w Europie Zachodniej czy w Stanach Zjednoczonych. To rzeczywiście istotny problem, ale od trzech lat jako rząd konsekwentnie staramy się go zmieniać. Mamy jednak pełną świadomość, że pozytywne skutki naszych działań będą rozłożone na lata.
Ale czy ta niedofinansowana nauka ma w tej chwili szanse, żeby wspomagać innowacyjność biznesu? Jaki tutaj jest potencjał?
Mimo trudności potencjał jest ogromny. Mamy wybitnych naukowców i olbrzymie możliwości rozwoju. W wielu obszarach, takich jak technologie cyfrowe, sztuczna inteligencja, biotechnologia, medycyna, energetyka czy nowe materiały, powstają rozwiązania, które mogą skutecznie odpowiadać na potrzeby gospodarki i budować przewagę konkurencyjną polskich przedsiębiorstw.
Spójrzmy chociażby na przemysł zbrojeniowy. Takie projekty, jak Krab, Borsuk czy wyrzutnie Piorun, powstały przy współpracy z NCBR. Takich przykładów jest więcej. Dziś mamy także środki z programu SAFE, których bezpośrednio nie można przeznaczyć na naukę, ale które stworzą warunki do powstawania w Polsce innowacyjnych technologii na potrzeby przemysłu obronnego. Dzięki środkom z SAFE w przyszłych budżetach będzie można część krajowych środków przesunąć z wydatków na bezpieczeństwo na naukę, badania i rozwój.
Kolejnym ważnym źródłem finansowania są środki europejskie, które od lat wspierają rozwój polskiej nauki. W nowej perspektywie programu Horyzont Europa na lata 2028–2032 do rozdysponowania w całej Unii Europejskiej będzie, zgodnie z obecnym stanowiskiem rady UE, 167,9 mld euro. Polska wnosi do programu znaczący wkład, natomiast wykorzystujemy jego potencjał wciąż w zbyt małym stopniu. Zwiększenie udziału polskich podmiotów w programie to ogromna szansa dla naszej nauki. Trzeba skuteczniej sięgać po granty europejskie, tak jak robią to Hiszpanie, Francuzi, Niemcy czy Grecy. W tym przypadku pieniądze naprawdę są na wyciągnięcie ręki – trzeba tylko chcieć i umieć po nie sięgnąć.
W jaki sposób?
Przyjrzyjmy się, jak robią to Hiszpanie czy Francuzi. Tam pieniądze dosłownie leżą na stole. Polscy naukowcy mają genialne pomysły, ale przez lata brakowało im systemowego wsparcia biurokratycznego. Obecnie pracujemy nad ewaluacją systemu wsparcia pozyskiwania środków z Horyzontu Europa, tak by nowe rozwiązania wprowadzić wraz z początkiem nowej perspektywy finansowej. Równolegle musimy gonić średnią europejską w nakładach na B+R. Obecnie nakłady Polski na B+R to około 1,5 proc. PKB, podczas gdy średnia unijna to 2,2 proc. PKB. Jestem przekonany, że przy odpowiednim, systemowym zaangażowaniu oraz konsekwentnej realizacji działań mamy szansę zbliżyć się do tego poziomu w ciągu najbliższych lat.
W wielu obszarach, takich jak AI, technologie cyfrowe, medycyna czy nowe materiały, powstają rozwiązania, które budują siłę naszej gospodarki
Dlaczego my nie czerpiemy ze środków europejskich?
Czerpiemy, ale wciąż w zbyt małym stopniu. Nie można zapomnieć o tym, że Polska w pełni korzysta z programu ramowego ds. badań i innowacji dopiero od jego szóstej edycji. Obecnie mamy dziewiątą. Nasze podmioty konkurują również z tymi, którzy byli w programie ramowym od samego początku. Skuteczne zwiększenie udziału polskich podmiotów w programie Horyzont Europa wymaga m.in. zwiększenia synergii pomiędzy elementami krajowego systemu wsparcia. Pracujemy nad budową spójnej ścieżki rozwoju projektów od pomysłu do udziału w międzynarodowych konsorcjach. Zapewniamy również platformy dialogu pomiędzy naszym środowiskiem naukowym a partnerami zagranicznymi. Jednocześnie głównym źródłem finansowania projektów dedykowanych współpracy nauki z biznesem są środki z programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG) oraz instrumenty realizowane przez nasz resort wspólnie z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju. Nie można też zapominać o Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości czy Agencji Badań Medycznych. Łącznie są to bardzo duże środki, które mogą skutecznie wspierać rozwój współpracy nauki z biznesem.
O jakich sumach mówimy?
Na nasz flagowy projekt Science4Business – Nauka dla biznesu, wspierający transfer technologii i komercjalizację badań, przeznaczyliśmy blisko 300 mln zł. Projekt w całości finansowany jest z Funduszy Europejskich dla Nowoczesnej Gospodarki. Cel jest prosty: przełożyć teorię na praktykę rynkową. Dzięki temu możliwa będzie realizacja niemal tysiąca projektów B+R, 766 zgłoszeń patentowych oraz utworzenie 118 nowych spółek typu spin-off. Science4Business – Nauka dla biznesu to projekt, którego celem jest zwiększenie skali komercjalizacji wyników badań naukowych oraz skuteczniejsze łączenie potencjału polskich uczelni i instytutów badawczych z potrzebami przedsiębiorstw. W projekt zaangażowanych jest blisko 80 organizacji badawczych z całej Polski. Znacząco wzmacnia on działania uczelnianych centrów transferu technologii i spółek celowych. Projekt przewiduje nie tylko wsparcie dla rozwoju technologii o potencjale rynkowym, ale także aktywne działania w pozyskiwaniu partnerów biznesowych dla tych rozwiązań. To wszystko pozwoli na skuteczniejsze przekładanie wyników badań na innowacyjne produkty i usługi.
Kolejnym instrumentem jest ścieżka SMART w ramach Funduszy Europejskich dla Nowoczesnej Gospodarki. W jej ramach Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości dysponuje kolejnymi setkami milionów złotych na projekty B+R realizowane przez przedsiębiorstwa. Do tego dochodzą środki Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, sięgające kilkunastu miliardów złotych, które już dziś przynoszą polskiej gospodarce wymierne korzyści.
A jakie są rezultaty?
Jak wspomniałem wcześniej, skutki tych wszystkich działań będą widoczne w dłuższej perspektywie i w wielu przypadkach jest jeszcze zbyt wcześnie na ich rzetelną ocenę. Powtórzę: mamy do czynienia z procesem. Budujemy w Polsce model współpracy, który na Zachodzie powstawał przez dekady. Wyciągamy wnioski, dynamicznie reagujemy i uczymy cały system – zarówno administrację, jak i naukowców oraz przedsiębiorców – nowego podejścia do komercjalizacji.
Staramy się zachęcać obie strony do nawiązywania kontaktów i podejmowania wspólnych projektów. W ubiegłym roku zorganizowaliśmy pierwszą edycję Narodowego Kongresu Nauka dla Biznesu, który zgromadził przedstawicieli środowisk naukowych i biznesowych – od spółek Skarbu Państwa po mniejsze firmy zainteresowane współpracą z polską nauką. Ten nawyk współpracy musimy – użyję tego określenia – po prostu rozbudzić wśród przedsiębiorców.
Mam wrażenie, że dotychczas polski przemysł częściej wybierał zakup gotowych technologii z zagranicy niż współpracę z rodzimymi naukowcami. Dobrym przykładem możliwości zmiany tego podejścia są projekty realizowane na rzecz polskiego przemysłu obronnego. Przyjrzyjmy się jednemu z nich. Trzy politechniki – Lubelska, Rzeszowska i Świętokrzyska – opracowały power-pack, czyli zespół napędowy obejmujący silnik i skrzynię biegów do Kraba i Borsuka. To serce każdego pojazdu. Obecnie wykorzystywany power-pack niemieckiej produkcji kosztuje około 12 mln zł. Rozwiązanie opracowane przez polskie uczelnie kosztowałoby około 3 mln zł, a dodatkowo jest hybrydowe, co oznacza mniejsze zużycie paliwa i lepsze osiągi. Co równie ważne, jego produkcja mogłaby odbywać się w Polsce. To ogromna szansa i wymierne korzyści dla naszej gospodarki.
Musimy rozbudzić w polskim biznesie nawyk sięgania po rodzimą myśl techniczną. Dotychczas nasz przemysł zbyt często wybierał drogę na skróty: zakup gotowych, drogich technologii z zagranicy. A przecież mamy doskonałe alternatywy u siebie.
Dlaczego przemysł nie korzysta z rozwiązań takich jak polski power-pack?
Mam nadzieję, że będzie. Ten projekt wymaga ostatnich badań i uruchomienia wdrożeń. Z całą pewnością będą konieczne nakłady finansowe, ale będą one inwestycją w rozwój krajowych kompetencji technologicznych, wzmacnianie potencjału przemysłowego oraz budowę niezależności w obszarze kluczowych technologii. Potrzeba też determinacji we współpracy naukowców z PGZ i Huty Stalowa Wola. Będąc 20. gospodarką świata, nie możemy sobie pozwolić na zaniedbanie takich szans transferu badań naukowych do przemysłu. Jako ministerstwo staramy się wspomagać ten proces. Także poprzez system ewaluacji nauki – już niebawem otwarcie się uczelni na biznes i transferowanie do niego wypracowanych technologii będą specjalnie premiowane.
Mam wrażenie, że dotychczas polski przemysł częściej wybierał zakup gotowych technologii z zagranicy, niż współpracę z rodzimymi naukowcami
A w jaki sposób motywować biznes do analogicznych działań?
Dróg do tego celu jest bardzo wiele. Mamy na przykład pomysł dotyczący spółek Skarbu Państwa. Chcemy wprowadzić nowy rodzaj systemu grantów. Działałoby to tak: spółki wpłacają określone pieniądze do Funduszu Nauki Polskiej, te pieniądze chcą przeznaczyć na badania i rozwój poprzez zlecanie konkretnych badań. My z kolei rozpisywalibyśmy to na granty i do tych grantów przystępowałyby uczelnie oraz instytuty badawcze. Ale na zasadzie swoistego przetargu – granty uzyskałyby propozycje najlepsze.
Pracujemy nad tym rozwiązaniem. Z moich rozmów wynika, że spółki są zainteresowane.
Tylko czy to nie będzie kolejna obowiązkowa zrzutka spółek skarbu na jakiś cel? Takie pomysły już były.
W UE to właśnie największe przedsiębiorstwa inwestują najwięcej w badania i rozwój. Dysponują one największym kapitałem, zatrudniają wysoko wykwalifikowane kadry, posiadają własne działy badawczo-rozwojowe i laboratoria. Są także w stanie ponosić finansowe ryzyko związane z tego typu inwestycjami. Gdy spojrzymy na listę 200 największych firm w naszym regionie, to zobaczymy, że w ścisłej czołówce liderów z polskich firm jest tam tylko jedna – Orlen. Zaraz potem są PGE, PZU i PKO BP. Nie ma w tym nic złego, by wielkie spółki Skarbu Państwa inwestowały w badania, rozwój i system grantowy zamiast w usługi dentystyczne dla prezesa, jak było za czasów naszych poprzedników.
W tego rodzaju sytuacjach, badaniach zleconych przez biznes, naukowcy protestują, że są sprowadzani do roli wykonawców usługi. Czy pan podziela ten pogląd?
Chcę, żeby to było jasne – nikt nie oczekuje od polskich naukowców, aby ich rola sprowadzała się wyłącznie do współpracy z biznesem. Nauka nie zawsze musi przekładać się na konkretne projekty wdrożeniowe. Wszyscy znamy znaczenie badań podstawowych, czyli eksperymentalnych i teoretycznych prac naukowych, które prowadzą do zdobycia nowej wiedzy o zjawiskach i prawach rządzących światem, bez nastawienia na bezpośrednie zastosowanie praktyczne czy komercyjne.
Jednak jedno nie wyklucza drugiego. Dlatego zachęcamy uczelnie i instytuty do współpracy z biznesem oraz do wspólnego tworzenia innowacji dla polskiej gospodarki, ale nikogo nie zmuszamy do rezygnacji z innych aktywności naukowych.
Mówimy o spółkach dużych. Jak zachęcić do działań B+R biznes mniejszy? W wielu firmach nie ma wręcz potrzeby innowacyjności.
Przedsiębiorcy nie wdrażają innowacji dla samych innowacji. Robią to wtedy, gdy widzą konkretną korzyść: niższe koszty, wyższą produktywność, lepszy produkt czy możliwość wejścia na nowe rynki. Dlatego nie wystarczy informować firm o dostępnych programach wsparcia. Trzeba pomóc im zidentyfikować problemy, które można rozwiązać dzięki współpracy z nauką i nowym technologiom.
W przypadku mniejszych firm największą barierą są koszty i ryzyko. Często brakuje im kapitału, doświadczenia oraz partnerów do realizacji projektów badawczo-rozwojowych. Dlatego państwo powinno mocniej wspierać pierwszy etap procesu innowacyjnego – finansować audyty technologiczne, analizy wykonalności, przygotowanie prototypów oraz ułatwiać nawiązywanie współpracy z uczelniami i instytutami badawczymi. To właśnie takie działania najskuteczniej zachęcają sektor MŚP do inwestowania w badania i rozwój.
Kluczowe jest uproszczenie dostępu małych i średnich firm do innowacji. Powinniśmy rozwijać audyty technologiczne, bony na współpracę z uczelniami i instytutami, mikrogranty na testy i prototypy oraz usługi brokerów, którzy pomogą przedsiębiorcom znaleźć właściwego partnera i przygotować projekt.
Równie ważne jest tworzenie rynku dla innowacyjnych rozwiązań – poprzez zamówienia publiczne, współpracę z dużymi firmami i wsparcie pierwszych wdrożeń. Celem nie jest zachęcenie każdej firmy do prowadzenia własnych badań, ale stworzenie warunków, w których przedsiębiorca z konkretnym problemem szybko uzyska dostęp do technologii, wiedzy, partnera i finansowania.
W resorcie powstał Zespół ds. wzmocnienia transferu wyników badań naukowych. Jak pan ocenia jego pracę?
Zespół ds. wzmocnienia transferu wyników badań naukowych pozwolił zidentyfikować najważniejsze bariery utrudniające współpracę nauki z biznesem oraz wypracować konkretne rekomendacje odpowiadające na potrzeby obu środowisk. Ich wartością jest przede wszystkim praktyczny charakter, bo powstały we współpracy przedstawicieli uczelni, instytutów badawczych, centrów transferu technologii, przedsiębiorców i ekspertów. Teraz kluczowym zadaniem jest ich konsekwentne wdrażanie, zarówno poprzez działania organizacyjne, jak i – tam, gdzie będzie to konieczne – odpowiednie zmiany legislacyjne.
Jak będzie wyglądała realizacja rekomendacji zespołu?
Zespół zakończył już swoją pracę – opracowane rekomendacje już są wdrażane. Wdrożenie w zakresie ewaluacji jest pierwszym z etapów budowania sprawnego ekosystemu współpracy nauki z gospodarką. Naszym celem jest stworzenie warunków, w których przedsiębiorcy będą mogli łatwo znaleźć partnerów naukowych, a badacze będą dysponowali skutecznymi narzędziami do komercjalizacji wyników swoich prac. Oznacza to również wzmacnianie centrów transferu technologii, rozwój kompetencji w zakresie zarządzania własnością intelektualną oraz wspieranie projektów o wysokim potencjale wdrożeniowym.
Docelowo chcemy, aby współpraca nauki i biznesu była standardem, a nie wyjątkiem. Sukcesem będzie nie liczba opracowanych rekomendacji, lecz to, że wyniki badań prowadzonych w polskich uczelniach i instytutach będą przekładały się na nowe technologie, innowacyjne produkty i usługi, a co za tym idzie – na wzrost konkurencyjności polskiej gospodarki.