Czy problem relacji nauki z biznesem to problem pieniędzy? Niedofinansowana nauka nie jest w stanie wiele zaproponować?
Oczywiście, że budżet 2026 nie jest budżetem naszych marzeń. Ale powinniśmy na to spojrzeć z dwóch perspektyw. Pierwsza – to sam budżet, środki, które bezpośrednio płyną do ministerstwa. Kwota około 43 mld zł. To pieniądze, które idą na subwencje dla uczelni, na realizację badań w instytucjach nauki polskiej, na popularyzację nauki.
Druga perspektywa to środki dodatkowe, które płyną na przykład do Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, które poza pieniędzmi z naszego budżetu dostaje duże wsparcie z europejskich funduszy. Łącznie mamy kolejnych kilka miliardów złotych. Opozycja zarzuca nam, że z finansowaniem nauki spadamy do poziomu z ubiegłego wieku. Zgoda, jeżeli patrzymy tylko na budżet. Natomiast łączne kwoty są wyższe, gdyż podjęliśmy dużo działań na rzecz pozyskania dodatkowych pieniędzy. I one płyną, na przykład z MON. Dużo środków zostało uruchomionych na rzecz nowoczesnej gospodarki. Program FENG to 10 mld euro, które w dużej części trafiają do instytucji polskiej nauki.
Wewnętrznie, na poziomie rządowym, czynimy szereg starań, aby ten poziom finansowania był możliwie jak najwyższy.
Czy te pieniądze trafią również do kieszeni naukowców?
Pula środków, które trafiają do naukowców, to jest wynagrodzenie tradycyjne plus udział w projektach. I ja też mam takie doświadczenia. W moim zespole w Katedrze Biomechatroniki Politechniki Śląskiej są osoby zaangażowane w proces dydaktyczny, ale także takie osoby, które są jednocześnie zaangażowane w proces dydaktyczny i naukowy. I bywa tak, że mają czasami dzięki temu 2,3-krotność podstawowej pensji.
Czyli pieniędzy jednak trochę jest, ale gdzie są sukcesy?
Pytania typu: „no dobrze, a cóż ta polska nauka osiągnęła?”, uważam za krzywdzące dla przedstawicieli środowiska nauki w Polsce. Mamy bardzo dobrze wykształconych ludzi, a rozwój gospodarki na poziomie bliskim 4 proc. jest także rezultatem udziału polskiej nauki i szkolnictwa wyższego. Chociażby poprzez powstawanie świetnych firm zakładanych przez osoby dobrze wykształcone po studiach na polskich uczelniach.
Bardzo często szukamy spektakularnych sukcesów typu SpaceX czy Starlink. Żeby mieć coś absolutnie wyjątkowego, żeby się pochwalić. Głęboko wierzę, że na to przyjdzie czas. Ale takie spektakularne projekty wymagają nakładów rzędu miliardów złotych. A takich środków nigdy nie zaangażowaliśmy.
Jednak pamiętajmy o pewnych rzeczach. Na przykład Rafał Modrzewski, który stworzył spółkę Iceye, którą dzisiaj się chwalimy. Przecież on całe wykształcenie zdobył na polskich uczelniach, zamienił to na sukces. Jeszcze raz powtarzam: potencjał jest, są środki. Może rozsmarowujemy je zbyt szeroko. Może powinniśmy zrealizować kilka projektów zamiast kilkuset.
Może to ukierunkować, stworzyć polskie specjalizacje, o których mówi się od dawna?
Może. Ale musimy podtrzymać potencjał w wielu obszarach. Działalność instytutów naukowych dotyczy strategicznych elementów funkcjonowania państwa. Taki kraj jak Polska powinien w wielu wymiarach mieć własne kompetencje, nie wiemy, co może nas czekać nawet w najbliższym czasie. Dlatego jeżeli już szukać przestrzeni dla spektakularnych sukcesów, to dajmy szansę polskiej nauce w wymiarze bezpieczeństwa. Jeżeli te pieniądze, które inwestujemy w armię, w pewnym procencie pójdą na rozwój polskiej myśli technologicznej, to jestem przekonany, że za chwileczkę pokażemy spektakularne osiągnięcia.
Czytaj więcej
Relacje nauki z biznesem w Polsce wciąż pozostawiają wiele do życzenia. Agencja Rozwoju Przemysłu posłużyła się prostym testem, by sprawdzić gotowo...
A czy nie warto byłoby przekierować znacznie większą pulę pieniędzy bezpośrednio do firm na działania B+R?
Zgoda. I tak się dzieje, ponieważ uruchomione programy w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju działają w trybie grantowym. Perspektywa przedsiębiorcy jest dla gospodarki cenniejsza niż perspektywa naukowca. Gdyż my, naukowcy, chcemy się rozwijać w oparciu o nasze pomysły. Ale zawsze jest pytanie, czy one w ogóle będą miały zastosowanie.
Czy przejdą test rynkowy?
Właśnie. Przemysł, który przychodzi do nas i mówi: rozwiążcie mi taki czy inny problem, już wie, że jeżeli ten problem zostanie rozwiązany, to ten produkt ma bardzo duże szanse na sukces. Mało tego, w projektach Narodowego Centrum Badań i Rozwoju przedsiębiorca musi włożyć swój wkład. Gdyby nie widział perspektywy, nie zrobiłby tego. Od dawna postuluję uruchomienie Narodowego Centrum Badań Stosowanych, żebyśmy się mogli spotkać z dwóch stron. Z jednej strony przedsiębiorcy ze swoimi potrzebami i z drugiej strony naukowcy ze swoimi projektami, ale także propozycjami zaangażowania inwestycyjnego dla biznesu w ramach zaawansowanych już prac. Dzisiaj mi takiego mechanizmu brakuje, a mówimy o stosunkowo niedużej inwestycji na poziomie 2 mld zł.
Przecież prawie każda uczelnia stworzyła własne centrum transferu technologii, które działa na zbliżonej zasadzie.
Tylko że te centra potrzebują wzmocnienia. Pod względem kadrowym, ale też pod względem projektowym, gdyż widzimy, że uczelnie interesujących propozycji dla biznesu często nie mają, ponieważ my jako państwo przeznaczamy stosunkowo mało środków.
Czyli trzeba je scentralizować?
Nie, my przy pomocy takich programów jak Science4Business mamy wzmocnić te centra, stworzyć grunt, warunki do efektywnej współpracy nauki z biznesem. To jest proces, który trwa latami. Ja mogę pokazać firmy, z którymi współpracuję od lat i zaczynaliśmy od bardzo prostych badań. Dzisiaj realizujemy bardzo zaawansowane projekty i mamy zupełnie inne przychody z tego tytułu. Możemy dzięki temu poprawić status finansowy pracowników, zatrzymać najlepszych.
Mija już rok od powołania przy Ministerstwie Nauki zespołu ds. wzmocnienia transferu wyników badań naukowych. Jakie są efekty pracy tego gremium?
Impuls związany z innowacją i nauką może zapewnić nam wysoki poziom wzrostu gospodarczego po wyczerpaniu prostych rezerw, takich jak niskie koszty pracy. Stąd powołanie zespołu i organizacja kongresu Nauka dla Biznesu w zeszłym roku. Jesteśmy w momencie, kiedy zarówno zespół, jak i rada programowa kongresu pracują nad raportem, który podsumuje pewien okres działalności. Ale widzimy już dwie rzeczy. Pierwsza to oczywiście kwestie finansowe. Druga to reorganizacja w instytucjach polskiej nauki. Widzimy, że demografia coraz bardziej dotyka uczelnie. Stoimy w obliczu dyskusji, czy nie powinniśmy zacząć łączyć uczelni. To się wiąże z zagadnieniem dotyczącym roli instytutów badawczych, mamy Sieć Badawczą Łukasiewicz, która jest grupą silnie działających na rynku instytutów rozwijających polską gospodarkę i mamy instytuty Polskiej Akademii Nauk, które w pewnej części włączają się w gospodarkę, ale realizują również bardzo ważne funkcje naszego państwa. Pytanie, w którym kierunku nasze państwo chce pójść i gdzie nauka powinna znaleźć swoje miejsce. Toczymy tę dyskusję, bardzo mocno naszą uwagę skupia właśnie styk nauki i biznesu. Odpowiemy sobie, które instytuty dla nas są absolutnie priorytetowe ze względu na ich działalność naukową. I tu będziemy starali się poszukiwać dodatkowego dofinansowania.
Czy legislacja sprzyja działalności naukowej i innowacyjności? Przyznam, że narzekania słyszę dosyć często.
Ale kiedy zaczynamy pytać o szczegóły, to już to nie jest takie oczywiste. Przy tych samych warunkach legislacyjnych możemy podać przykłady zespołów ze strony nauki i biznesu, którzy świetnie sobie radzą, potrafią zrealizować projekty, wzajemnie się zainspirować, wdrożyć i rozwijać firmę. Mamy też masę innych przykładów, gdzie środowisko nauki narzeka, że współpraca z biznesem jest bardzo trudna, a biznes twierdzi, że nie jest w stanie przebrnąć przez formalności. Czyli bardzo dużo zależy od ludzi, ich współpracy. Nie jest to proste. Biznes chce konkretnych odpowiedzi w krótkim czasie, nauka potrafi działać wolniej.
Może trochę się narażę przedsiębiorcom, ale finansując prace badawcze, często nie rozumieją, że pewne badania są związane z ryzykiem, że niepowodzenie to też jest efekt realizacji badań. A inwestując swoje pieniądze, za każdym razem chcieliby 100 proc. sukcesu. Tymczasem ich problemy są zwykle bardzo skomplikowane, gdyby tak nie było, to by nie przychodzili do nauki. Stąd czasami ostrożność rektorów, niechęć do podejmowania się zadań w obliczu na przykład dotkliwych kar umownych.
Czyli problem nie tkwi w kwestiach formalnych?
Oczywiście, że sporo z nich wymaga rozwiązania. Na przykład umowy biznes–nauka. Rozmawiamy na ten temat, bo trzeba je uprościć. W tej chwili procedowanie tych umów czasami trwa tak długo, że skutecznie zniechęca stronę biznesową do tej współpracy z nauką. A my tego nie chcemy. Pamiętajmy jedno – że efekty pozytywne współpracy nauki z biznesem to za każdym razem proces, który od partnerów wymaga zrozumienia i wzajemnego poszanowania.