Na ulicy Freta, niedaleko Nowego Miasta i Barbakanu, można zaobserwować scenę, która powtarza się niemal codziennie. Niezależnie od pory dnia przed wejściem do Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie zatrzymuje się kilku turystów z Azji, którzy z zaangażowaniem fotografują miejsce związane z polską noblistką. To właśnie ten adres przyciąga ich uwagę najmocniej, uruchamia wyobraźnię i budzi emocje.

Z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że są to obywatele Korei Południowej – kraju, w którym Maria Skłodowska-Curie cieszy się wyjątkową popularnością. Funkcjonuje tam jako ikona nauki, bohaterka musicalu i wzór wytrwałości, talentu oraz kobiecej sprawczości. Pozostaje pytanie: jak doszło do tego, że kobieta urodzona w 1867 roku, wywodząca się z odległego kraju i odmiennego kręgu kulturowego, stała się wzorem do naśladowania, zwłaszcza dla młodych Koreanek?

Odpowiedź nie sprowadza się do jednego przełomowego momentu. Fascynacja Marią Skłodowską-Curie w Korei Południowej jest efektem długiego procesu stopniowego wpisywania tej postaci w kulturę i edukację. W ostatnich latach proces ten wyraźnie przyspieszył, czego widocznym znakiem stał się musical „Marie Curie”. Spektakl, który miał premierę w Seulu, doczekał się później nowej wersji, zdobył najważniejsze nagrody Korea Musical Awards i wszedł do grona najbardziej rozpoznawalnych koreańskich tytułów poświęconych postaci historycznej. To sytuacja wyjątkowa: w kulturze popularnej rzadko zdarza się, by opowieść o naukowczyni osiągała status prawdziwego przeboju. Właśnie to wydarzyło się w przypadku polskiej noblistki. To trochę tak, jakby w Polsce nagle powstał musical o Chen-Ning Yangu – laureacie Nagrody Nobla z fizyki, badaczu cząstek elementarnych – który niespodziewanie stałby się bohaterem masowej wyobraźni.

W musicalu Skłodowska-Curie nie występuje wyłącznie jako genialna badaczka, która zrewolucjonizowała naukę. Staje się również figurą emancypacyjną: kobietą, cudzoziemką, uczoną pracującą w trudnych warunkach, a zarazem osobą, która przełamała bardzo konkretne bariery społeczne. Jej biografia wpisuje się w dobrze rozpoznawalną opowieść o wysiłku, edukacji i awansie społecznym, a więc wartościach szczególnie silnie obecnych w tamtejszej kulturze. Dzięki temu jej historia staje się bliska i czytelna. Fascynacja badaczką nie kończy się na jednym spektaklu. Pojawia się ona także w materiałach edukacyjnych, książkach, adaptacjach i lokalnych przedstawieniach. W praktyce Maria Skłodowska-Curie stała się w Korei symbolem nowoczesności, wiedzy i kobiecego sukcesu, o którym można opowiadać zarówno na scenie, jak i w szkolnych salach. Jest obecna na lekcjach, w popularnych opracowaniach i w kulturze masowej, gdzie pozostaje postacią żywą, aktualną i nadal inspirującą.

Ma to szczególne znaczenie dla młodych Koreanek. Ich matki musiały zresztą włożyć wiele wysiłku w to, by uczestniczyć w życiu akademickim na równych prawach z mężczyznami. Pod tym względem doświadczenie Skłodowskiej-Curie okazuje się zaskakująco bliskie. Tak jak ona musiały zmagać się z ostracyzmem, drwinami i poczuciem, że znalazły się w miejscu, które nie było dla nich przewidziane. Dziś biografie polskiej noblistki kupują swoim córkom, by pokazać im, że mimo nieprzychylności otoczenia można walczyć o swoje i nie rezygnować z pasji. Książki o Marii Skłodowskiej-Curie mają nie tylko inspirować, ale też rozbudzać zainteresowanie naukami ścisłymi, które w Korei cieszą się dużym prestiżem.

W Polsce Skłodowska-Curie nadal bywa traktowana jak pomnik. Wszyscy wiedzą, że była geniuszem i zdobyła dwa Noble, ale niewielu potrafi opowiedzieć o niej w sposób naprawdę angażujący współczesnego odbiorcę. Tymczasem Koreańczycy zamienili ją w bohaterkę sceny, lektury i popkultury, a więc w figurę, która działa na wyobraźnię kolejnych pokoleń. Paradoks polega na tym, że na drugim końcu świata bywa dziś bardziej oswojona niż u nas. Nie dlatego, że jest „nasza” albo „ich”, lecz dlatego, że ktoś potrafił z jej życia stworzyć opowieść, którą chce się śledzić z uwagą. To nie pierwszy raz, gdy o osiągnięciach naszych rodaków ciekawiej opowiadają reprezentanci obcych krajów. Japończycy mają już komiks o księciu Józefie Poniatowskim i Koperniku i niewykluczone, że sięgną po kolejnych bohaterów z polskiego panteonu sław.

To przewrotna lekcja, którą warto nie tylko dostrzec, lecz także odrobić. Maria Skłodowska-Curie nie potrzebuje patosu. Potrzebuje opowieści o determinacji, ryzyku i cenie sukcesu. Korea pokazała, że można przedstawić ją jednocześnie jako naukowczynię, migrantkę, kobietę w męskim świecie i ikonę nowoczesności. Być może właśnie dlatego na drugim końcu świata bywa bardziej obecna niż u nas. Takiego podejścia powinniśmy się uczyć. Nie wystarczy satysfakcja, że gdzieś doceniono naszą rodaczkę, powinniśmy tworzyć własne narracje, które będą w stanie ożywić pamięć o wielkich postaciach. Historię już mamy. Teraz trzeba nauczyć się ją opowiadać.