Nie trzeba być wybitnym znawcą polityki, by przewidzieć, że jedną z głównych linii sporu w Polsce w w 2026 r. będzie konflikt na linii rząd – kancelaria prezydenta, a konkretnie osobista wojna Donalda Tuska z Karolem Nawrockim. Tak było przez ostatnie pół roku i nic nie wskazuje na to, by ta rywalizacja miała osłabnąć w przyszłości. Przede wszystkim dlatego, że opłaca się obu graczom – wystarczy popatrzeć na sondaże partyjne, by stwierdzić, że ich niekwestionowanym liderem jest od pewnego czasu Koalicja Obywatelska oraz na badania opinii publicznej dotyczące zaufania i sympatii do poszczególnych polityków, by dostrzec, że na ich czele plasuje się obecny lokator Belwederu.
Czytaj więcej
Wyborcy koalicji, jak i opozycji są niemal jednomyślni. Prezydent Karol Nawrocki i premier Donald Tusk powinni zacząć w końcu współpracować w zakre...
Gdzie jest Jarosław Kaczyński??
Dzieje się tak dlatego, że w zgodzie z regułą sformułowaną przeze mnie wiele lat temu, w polityce, gdzie dwóch się bije, tam trzeci traci. I można by dodać – a obaj bijący się zyskują. Gdzie dzisiaj jest Jarosław Kaczyński? Ktokolwiek go widział, ktokolwiek wie, gdzie przebywa? Został prawie wyeliminowany z rodzimej polityki i, by o sobie przypomnieć, musi organizować konferencje prasowe lub zamieszczać wpisy w mediach społecznościowych. Ale widać, że prezydent wykonuje plan niszczenia rządu i przeszkadzania mu w normalnym rządzeniu, wymyślony w siedzibie PiS, który w skrócie ma polegać na tym, by przedstawić gabinet Tuska jako nieudolny i niezdolny do sprawowania władzy.
Jednak nie wszystko może pójść po myśli Kaczyńskiego. Bowiem analizujemy rzeczywistość nie racjonalnie i logicznie, ale poprzez pryzmat swoich sympatii i antypatii, „grupolubności” (termin wymyślony przez Jonathana Haidta), wyznawanego światopoglądu. Właśnie tym zajmują się neuropolitologia i psychologia społeczna. Emocje, poczucie przynależności do pewnej wspólnoty, fałszywe heurystyki w o wiele większym stopniu kształtują nasze wybory polityczne, niż racjonalna analiza rzeczywistości oparta na danych, liczbach i faktach. I to właśnie ten mechanizm może zdecydować o tym, że fantastyczny plan wymyślony na Nowogrodzkiej i realizowany w Pałacu Prezydenckim może spalić na panewce.
Czytaj więcej
Spotkanie dotyczyło szeroko pojętego bezpieczeństwa Polski w kontekście tego, co dzieje się poza naszymi granicami - mówił po spotkaniu z Karolem N...
Niezdecydowany elektorat znów zadecyduje o tym, kto wygra
Może się okazać, że – owszem – wyborcy będą chcieli ukarać kogoś za krajową wojenkę i brak realizacji programu „koalicji 15 października”, ale tym kimś nie będzie owa koalicja, ale ci, którzy sypali piach w jej tryby, którzy dokonywali obstrukcji jej działań, którzy dobre i społecznie potrzebne ustawy sabotowali na etapie prac Sejmowych lub ostatecznie prezydenckiego weta.
O tym, że to realny scenariusz, mówią obecne badania opinii publicznej. Zdecydowana większość badanych (od 70 do 80 proc.) owszem, zauważa, że obecny konflikt Tuska i Nawrockiego szkodzi krajowi, ale już pytani o to, kto jest temu winny, respondenci dzielą się na trzy niemal równe grupy: tych, którzy za ten stan rzeczy obwiniają premiera, tych, którzy winią za to prezydenta, oraz tych, którzy albo nie mają zdania, albo widzą odpowiedzialność obu polityków. Czyli, twarde elektoraty rządu i opozycji nie mają wątpliwości, kto tu jest dobry, a kto zły, natomiast wahający się wyborcy są całą sytuacją skonfundowani. I to oni, jak zwykle, rozstrzygną o tym, kto sprawować będzie władzę po 2027 r..
A jeśli tak, to znaczy, że wszystko jest możliwe. Możliwe jest, że wygra narracja narzucana przez Nawrockiego i Kaczyńskiego, że aby w Polsce działo się dobrze, trzeba odesłać na emeryturę obecny nieudolny rząd, który nie „dowoził” spraw. Ale równie możliwe jest zwycięstwo spinu Tuska, że nie mógł zrealizować wszystkich swoich (oraz koalicjantów) obietnic wyborczych, bo przeszkadzał mu w tym zły prezydent i równie zła opozycja.
Czytaj więcej
Słowa premiera Donalda Tuska o możliwej perspektywie pokoju na Ukrainie są zaskakujące, ale nie są przypadkowe. To element rywalizacji politycznej...
Na chwilę obecną trudno orzec, która opowieść znajdzie więcej zwolenników i która ostatecznie okaże się zwycięska. Pewnym jest natomiast to, że właśnie wojna „małego pałacu” z „dużym pałacem” będzie nie tylko kontynuowana, ale także będzie się zaostrzać. I to ona w dużej mierze rozstrzygnie o tym, kto za dwa lata będzie w Polsce sprawował władzę. Bo to, kto zostanie obsadzony w roli hamulcowego rozwoju naszego kraju, będzie kluczowe dla pewnej części wyborców (zwłaszcza tych niezdecydowanych) w czasie elekcji parlamentarnej w 2027 roku. I właśnie z tej perspektywy warto patrzeć na wydarzenia polityczne najbliższych miesięcy. To one de facto rozstrzygną o tym, komu oddamy stery rządów w kadencji 2027-2031.