Ma wzmocnić konkurencyjność i bezpieczeństwo polskiej gospodarki, przyspieszyć rozwój sztucznej inteligencji, biotechnologii i technologii kosmicznych oraz skrócić drogę od badań do wdrożeń. Taki ma być sens Rady Przyszłości, powołanej 10 lutego przez premiera. Czy pójdą za tym konkretne działania?
Donald Tusk powołując Radę, jako ciało doradcze Prezesa Rady Ministrów, ogłosił, że weszli do niej ludzie, którzy zdobywali kosmos, potrafią produkować najbardziej cenione satelity i co istotne, wiedzą jak naukę przetwarzać na biznes i na duże pieniądze. Obszary, które mają być paliwem to: sztuczna inteligencja, biotechnologia i nowoczesny przemysł obronny. Pracom w Radzie przewodzić będzie minister finansów i gospodarki Andrzej Domański.
Rządową intencję dobrze widać w „Deklaracji Rady Przyszłości”, która została opublikowana kilka dni później, 16 lutego: dotychczasowy model rozwoju Polski będzie się wyczerpywał, utrzymanie tempa wzrostu wymaga inwestycji w technologie, kapitał ludzki i własność intelektualną. Deklaracja mówi o praktycznych rekomendacjach dla działań międzyresortowych, o koncentracji na sektorach o najwyższym potencjale, czyli: AI, obronność, kosmos, biotechnologia oraz finansowanie rozwoju i skalowania innowacji. Znalazło się w niej też ostrzeżenie o ryzyku odpływu talentów i własności intelektualnej, krótko mówiąc, o sytuacji, w której Polska finansuje kompetencje i pomysły, a wartość rynkowa powstaje gdzie indziej.
Skład marzeń
Skład Rady faktycznie wskazuje, że znaleźli się w niej ludzie, którzy rozumieją technologię od strony produktów i wdrożeń, nie tylko od strony deklaracji. Wśród 19 osób, poza ministrem Domańskim, do Rady zaproszono między innymi Stefana Batorego, przedsiębiorcę technologicznego i współzałożyciela Booksy; jest Grzegorz Brona, prezes Creotech Instruments, koordynator Rady Sektorowej ds. Kompetencji Przemysłu Lotniczo-Kosmicznego, Sebastian Kondracki, jeden z twórców modelu Bielik; Rafał Modrzewski, prezes ICEYE, Aleksandra Przegalińska, prorektorka do spraw Innowacji w Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie; wirusolog, prof. Krzysztof Pyrć, prezes zarządu Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, astronauta Sławosz Uznański-Wiśniewski, czy Piotr Wojciechowski, prezes Zarządu WB Group, największej polskiej prywatnej grupy technologiczno-obronnej.
Czytaj więcej
Relacje nauki z biznesem w Polsce wciąż pozostawiają wiele do życzenia. Agencja Rozwoju Przemysłu...
Obecność Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego, pierwszego w historii Polaka, który przebywał na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, oraz innych osób z firm kosmicznych wskazuje na to, że kosmos dziś jest branżą, w której wdrożenie oznacza standardy, testy, certyfikację, czy łańcuch dostaw. A są to dokładnie te rzeczy, które w polskiej innowacyjności często kuleją. Jeśli Rada ma naprawdę skracać drogę od badań do produktu, to sektor kosmiczny nie powinien być tylko efektownym symbolem, ale wzorcem tego, jak doprowadza się technologię do wdrożenia.
Minister Andrzej Domański podczas inauguracji wymienił dziedziny, w których Polska ma budować wzrost w kolejnych latach i dekadach: sztuczna inteligencja i dane, technologie kosmiczne, technologie podwójnego zastosowania czyli dual-use oraz biotechnologia. Zapowiedział też, że już wkrótce Rada przedstawi rozwiązania i narzędzia usprawniające podejmowanie decyzji ważnych dla gospodarki, a na bazie pierwszych diagnoz powstaną zespoły przygotowujące rekomendacje w konkretnych sektorach. I właśnie te dwa słowa mogą przesądzić o tej operacji – to narzędzia i decyzje. Sam opis trendów nie wzruszy rynku, ale jeżeli Rada wejdzie w mechanikę państwa, to może nastąpić przełom. Prof. Piotr Sankowski mówił o potrzebie rozwiązań ważnych zarówno dla biznesu, jak i dla tego, by zachować własność przemysłową tutaj, w Polsce, a więc nie tylko tworzyć firmy, ale utrzymać wartość dodaną w kraju. Z kolei dr hab. Grzegorz Brona podkreślał, że Rada ma skupić się na sektorach o ponadprzeciętnym potencjale (AI, biotech, kosmos), wskazywać przeszkody w ich rozwoju i proponować sposoby ich usunięcia. Mówił też wprost o typowej barierze wspólnej dla wielu branż: finansowaniu innowacji w Polsce. Słowa te można potraktować jak diagnozę systemu: Polska potrafi tworzyć dobre zespoły i technologie, ale często brakuje kapitału, instytucji i procedur, które pozwalają przejść z fazy prototypu do fazy działania na rynku i skalowania się.
Aleksandra Przegalińska łączy udział w Radzie z tematem suwerenności technologicznej rozumianej jako zdolność do tworzenia i współtworzenia technologii oraz reguł jej używania. W praktyce ta suwerenność ma sens wtedy, gdy Polska potrafi finansować badania, a następnie doprowadzać do wdrożeń: do zamówień, standardów, regulacji i eksportu.
Co blokuje wdrożenia
Pytanie, czy Rada Przyszłości będzie mechanizmem, który skróci drogę do wdrożeń, czy stanie się alibi, pokazującym, że państwo coś robi, że powołuje ekspertów, organizuje spotkania, publikuje dokumenty, ale w praktyce niewiele się zmienia. Wielu komentatorów nie raz już zauważało, że w Polsce największy problem nie zaczyna się tam, gdzie kończy się nauka, tylko tam, gdzie zaczyna się państwo. A to są właśnie przepisy, procedury, zamówienia, to także lęk przed ryzykiem.
Nie potrzeba tu wielkich teorii, wystarczy przypomnieć typowy scenariusz. Zespół naukowy albo firma ma działający prototyp, potrzebuje testów w konkretnym środowisku, danych, klienta referencyjnego i pierwszego zakupu. Najczęściej trafia na trzy ściany naraz. Pierwsza to przetarg: administracja i duże instytucje kupują to, co sprawdzone, bo za innowację ktoś musi wziąć odpowiedzialność. Druga to regulacje, bo w medtechu, biotechu, energetyce czy AI nie da się wdrożyć bez certyfikacji, zgodności, interpretacji przepisów, a to potrafi trwać dłużej niż sama praca badawcza. Trzecia to finansowanie skali, bo granty często dobrze wspierają prace B+R, ale najtrudniejszy i najdroższy jest ten etap pomiędzy, czyli od prototypu do produktu na rynku. Jeśli więc Rada Przyszłości ma mieć sens, powinna wejść w te kierunki. I można się tego spodziewać, bo tak wynika ze słów ministra Domańskiego, który mówi o narzędziach i o usprawnianiu procesu podejmowania decyzji istotnych dla gospodarki, a członkowie rady podkreślają bariery systemowe oraz potrzebę zachowania własności przemysłowej i wpływu na regulacje.
Czytaj więcej
Nasi studenci od samego początku uczestniczą w badaniach naukowych – mówi prof. Bolesław Kalicki,...
Czy państwo jednak jest gotowe wziąć na siebie rolę pierwszego zamawiającego, tego, który uruchamia wdrożenia? W wielu krajach główną rolę w budowie technologicznych ekosystemów odgrywa właśnie popyt publiczny. To państwo zamawia pilotaże, tworzy ramy testów, bierze na siebie część ryzyka, a potem daje referencje, które otwierają firmie rynek prywatny i zagraniczny. W Polsce działa to słabo. Wcale nie dlatego, że nie ma pieniędzy, tylko dlatego, że system zamówień i odpowiedzialności jest ustawiony na unikanie ryzyka. Innowacja, z definicji, jest ryzykiem. Na razie w komunikacji KPRM i Ministerstwa Finansów widać wyraźny kierunek, ale nie widać jeszcze gotowego, formalnego trybu szybkiej ścieżki wdrożeń w rodzaju: program pilotaży z budżetem i harmonogramem, ścieżka regulacyjna, lista projektów ustaw i rozporządzeń. Mamy zapowiedź zespołów roboczych i szybkiego przedstawienia narzędzi. Jeśli te narzędzia mają być konkretne, powinny dotyczyć trzech spraw: jak państwo kupuje innowacje, jak pozwala je testować oraz jak usuwa bariery regulacyjne, które blokują dziś komercjalizację. Warto przy tej okazji pamiętać o jeszcze jednym ryzyku: Rada Przyszłości składa się z ludzi znanych, ale też mocno zajętych. Czy zamieni się w listę nazwisk, która będzie żyła medialnym życiem, a administracja wróci do codziennych procedur? Nie ma co ukrywać, że tego typu inicjatywy jakoś się w Polsce nie przebijały. Nie dlatego, że brakowało ekspertów, ale że brakowało mechanizmu przełożenia ich ustaleń na decyzje. Dlatego najważniejsza będzie odpowiedź na pytanie, co się stanie z rekomendacjami Rady? Czy trafią do procesu legislacyjnego? Czy trafią do praktyki instytucji zamawiających? Czy, mówiąc kolokwialnie, rząd weźmie je na klatę.
Sprawdzian po miesiącach i po roku
By uniknąć dyskusji na poziomie wrażeń, że skład Rady jest interesujący, ale oby to nie była paprotka, warto by przeprowadzić za jakiś czas sprawdzian. Wystarczy zobaczyć, czy w ciągu sześciu miesięcy pojawiają się takie ślady pracy jak priorytety, mechanizmy, pierwsze pilotaże. Jeśli chodzi o priorytety, to Rada jest duża i obejmuje wiele sektorów. Jeśli w pół roku nie pokaże kilku tematów, które naprawdę bierze na warsztat, pozostanie wrażenie rozproszenia.
Minister Domański mówił, że po pierwszym spotkaniu członkowie przedstawili wstępne diagnozy, a potem mają powstać zespoły pracujące nad konkretnymi rekomendacjami. Wygląda to na dobry początek, ale po pół roku rynek powinien wiedzieć, co konkretnie wybrano i dlaczego. Jeśli mowa o mechanizmach, to aby Rada miała skracać drogę od badań do produktu, musi zaproponować zmiany, które da się wdrożyć szybko, niekoniecznie przez ustawę, ale przez decyzje wykonawcze i praktykę instytucji. Najprostszy przykład to standard pilotażu: czytelne zasady, kto jest właścicielem problemu, kto jest operatorem testu, jakie są kryteria sukcesu i jak wygląda przejście z pilotażu do zamówienia. Dziś w Polsce pilotaże często kończą się ładnym projektem bez dalszego ciągu, bo nie ma zaprojektowanej ścieżki zakupowej. Jeśli Rada przygotuje taki standard i doprowadzi do jego użycia w kilku instytucjach, to będzie konkret, który odczują firmy i zespoły badawcze. Jeśli zaś chodzi o pilotaże, to po pół roku powinno być widać, że państwo potrafi stać się pierwszym klientem przynajmniej w kilku obszarach, które sama Rada wskazuje jako strategiczne: AI i dane, kosmos, biotechnologia, dual-use. Minister Domański mówił o szukaniu nowych silników wzrostu i o roli Rady w tworzeniu rekomendacji dla polityk państwa w tych obszarach. W praktyce pierwszym sprawdzianem polityki państwa są właśnie wdrożenia: nie konferencje, tylko umowy na pilotaże i decyzje, co dalej.
Jeśli po roku, w lutym 2027 r. jedynym efektem Rady będzie kilka dokumentów, inicjatywa straci wiarygodność. Dobry kierunek to co najmniej kilka pilotaży zakończonych wdrożeniem lub decyzją o skalowaniu, konkretne propozycje zmian regulacyjnych lub ich wdrożenie oraz zmiana w finansowaniu skali, bo o tym mówił Grzegorz Brona jako o barierze systemowej. Wątek regulacji jest tu szczególnie ważny, gdyż decyduje o tempie wdrożeń w najciekawszych sektorach. Jeżeli Rada ma wpływać na innowacje, powinna zostawić ślad w procesie rządowym, czyli projekty zmian, które da się monitorować. W przeciwnym razie będziemy mieli do czynienia z klasyką: eksperci mówią, co trzeba zrobić, ale nikt nie przekłada tego na procedury. Nie mniej ważny jest wątek danych. Minister Domański wymienia AI i dane jako obszar budowania wzrostu, a to oznacza, że państwo powinno uporządkować i udostępniać dane w sposób bezpieczny i użyteczny. Bez tego nie będzie ani wdrożeń AI w usługach publicznych, ani konkurencyjności firm, które chcą budować produkty na rynku europejskim.
Ostatecznie Rada Przyszłości będzie testem dla państwa. Członkowie mogą mieć rację w diagnozach, mogą znać najlepsze praktyki z rynków globalnych, mogą zaproponować mądre rozwiązania. Oczekiwania są takie, aby to aparat państwowy potrafił je wprowadzić w zamówieniach, w regulacjach, w finansowaniu skali. Jeśli rząd przełoży prace Rady na konkretne zmiany w zamówieniach i regulacjach, efekty mogą być szybkie, a technologie nie będą uciekać z własnością intelektualną za granicę.
Premier mówił, że Polska może wygrać w wyścigu o nowe technologie. Tak będzie, jeśli państwo przestanie je blokować i zacznie je kupować oraz wdrażać jako pierwsze.