7 czerwca 1925 r., na placu budowy przy ul. Wawelskiej, wśród wykopów pod fundamenty, gór piasku i stert materiałów budowlanych zgromadziły się tysiące warszawiaków, generalicja, duchowieństwo oraz delegacje naukowe. Na placu pojawił się osobiście prezydent RP Stanisław Wojciechowski, premier rządu, marszałkowie Sejmu i Senatu, ambasador Francji oraz władze stolicy.
Maria Skłodowska-Curie przybyła na tę uroczystość z Paryża, wywołując ogromne poruszenie. Tłumy mieszkańców oraz oficjalne delegacje witały dwukrotną noblistkę już na dworcu kolejowym. Uczona, która opuszczała Warszawę pod rosyjskim zaborem jako biedna guwernantka, wracała do niej jako ikona światowej nauki.
Przed wmurowaniem kamienia węgielnego odczytano i uroczyście podpisano akt erekcyjny, w którym zapisano intencję wzniesienia tej placówki: „Na pożytek ludzkości i na chwałę Ojczyzny”. Dokument wraz z pamiątkami zamknięto w metalowej tubie, a Skłodowska-Curie, ubrana w skromną, czarną suknię, osobiście wmurowała artefakt w fundamenty Instytutu Radowego w Warszawie.
Świadkowie tamtych wydarzeń wspominali, że w oczach noblistki szkliły się łzy. Widziała, że jej marzenie zaczyna nabierać realnych, betonowych kształtów, a naród, z którego wyrosła, mimo biedy potrafi zdobyć się na gesty o charakterze globalnym.
Czytaj więcej
Sojusz chemii Marii Skłodowskiej-Curie i fizyki Ernesta Rutherforda doprowadził do obalenia dawnych modeli atomu i spektakularnego odkrycia jego ją...
Wizja potęgi
Gdy w listopadzie 1918 r. Polska po 123 latach zaborów wracała na mapę Europy, jej krajobraz przypominał zgliszcza. Kraj był poraniony przez fronty I wojny światowej, gospodarka nie istniała, system monetarny leżał w gruzach, a granice wciąż płonęły w lokalnych konfliktach.
W tym samym czasie świat nauki przeżywał rewolucję, której twarzą była Maria Skłodowska-Curie. Dwukrotna laureatka Nagrody Nobla, mieszkająca na stałe w Paryżu, miała jedno wielkie, niespełnione marzenie – chciała, aby jej ojczyzna posiadała nowoczesną placówkę badawczo-leczniczą, która niosłaby ratunek chorym na raka i pozwalała polskim naukowcom na prowadzenie badań.
Instytut Radowy w Warszawie miał być wzorowany na paryskim laboratorium Skłodowskiej-Curie. W Paryskim Instytucie Radowym (Institut du radium), powołanym w 1909 r. z inicjatywy Uniwersytetu Paryskiego i Instytutu Pasteura, noblistka stworzyła unikalny model placówki dwuprofilowej, pod jednym dachem łącząc czystą naukę – fizykę i chemię nuklearną – z medycyną, czyli praktycznym zastosowaniem promieniotwórczości w walce z nowotworami (tzw. curietierapią). Ośrodek stał się światowym centrum badań nad radioaktywnością i radioterapią.
Maria Skłodowska-Curie wiedziała, że polscy pacjenci są odcięci od nowoczesnych metod leczenia, a polscy lekarze nie mają narzędzi do pracy. Już w 1921 r., podczas swojej triumfalnej podróży do Stanów Zjednoczonych, gdzie z rąk prezydenta Warrena Hardinga odebrała gram radu ufundowany przez amerykańskie kobiety, głośno mówiła o potrzebie stworzenia takiego miejsca w Warszawie.
Powstanie Instytutu Radowego miało być nie tylko krokiem milowym dla polskiej medycyny, ale też symbolem cywilizacyjnego awansu odrodzonej Rzeczypospolitej. O ile Curie-Skłodowska była duchową matką i naukowym patronem całego przedsięwzięcia, o tyle fizyczne powstanie Instytutu jest w ogromnej mierze zasługą jej starszej siostry, Bronisławy Dłuskiej.
Pospolite ruszenie
W 1923 r., z okazji 25-lecia odkrycia radu, zrodziła się idea, która zjednoczyła pogrążony w kryzysie kraj. 9 marca Polski Komitet do Zwalczania Raka powołał „Komitet Daru Narodowego im. Marii Skłodowskiej-Curie w celu zbudowania Instytutu Radowego w Warszawie”. W tym samym roku zwrócono się do społeczeństwa polskiego z apelem o „zrzutkę” na budowę.
Cel był jasny – zebrać fundusze na wzniesienie nowoczesnego gmachu oraz na zakup bardzo drogiego pierwiastka – radu – bez którego leczenie było niemożliwe. Akcja, która przeszła do historii jako „Dar dla Marii”, stała się fenomenem społecznym. Mimo skrajnego ubóstwa Polacy odpowiedzieli na apel z niemal religijnym uniesieniem. W fabrykach Łodzi, Śląska i Warszawy robotnicy dobrowolnie oddawali ułamek swoich skromnych dniówek. Na wsiach organizowano zbiórki płodów rolnych, które następnie spieniężano na rzecz budowy. W szkołach w całym kraju groszowe datki wrzucano do specjalnych puszek. Sprzedawano pamiątkowe cegiełki, znaczki oraz pocztówki z wizerunkiem uczonej. Artyści przekazywali swoje honoraria z koncertów i spektakli teatralnych. Pisarze i poeci organizowali odczyty. Organizowano bale charytatywne, z których cały dochód zasilał konto Komitetu.
Zbiórka uświadomiła wszystkim, że budowa Instytutu nie jest prywatną sprawą Skłodowskiej ani fanaberią rządu, ale wspólnym pomnikiem narodowym wznoszonym rękami całego społeczeństwa. Złotówka do złotówki, grosz do grosza – ubogi kraj dokonał niemożliwego, gromadząc fundusze potrzebne na rozpoczęcie gigantycznej inwestycji na warszawskiej Ochocie.
Maria Skłodowska-Curie była duchową matką i naukowym patronem Instytutu, lecz jego powstanie było w ogromnej mierze zasługą jej starszej siostry Bronisławy Dłuskiej
Żelazna menedżerka na budowie
Bronisława Dłuska, lekarka, jedna z pierwszych Polek z tym tytułem, była kobietą o niezwykłym zmyśle organizacyjnym, twardym charakterze i niespożytej energii. Gdy pod koniec lat 20. proces budowy zaczął drastycznie zwalniać z powodu kryzysu gospodarczego i braku płynności finansowej, Bronisława zamieszkała na terenie budowy w skromnym baraku, aby osobiście pilnować każdego etapu prac. Kontrolowała wydatki, negocjowała ceny materiałów budowlanych i sprawdzała jakość wykonywanych prac. Robotnicy i podwykonawcy czuli przed nią ogromny respekt – potrafiła osobiście sprawdzać solidność murów i rozliczać rzemieślników z każdego worka cementu. Kiedy brakowało funduszy, Bronisława pukała do drzwi ministrów, prezydentów miast i zamożnych filantropów. Jej autorytet i bezpośrednie powiązania z Marią otwierały wszystkie, nawet najbardziej oporne drzwi.
Jako lekarka doskonale rozumiała specyfikę pracy szpitalnej. Dbała o to, by układ sal, wentylacja oraz zabezpieczenia przed promieniowaniem (które wówczas dopiero poznawano) spełniały najwyższe światowe standardy. Można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że bez logistycznego i menedżerskiego geniuszu Bronisławy Dłuskiej Instytut Radowy nigdy by nie powstał. To ona przekuła wizję siostry w nowoczesny budynek.
Czytaj więcej
Historia Marii Skłodowskiej-Curie to nie tylko opowieść o nauce, lecz także o człowieku, który doświadczał pełni życia – z jego pasją, błędami i em...
Wielkie otwarcie i dar serca
Wysiłki sióstr oraz całego społeczeństwa znalazły swój finał 29 maja 1932 r. Tego dnia odbyło się uroczyste otwarcie Instytutu Radowego. Była to ostatnia wizyta Marii Skłodowskiej-Curie w ojczyźnie – uczona była już chora, osłabiona latami pracy z substancjami promieniotwórczymi.
Na otwarcie nie przyjechała z pustymi rękami. Przywiozła ze sobą dar o fundamentalnym znaczeniu: jeden gram radu, który kupiła dzięki funduszom zebranym przez amerykańskie kobiety. Wartość tego jednego grama wynosiła wówczas około 100 tysięcy dolarów, co stanowiło na tamte czasy fortunę. Było to paliwo dla nowo powstałego instytutu – to ono ratowało życie pacjentów onkologicznych.
Gmach Instytutu Radowego, zaprojektowany przez Tadeusza Zielińskiego, był arcydziełem ówczesnej architektury użyteczności publicznej. Łączył w sobie elementy monumentalnego klasycyzmu z nowoczesnym funkcjonalizmem. Wnętrza podzielono na dwie wyraźne strefy: szpitalną (klinika na kilkadziesiąt łóżek) oraz naukowo-badawczą (laboratoria fizyczne, chemiczne i biologiczne).
Szczególną uwagę poświęcono bezpieczeństwu – laboratoria, w których pracowano z silnymi źródłami promieniowania, były odpowiednio izolowane od innych części budynku, a systemy wentylacyjne zaprojektowano tak, by minimalizować ryzyko skażenia. Było to bezpośrednie przeniesienie standardów wypracowanych przez Skłodowską-Curie w Paryżu.
Wojna i dziedzictwo
Radość z nowoczesnego centrum onkologii nie trwała długo. W 1939 roku wybuchła II wojna światowa. Podczas okupacji niemieckiej Instytut Radowy znalazł się w niebezpieczeństwie. Niemcy chcieli zrabować bezcenny rad. Tylko dzięki heroicznej postawie dyrektora Franciszka Łukaszczyka, który ryzykując życie, potajemnie wywiózł i ukrył cenny pierwiastek w słoikach zakopanych w ogródku pod Warszawą, serce instytutu ocalało.
Najtragiczniejszy rozdział nastąpił podczas Powstania Warszawskiego w 1944 r. Teren Ochoty został zajęty przez pododdziały SS RONA (Rosyjskiej Wyzwoleńczej Armii Ludowej). W sierpniu 1944 r. doszło do brutalnej pacyfikacji szpitala – pacjenci oraz część personelu zostali zamordowani, a budynek podpalono i doszczętnie rozgrabiono. Z gmachu pozostały jedynie wypalone mury.
Po wojnie przystąpiono do odbudowy. Ukryty przez Łukaszczyka rad wrócił na swoje miejsce, a placówka szybko wznowiła działalność, rozrastając się w kolejnych dekadach.
Dzisiejszy Narodowy Instytut Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowy Instytut Badawczy to bezpośredni spadkobierca przedwojennego Instytutu Radowego. Choć główna baza kliniczna i naukowa przeniosła się do gigantycznego kompleksu na warszawskim Ursynowie, historyczny gmach przy ulicy Wawelskiej wciąż służy pacjentom, pełniąc funkcję prężnie działającej kliniki onkologicznej.