Budowa elektrowni jądrowej, rozwój energetyki offshore na Bałtyku, inwestycje zbrojeniowe, budowlany boom w sektorze infrastruktury transportowej – to wokół tych tematów w ostatnich miesiącach skupiała się narracja dotycząca nowej doktryny gospodarczej, mającej promować polski biznes.
I słusznie, bo projekty te – których wartość liczona jest w dziesiątkach lub setkach miliardów złotych – mają być trampoliną rozwojową dla krajowych przedsiębiorstw budowlanych, produkcyjnych i usługowych. Znacznie rzadziej mówi się natomiast o jeszcze jednym wymiarze tej idei – potencjalnych korzyściach dla polskiej nauki. Niesłusznie, gdyż jak pokazują doświadczenia państw, które skutecznie wykorzystywały wielkie programy inwestycyjne do budowy własnych kompetencji technologicznych, lokalny udział nie powinien ograniczać się wyłącznie do dostaw materiałów, usług czy zatrudniania krajowych podwykonawców. Równie istotne jest stworzenie warunków do rozwoju ośrodków badawczych, uczelni i instytutów naukowych.
W tej chwili Polska plasuje się w ogonie Europy, jeśli chodzi o nakłady finansowe na sektor badawczo-rozwojowy (B&R). Z danych Eurostat za 2024 r. wynika, że przeznaczamy na ten sektor jedynie 1,41 proc. PKB przy unijnej średniej na poziomie 2,24 proc. Wzorem dla nas powinny być kraje nordyckie, które od lat stawiają na innowacje i technologie: Szwecja przeznacza na sektor B&R 3,6 proc. swojego PKB, Finlandia 3,2 proc., a Dania 3,0 proc. Jeszcze lepiej te wskaźniki wyglądają u światowych liderów – Korei Płd. (4,96 proc.) czy USA (3,45 proc.).
Czytaj więcej
Państwa naszego regionu potrafią wykształcić świetnych specjalistów. Ale z dostrzeżeniem w tym szansy dla swojej gospodarki mają problem. Niemal ca...
Model rozwojowy napędzany innowacjami i technologią
– Jeżeli Polska ma się rozwijać dalej i utrzymać poziom rozwoju, który osiągnęliśmy wielkim wysiłkiem w minionych dekadach, to nasz model rozwojowy musi być oparty na polskich technologiach oraz na wypracowywanych i wdrażanych w Polsce innowacjach – mówiła pod koniec czerwca minister funduszy i polityki regionalnej (MFiPR) Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.
Według minister nowy model gospodarczy wymaga zacieśnienia współpracy między sektorem nauki a biznesem. Kluczem jest precyzyjne dofinansowanie badań oraz celowe wsparcie tych sektorów gospodarki, które tworzą i wdrażają nowoczesne technologie.
Szefowa MFiPR dodała, że nowy model rozwoju Polski nie może już opierać się na taniej sile roboczej czy wysokoemisyjnej energetyce opartej na węglu
– Żyjemy w świecie silnej konkurencji technologicznej, dlatego Polska musi wypracować mechanizmy, które pozwolą naszej nauce i innowacjom na realną współpracę. Tylko tak możemy stworzyć w Polsce opłacalny model rozwojowy oparty na innowacjach i nowych technologiach – podkreśliła minister.
Zadbać o transfer wiedzy do polskich firm
Wielkie projekty infrastrukturalne coraz częściej są postrzegane nie tylko jako przedsięwzięcia gospodarcze, ale także jako instrument budowania długoterminowych przewag konkurencyjnych państwa i tworzenia – wspomnianego przez Pełczyńską-Nałęcz – modelu opartego na innowacjach i technologii. Dotyczy to zwłaszcza sektorów o wysokim stopniu zaawansowania technologicznego, takich jak energetyka jądrowa, przemysł obronny, technologie kosmiczne czy zaawansowana energetyka odnawialna. Czyli tych obszarów, które mają Polskę wprowadzić w lata 30. XXI wieku.
W świecie wyżyłowanej konkurencji międzynarodowej o przewagach państw i ich gospodarek decyduje zdolność do tworzenia i implementowania własnych rozwiązań, badań i technologicznych nowinek. Dziś na tym tle Polska wciąż wypada blado, technologiczny dystans do globalnych liderów – choć się zaciera – jest wciąż widoczny. Dlatego przy najbardziej spektakularnych inwestycjach następnych dwóch dekad – elektrowni atomowej w Choczewie i Portu Polska w Baranowie – wciąż musimy posiłkować się specjalistami z zagranicy.
Rolą państwa, podpisującego kontrakty z amerykańskimi, francuskimi, koreańskimi czy hiszpańskimi firmami wykonawczym i projektowymi, powinno być jednak zagwarantowanie przepływu wiedzy z tych firm do polskiej nauki – instytutów, ośrodków wiedzy i firm prywatnych. Doktryna local content, oprócz celu ekonomicznego, uwzględniać musi też komponent naukowy.
Model zamówień przedkomercyjnych
Jak więc państwo – współpracując z sektorem biznesowym, akademickim i naukowym – powinno prowadzić politykę komponentu lokalnego, by wspierać sektor B&R? Hubert Cichocki, prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz, wskazuje, że najbardziej naturalnym działaniem wydaje się powiązanie polityki local content z cyklem inwestycyjnym i zamówieniowym oraz zaproszenie do współpracy dużych spółek i instytucji publicznych.
– Najlepszym kanałem transferu jest tworzenie mechanizmów, w których część wartości projektu zostaje w kraju na etapie projektowania, rozwoju, testów, walidacji, integracji i późniejszego doskonalenia rozwiązania. Z perspektywy ekonomii innowacji to właśnie tam tworzy się trwały komponent krajowy w sektorze B&R, bo to tam powstają kompetencje, które można później wykorzystać poza danym kontraktem czy branżą – wyjaśnia Cichocki.
W krajach europejskich, które Polska powinna traktować jako wzory, coraz większe znaczenie mają tzw. zamówienia przedkomercyjne. To schemat, w którym państwo nie kupuje gotowego produktu z rynku, tylko zleca jego zaprojektowanie i wytworzenie krajowym podmiotom.
– Dzięki temu zamówienie publiczne przestaje być tylko mechanizmem wydatkowania pieniędzy, a staje się narzędziem tworzenia rynku dla nowych technologii. W polskich warunkach taki mechanizm powinien obejmować precyzyjnie zdefiniowane wyzwania technologiczne, partnerstwa instytutów z firmami, etapowe finansowanie, testowanie w warunkach rzeczywistych oraz ścieżkę przejścia od prototypu do wdrożenia – tłumaczy ekspert z Sieci Badawczej Łukasiewicz.
Wielkie projekty infrastrukturalne – takie jak Port Polska – to instrument budowania długoterminowych przewag konkurencyjnych państwa
Automatyka, cyberbezpieczeństwo, ale też planowanie
Realizacja wielkich projektów infrastrukturalnych powinna stać się impulsem do rozwoju polskiej nauki, zwłaszcza w dziedzinach bezpośrednio związanych z nowoczesnymi technologiami i przemysłem. Patrząc na kierunki rozwoju polskiej gospodarki w perspektywie połowy XXI wieku, największymi beneficjentami może być inżynieria transportowa, energetyka, informatyka, automatyka z robotyką, materiałoznawstwo, geologia czy nauki o środowisku. Budowa dwóch elektrowni jądrowych (w Choczewie i prawdopodobnie w Koninie lub Bełchatowie), morskich farm wiatrowych czy nowoczesnych systemów transportowych generuje zapotrzebowanie na nowe rozwiązania technologiczne, specjalistyczne badania i wysoko wykwalifikowane kadry.
Rolą państwa, które administruje polityką local content, jest zrobienie przy tych projektach miejsca nie tylko dla polskich firm projektowych czy budowlanych, ale też dla polskiej nauki.
– Polska powinna aktywniej uczestniczyć w projektach infrastrukturalnych nie tylko jako lokalizacja produkcji czy montażu. Naszą ambicją powinno być wejście do warstw technologicznych: materiałów, komponentów, sensorów, automatyki, algorytmów, systemów testowych, walidacji, cyberbezpieczeństwa i certyfikacji. To są obszary, w których instytuty badawcze mogą realnie wzmacniać pozycję firm – przekonuje prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz.
Priorytetowe obszary wsparcia sektora B+R wskazuje także Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, będące państwowym ośrodkiem wspierania i tworzenia innowacyjnych rozwiązań technologicznych i społecznych. W ocenie ekspertów tej agencji polska myśl naukowa powinna rozwijać się w takich obszarach jak medycyna, farmacja z biotechnologią medyczną, rolnictwo i biotechnologia rolnicza, zasobooszczędne technologie, obronność, a także technologie cyfrowe.
Stanisław Mocek, rektor Uniwersytetu Civitas, zauważa, że należy postawić na obszary, w których Polska może zbudować pozycję europejskiego lidera.
– Takim obszarem może być energetyka i technologie transformacji energetycznej. Mam tu na myśli takie obszary jak SMR, energetyka jądrowa, magazyny energii, technologie sieciowe, offshore, czy wodór – wskazuje Mocek.
Jako inne sektory, w których polska technologia może szukać przewag konkurencyjnych, rektor Uniwersytetu Civitas wymienia też technologie podwójnego zastosowania – jak technologie kosmiczne, drony, cyberbezpieczeństwo – oraz biotechnologie, biofarmację i med-tech.
– To obszary, w których relatywnie niewielkie inwestycje mogą generować bardzo wysoką wartość – wyjaśnia.
Ciekawy głos w debacie o sektorach nauki, które zyskają na local content, dodają specjaliści Uniwersytetu SWPS. Iwona Gawrycka, dyrektorka Centrum Transferu Wiedzy na SWPS, przestrzega, by nie skupiać się jedynie na kierunkach technicznych, inżynierskich czy innowacyjnych, ale też by równolegle rozwijać nauki humanistyczne i społeczne.
– Idea local content w oczywisty sposób może wspierać rozwój lokalnych centów badawczych zaawansowanych technologii, dostarczających innowacji z obszarów AI, biotechnologii, technologii materiałowych, środowiskowych. Ale mam nadzieję, że synergicznie skorzystają także nauki społeczne czy projektowanie uniwersalne – mówi Gawrycka.
– Jeśli kształtując politykę naukową skupimy się jedynie na rozwoju technologii i funkcjonalności kluczowych z punktu widzenia procesów produkcji, to z całą pewnością niektórych potrzebnych projektów wdrażających ideę local content nie zrealizujemy w pełni, albo zrealizujemy je z opóźnieniem, przekroczeniem budżetu czy też sprzecznie z ideami – dodaje ekspertka SWPS.
Nie ilość, ale jakość. Liczą się efekty
Jeszcze inne podejście do realizacji idei local content w kontekście rozwoju polskiej nauki proponuje Stanisław Mocek z Uniwersytetu Civitas. Przekonuje on, że skoro Polska ma silne zaplecze kompetencyjne, a słabym ogniwem pozostaje etap komercjalizacji badań, to nie powinniśmy prowadzić polityki "local content", lecz politykę „local capability”.
– Celem nie powinno być produkowanie więcej w Polsce, ale sprawienie, aby najcenniejsza część globalnych technologii była projektowana, rozwijana i własnościowo kontrolowana właśnie z Polski – tłumaczy założenia idei local capability Mocek.
Cześć komentatorów ocenia, że błędem wielu wdrożeń polityki local content było sprowadzenie ich do wymogu lokalnego montażu lub udziału krajowych podwykonawców. Tymczasem wartość gospodarcza w dobie XXI wieku powstaje nie na hali produkcyjnej, lecz w centrach projektowych i laboratoriach badawczych. I to, zdaniem Mocka, kierunek jaki powinna obrać polska nauka.
– Wskaźnikiem sukcesu idei local content nie powinien być udział polskich komponentów, ale rezultaty knowledge content, wyliczane liczbą patentów, udziału polskich podmiotów w projektowaniu i rozwoju technologii oraz poziomu transferu wiedzy z krajowych uczelni do przedsiębiorstw – wskazuje rektor Uniwersytetu Civitas.
Wspomniana przez Mocka liczba patentów wciąż obnaża jakość polskiego sektora badawczo-rozwojowego. W 2025 r. do Europejskiego Urzędu Patentowego wpłynęło 201,9 tys. wniosków patentowych, z czego z Polski zaledwie 621, czyli 0,3 proc. Daje to nam dopiero 12. miejsce w UE, mimo że jesteśmy szóstą gospodarką Wspólnoty. Pozytywnie można jednak patrzeć na kierunek trendu długoletniego – w porównaniu z 2016 r. liczba wniosków patentowych z Polski wzrosła o 58 proc.
Najwięcej polskich zgłoszeń w zeszłym roku dotyczyło branży farmaceutycznej. Za połowę wniosków trafiających z Polski do EPO odpowiadały uczelnie – głównie Uniwersytet Jagielloński, Gdański Uniwersytet Medyczny i Uniwersytet Warszawski.
Kuleje komercjalizacja efektów badań
Specjaliści podkreślają, że znaczenie komponentu naukowego w polityce local content musi wykraczać poza pojedynczy projekt inwestycyjny. Dobrze zaprojektowany system współpracy nauki i gospodarki może uruchomić efekt mnożnikowy. Wedle wyliczeń Konferencji Rektorów Uniwersytetów Ekonomicznych każdy 1 złoty zainwestowany w badania naukowe dokłada do polskiego PKB od 8 do 13 zł.
Efekt finansowy, który pojawia się w obiegu gospodarczym, pochodzi jednak przede wszystkim z faktu komercjalizacji badań. Do tego potrzebne jest wspomniane zacieśnienie współpracy między sektorem naukowym a sektorem biznesowym. Tu również swój wkład powinno mieć Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.
– Rolą NCBR jest tworzenie mechanizmów wsparcia, które dadzą impuls do realizacji projektów wspólnie przez oba te sektory, skracając tym samym drogę od pomysłu do wdrożenia gotowego rozwiązania – tłumaczy Anna Tyburska-Staniewska z działu zarządzania strategicznego NCBR.
Dodaje przy tym, że sektor polskiej nauki na ten moment dysponuje infrastrukturą badawczą oraz kapitałem ludzkim, ale – podobnie jak Stanisław Mocek z Uniwersytetu Civitas – zauważa, że wąskim gardłem pozostaje wykorzystanie ekonomiczne rezultatów tych badań.
– To, co pozostaje dla nas wyzwaniem, to jeszcze silniejsze powiązanie potencjału, którym dysponuje Polska, z potrzebami gospodarczymi i transformacyjnymi zachodzącymi w strategicznych obszarach, takich jak energetyka, obronność, technologie cyfrowe czy medycyna – mówi Tyburska-Staniewska.
Realizacja takich projektów jak komponent kolejowy Portu Polska powinna stać się impulsem do rozwoju polskiej nauki
Programy FENG i FERS już wspierają polską naukę
Choć prym w sektorze rozwoju nauki i badań wiodą w Polsce firmy prywatne oraz uczelnie (państwowe i prywatne), to ciężar stymulowania krajowej nauki i sektora B&R wydaje się spoczywać na administracji. Miliardy euro, które Polska absorbuje z budżetów unijnych, dają duże pole do popisu, a jednocześnie zobowiązują rząd – w tym resorty nauki, rozwoju i technologii czy funduszy – do hojniejszego wspierania sektora naukowego.
– Rząd powinien tworzyć programy, w których część budżetu dużych inwestycji jest z góry przeznaczona na B+R, demonstratory i pilotaże. Powinny istnieć jasne kryteria premiujące nie tylko cenę, ale także udział krajowych kompetencji technologicznych, rozwój własności intelektualnej w Polsce, współpracę z jednostkami naukowymi i zdolność eksportową danego rozwiązania – apeluje Hubert Cichocki, prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz.
Wsparcie dla aparatu państwa w rozwoju i transferze wiedzy daje Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Instytucja realizuje obecnie m.in. konkurs „Kształcenie na potrzeby technologii krytycznych” jako część programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego (FERS). NCBR prowadzi także zadanie „Kadry transferu technologii” w projekcie „Science4Business – Nauka dla biznesu”, jako część programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG). Cel? Wzmacnianie potencjału kadrowego w organizacjach badawczych, zdolnego do skutecznej komercjalizacji wyników badań naukowych i prac rozwojowych.
Ministerstwo Funduszy, pytane przez nas o rolę local content w rozwoju polskiej nauki, wskazuje właśnie na program FENG, jako tego, który premiuje współpracę przedsiębiorstw z jednostkami naukowymi. To zaś zwiększa liczbę kontraktów badawczych dla polskich instytutów oraz komercjalizację wyników badań.
„Local content może zwiększać zapotrzebowanie krajowych przedsiębiorstw na rozwiązania opracowane przez polskie jednostki naukowe, co sprzyja licencjonowaniu technologii, patentom i tworzeniu spółek typu spin-off, budowę krajowych kompetencji technologicznych” – precyzuje resort.
W praktyce program FENG wspiera polską naukę poprzez zwiększanie udziału polskich jednostek naukowych w konsorcjach realizujących projekty B+R, finansowanie infrastruktury badawczej czy też wspieranie projektów prowadzących do transferu technologii z nauki do gospodarki. Z 20 mld zł, jakie już pracują w polskiej gospodarce z programu FENG (to środki unijne, program rozpisany jest na lata 2021–2027), ok. 2,7 mld zł już wspiera krajową naukę.