Choć prezydent Karol Nawrocki przed spotkaniem z Viktorem Orbánem w Budapeszcie zapewniał, że kocha Węgrów, ale nienawidzi Kremla i że sojusznikiem prastarym są Madziarzy, zaś wrogiem i niebezpieczeństwem Władimir Putin, to pozostaje pytanie, czy da się oddzielić Orbána od Putina. Czy da się oddzielić model prawicowości, którą zbudował węgierski premier od jego prorosyjskości, czy może właśnie prorosyjskość jest jego immanentną częścią.
Karol Nawrocki wpisał się w kampanię wyborczą na Węgrzech, gdzie obóz prorosyjskiej prawicy walczy o utrzymanie władzy
Tym bardziej że Nawrocki pojechał do Budapesztu w niezwykle wrażliwym momencie. Niedługo na Węgrzech odbędą się wybory parlamentarne i pierwszy raz od dawna jest szansa na to, że rządzący od lat Fidesz Viktora Orbána straci władzę. Dlatego na pomoc Orbánowi rzuciły się nie tylko wszystkie siły europejskiej skrajnej prawicy (od Marine Le Pen, Matteo Salviniego przez Santiago Abascala, Geerta Wildersa czy Andreja Babiša). Zapowiedział się w Budapeszcie też ze wsparciem J.D. Vance. Więc wizyta Nawrockiego nie służyła wyłącznie podkreśleniu przyjaźni polsko-węgierskiej, było to wprost wsparcie Orbána przed wyborami, w których Węgrzy będą wybierać między prorosyjską prawicą w postaci Fideszu, a bardziej proeuropejsko nastawioną centroprawicową Tiszą.
Czytaj więcej
Wyjazd prezydenta Karola Nawrockiego do Budapesztu z perspektywy polskiej polityki nie ma najmniejszego sensu. Wygląda na to, że pakuje się on w wi...
W dodatku dzieje się to w chwili, gdy Orbán ma wyjątkowo złą passę. Media właśnie ujawniły, że minister spraw zagranicznych Péter Szijjártó przekazywał szczegóły sytuacji w Unii Rosjanom. Ujawniono też rozmowę, podczas której Szijjártó prosił Rosję o pomoc przed wyborami na Słowacji w 2020 r., by utrzymała władzę antyeuropejska i prorosyjska partia Roberta Fico i Petra Pellegriniego. Równocześnie „Financial Times” szczegółowo opisał kleptokraryczny układ kilkunastu biznesmenów, którzy wytransferowali miliardy euro z unijnych funduszy do prywatnych firm. Środki europejskie stały się pożywką do budowy potężnego oligarchicznego układu, który wspierał Orbána przed wyborami. Powiedzieć więc, że wizyta Nawrockiego miała fatalny timing, to nic nie powiedzieć.
W dodatku Orbán blokuje pomoc Ukrainie i nieustannie atakuje władze w Kijowie, które nawet polska prawica stara się wspierać w walce z Rosją.
Orbanizacja PiS byłaby kapitulacją polskiej prawicy
W dodatku to też wyraźny sygnał dotyczący przyszłości polskiej prawicy. Wszak w Budapeszcie był i też zrobił sobie fotkę z Orbánem były premier Mateusz Morawiecki, uważany dotąd za lidera bardziej umiarkowanego skrzydła w PiS. Nawet publicysta prawicowej „Gazety Polskiej” Wojciech Mucha zauważył, że PiS, zamiast próbować forsować swój model prawicowości, staje się wasalem ruchu MAGA i jego europejskich odmian, które mają otwarcie prorosyjskie inklinacje. Można to też opisać inaczej – następuje po prostu proces orbanizacji polskiej prawicy.
PiS stoi więc przed ostatnią szansą na dokonanie wyboru. Czy chce mieć ambicje stworzenia własnej wizji budowy prawicowości, która nie będzie zbudowana wyłącznie z antyunijnych i antyniemieckich fobii – a przykładem ulegania takim fobiom był właśnie sprzeciw wobec SAFE zwieńczony wetem Karola Nawrockiego – ale stanie się siłą dążącą do sensownej modernizacji Polski z poszanowaniem kulturowej czy historycznej specyfiki tego regionu. Czy też popadnie wyłącznie w antyzachodni resentyment, stanie się narzędziem amerykańskiej alt-right do rozbijania Unii Europejskiej od środka, co prędzej czy później doprowadzi do sojuszu z prorosyjskimi siłami antyunijnej prawicy – mającymi dokładnie takie same cele. A wówczas żadne zastrzeżenia, że Nawrocki nie lubi Putina, nie pomogą.